On patrzy w serce, a ona w oczy

Jolanta Ciosek
Wigilijny stół u państwa Dubielów będzie tradycyjny - obowiązkowo barszcz z uszkami i karp
Wigilijny stół u państwa Dubielów będzie tradycyjny - obowiązkowo barszcz z uszkami i karp fot. Andrzej Banaś
Jolanta i Jacek Dubielowie. Oboje są rodowitymi krakowianami, bardzo zasłużonymi dla grodu Kraka. Bo czyż jest w tym mieście drugie lekarskie małżeństwo, ba, cała rodzina medyków, której przedstawicielka piątego pokolenia studiuje sztukę Eskulapa? Ale nie tylko sztuka medyczna przesłoniła im świat. Kochają także teatr, koncerty i operę, mają wielu znajomych wśród artystów.

Pani Jolanta jest znaną okulistką, dr nauk medycznych, twórcą i wieloletnim ordynatorem oddziału okulistycznego w Szpitalu Specjalistycznym im. Ludwika Rydygiera, obecnie leczy w Szpitalu św. Rafała, a mąż, profesor Jacek Dubiel, znany jest większości krakowian, którym kiedykolwiek „nawalało” serduszko. Bo profesor Dubiel to wybitny kardiolog, który całe swoje zawodowe życie, czyli lat 50, spędził i nadal spędza w II Klinice Kardiologii Uniwersytetu Jagiellońskiego CM, której przez ponad dwadzieścia lat był szefem.

Okulistka i kardiolog

Czyż lekarza okulistę i kardiologa mogło połączyć coś innego niż Mickiewiczowska „Romantyczność”, z jej ostatnimi słowami: „Miej serce i patrzaj w serce”? - A czy ty wiesz, że ja bardzo często swoje wykłady zaczynam od „Romantyczności” - odpowiada pytaniem na pytanie profesor.

Chyba niewielu jest w tym mieście ludzi sztuki, artystów, których profesor by nie znał. I nie leczył. Tak naprawdę, odnoszę wrażenie, że zna wszystkich w Krakowie. Siedzimy w „Noworolu”, wchodzi dwóch klientów i od razu witają serdecznie państwa Dubielów. Jestem w filharmonii, teatrze czy operze - oczywiście są państwo Dubielowie, z którymi wszyscy radośnie rozmawiają. Te tłumy znajomych i przyjaciół biorą się zapewne nie tylko z fachowości zawodowej naszych bohaterów, ale także z ich uroku osobistego. Charakterologicznie są bardzo różni. Pani doktor: wyciszona, ciepła, serdeczna, zdystansowana introwertyczka. Pan profesor: dusza towarzystwa, kawalarz, żartowniś, wulkan w towarzystwie i niepoprawny wielbiciel wszystkich kobiet świata. - Tak, kocham wszystkie kobiety. A najbardziej żonę i córkę.

Bo trzeba dodać, że nasi bohaterowie są rodzicami córki Dominiki, która jest profesorem psychiatrii w krakowskiej klinice, i dziadkami dwóch wspaniałych wnuczek: Alicji - studentki III roku medycyny, która będzie piątym pokoleniem lekarzy w rodzinie - i Julii, gimnazjalistki o zainteresowaniach artystycznych. Mężem pani Dominiki i ojcem młodych dam jest prof. Dariusz Dudek, następca prof. Jacka Dubiela w Klinice Kardiologii. - Jesteśmy w bliskich relacjach. Wszystkie święta i uroczystości spędzamy razem. Ale w ciągu roku, w zwykłe weekendy widujemy się rzadko: my wyjeżdżamy zwykle na wieś, młodzi mają swoje plany - mówi dr Jolanta Dubiel.

Pani Jola ma przyrodnią siostrę, a pan Jacek brata, nieco starszego, też lekarza. - Brat lubi wszystko co małe, więc jest pediatrą. I miłośnikiem teatru, podobnie jak my. Ten teatr wciąż nam się będzie pojawiał. Mówiąc za Szekspirem: „Życie jest teatrem”… I dodajmy za nim: „Aktorami ludzie”. A no właśnie - zamyśla się profesor. - Możemy być aktorami pierwszego lub drugiego planu, bądź reżyserami naszego życia. W teatrze jest jeszcze recenzent, w teatrze życia, szczególnie w zawodzie lekarza, recenzentem jest nasze własne sumienie. Jest recenzentem surowym, który towarzyszy nam każdego dnia.

Mijali się w "Słowackim"

Los tak wyreżyserował życie państwa Dubielów, że spotkali się na studiach. - Poznaliśmy się na Akademii Medycznej, mąż jest starszy ode mnie - mówi pani doktor. - To oczywiste - dodaje profesor. - Przecież wszyscy mężczyźni zawsze są starsi od kobiet. Jak mawiał Jerzy Waldorff: dżentelmen zawsze zna dzień, miesiąc i rok urodzenia kobiety, ale nigdy nie wie, ile ma lat.

- Nie zdradzając, ile lat jesteśmy małżeństwem, mogę powiedzieć, że długo - mówi pani Jola.

- Jestem dumny z mojego małżeństwa - dodaje profesor.

- Chyba coś przeskrobał, że taki milutki - żartuje żona. Kiedy pytam, kto w tej rodzinie rządzi, oboje naraz odpowiadają: - To oczywiste - i pokazują siebie wzajemnie. - Zarządzanie naszym życiem oddałem w całości kobiecie - słyszę radosne stwierdzenie profesora i widzę jednocześnie powątpiewający uśmiech małżonki.

Państwo Dubielowie od najmłodszych lat mieli podobne zainteresowania artystyczne: od wczesnych lat ze szkołą, a potem już razem na studiach chodzili na spektakle teatralne, koncerty, opery. - Będąc uczniem II liceum uczestniczyłem w tzw. porankach teatralnych, czyli wycieczkach do Teatru im. Słowackiego. Oczywiście, nie sztuka była ważna, ale fakt, że była to jedyna okazja, by spotkać się z uroczymi pannami z dobrych domów, gdyż licea nie były koedukacyjne - dodaje profesor. - Nie wiem jak to możliwe, że nigdy nie spotkaliśmy się, skoro moje X liceum też chodziło na te poranki do teatru. Pamiętasz Jacku inscenizację „Kordiana”, która tak ci się spodobała, że monolog na Mont Blanc wyćwiczyłeś na pamięć stojąc na taborecie? - śmieje się pani Jola.

Kochajcie wróbelka...

Co zatem spowodowało, że Jacek Dubiel nie został znanym komediantem tylko zacnym lekarzem?

- Zawdzięczam to pani profesor Wandzie Kruszewskiej, krakowskiej aktorce. Kiedy liceum wysłało mnie na konkurs recytatorski, z dumą powiedziałem wspomniany monolog. „A coś jeszcze pamiętasz?” - spytała z nieco skrzywioną miną pani Kruszewska. Powiedziałem z impetem wierszyk Gałczyńskiego o wróbelku, który kończył się: Kochajcie wróbelka do jasnej cholery. „No i w tym jesteś prawdziwy, a ten Kordian…”. Bo nie mam taboretu, pani profesor. „I Bogu dzięki” - odrzekła wyprowadzając mnie z krętych ścieżek aktorskich i przesądzając tym samym, że teraz nie męczą się państwo oglądając mnie na scenie.

- Jacek jest również znakomitym wykładowcą…

- O tak, pamiętam jego wykład „Quo vadis polska kardiologio” - wtrącam z dumą.

- Myślę, że talent aktorski pomaga mu w tym. Podobnie jak Dominika, która świetnie komunikuje się z ludźmi - wyznaje pani doktor. - Przyznam, że moje liceum też zaszczepiło we mnie miłość do literatury i teatru. I nie tylko liceum. Moja kuzynka była jedną z pierwszych aktorek Teatru Rapsodycznego. U niej w domu spotykałam znanych artystów, między innymi Halinę Kwiatkowską, Tadeusza Malaka, Zygmunta Koniecznego. Jacek bywał na tych spotkaniach, ale szczególnie przypadł mu do gustu sąsiad kuzynki, którym był wówczas Marian Cebulski, do którego przychodził oczywiście jego przyjaciel Wiktor Sadecki i Marek Walczewski z młodziutką Anną Polony. Tak więc, widzi pani, że mieliśmy od kogo uczyć się miłości do teatru.

- Moim wielkim szczęściem było też poznanie i potem przyjaźń z Jurkiem Trelą, wspaniałym aktorem i człowiekiem - dodaje profesor. - Oczywiście, były także spotkania przy wódeczce, ale jak się wtedy przyjemnie i kulturalnie popijało?

Fortepian Szopena

Dom państwa Dubielów był i jest bardzo towarzyski. Goście bywają często, bo też gospodarze są bardzo lubiani.

- Pamiętam, kiedy urządzaliśmy sylwestra w Poroninie, to zjechała cała artystyczna gromada, między innymi właśnie państwo Trelowie, Lubaszenkowie. Przez wiele lat, wraz z przyjaciółmi, balowaliśmy na sylwestra w gościnnych progach Ziyada Raoofa w Tomaszowicach. W tym roku będzie grzeczny sylwester: koncert, a potem uroczysta kolacja. A pamiętasz, Jacku, słynny „Fortepian Szopena”?

- Do końca życia będę pamiętał. Śp. Krzysiek Nazar kręcił w krakowskiej telewizji „Makbeta” z Jurkiem Grałkiem, Danielem Olbrychskim i Joasią Szczepkowską. Wpadli do nas po nagraniu. Koło północy, po jakimś piwku, po jakimś drinku, Danek z Jurkiem zaczęli recytować „Fortepian Szopena” Norwida. To było nadzwyczajne, genialne i wstrząsające. A więc takie bywały dawnymi czasy zabawy przy spotkaniach towarzyskich.

Gdzie jest profesor

A czy kardiolog może być romantyczny, czy może w sercu dostrzegać coś romantycznego, czy tylko mięsień? - pytam.

- Myśmy serce dawno odarli z romantyzmu. Przedwojenni profesorowie mawiali: „Tętnica wieńcowa to strumień, który dostarcza krew do łąki. I cóż się stanie w słoneczny dzień, jeśli strumyk się zatka? Łąka wyschnie - i tą łąką jest serce pozbawione tlenu”. Dziś mówimy krótko: trzeba otworzyć naczynie.

Czy artystów trudniej się leczy? - Nie, ale obowiązkowość lekarza i artysty jest podobna. Po operacji Jerzego Jarockiego przyszedłem do niego w poniedziałek i nie zastałem na sali. Pytam, gdzie jest profesor? „Pojechał do Petersburga, bo tam ma próbę generalną”.

Kiedy zagadnęłam o największy sukces zawodowy, pani Jola odpowiada: - Kiedyś, przed laty, w Szpitalu im. Rydygiera, gdzie byłam ordynatorem, przeprowadzałam pionierskie w Krakowie operacje przeszczepu rogówki. Niestety, ktoś z decydentów stwierdził, że to nie jest potrzebne.

Prof. Jacek Dubiel bez chwili wahania mówi: - To, że dziś umieralność z powodu zawału serca jest dziesięciokrotnie mniejsza niż wtedy, gdy zaczynałem, uważam za wielki sukces polskiej i krakowskiej kardiologii. Kiedyś to było 35 procent. Jeden ze znakomitych amerykańskich profesorów z Nowego Jorku powiedział mi: gdybym miał dostać zawał, to w Krakowie. Tutaj szpital miałbym blisko, a przejechać Manhattan to jest cud. Poza tym w krakowskim szpitalu trafiłbym na któregoś ze świetnych fachowców, a nie na niedoświadczonego rezydenta.

Tradycyjnie i spokojnie

Niebawem cała rodzina państwa Dubielów zasiądzie do wigilijnego stołu. Będzie obowiązkowo barszcz z uszkami i karp.

- Karp, powtarzam karp. Nie ulegamy modom i żadne łososie nas na wigilię nie interesują - mówi prof. Dubiel, a żona dodaje: - Mąż jest tradycjonalistą i z kuchni międzynarodowej najbardziej lubi schabowego. Widzi pani, nie mogę przy moim tradycjonaliście rozwijać talentów kulinarnych. Mama świetnie gotowała i stąd ta miłość do tradycyjnej kuchni.

- Wszystkim Czytelnikom życzymy dużo zdrowia, spokojnych świąt i spokojnej, pełnej zgody przyszłości - mówią nasi bohaterowie.

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie