Opcja dla szpiega

Redakcja
(INF. WŁ.) Po wyborach parlamentarnych należy zwolnić wszystkich funkcjonariuszy służb specjalnych, którzy pracowali w Służbie Bezpieczeństwa lub PRL-owskich wojskowych tajnych służbach. Tego zdania jest Antoni Macierewicz, były minister spraw wewnętrznych, oraz Henryk Piecuch, autor 15-tomowej "Tajnej historii Polski".

KGB i GRU nie zapominają

   - Nawet jeżeli część funkcjonariuszy komunistycznej policji politycznej miałaby dobre chęci służyć wolnej Polsce, to każdy z nich ma "bogatą kartotekę" w Moskwie i rosyjskie służby w razie potrzeby skutecznie mogą zablokować ich poczynania - mówi Piecuch. - Kto tego nie wie, ten w ogóle nie rozumie mechanizmu działania tajnych służb. Niemal wszyscy rodzimi politycy z tzw. prawicy nie pojmują, że nie sposób wyjść z uścisku sowieckich, a teraz rosyjskich służb - dodaje.
   Przeciwnikiem wprowadzenia opcji zerowej jest natomiast Konstanty Miodowicz, poseł PO, były szef kontrwywiadu UOP (do stycznia 1996 r.). - Opcja zerowa (czyli pozbycie się wszystkich funkcjonariuszy Agencji Wywiadu, Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego oraz Wojskowych Służb Informacyjnych, którzy zatrudnieni byli w SB oraz WSW - _red.) nie wchodzi obecnie w rachubę - przekonuje. - Prawdą jest jednak, że przy przyjmowaniu do służby w UOP byłych funkcjonariuszy SB strona solidarnościowa kierowała się nadmiernym idealizmem. Karygodnym naszym zaniedbaniem było natomiast pozostawienie po 1989 r. służb wojskowych samym sobie, nieprzeprowadzenie weryfikacji osób, chcących w nich nadal pracować. Nie mam wątpliwości, że Rosja z tego powodu ma wiele powodów do zadowolenia - twierdzi nasz rozmówca.
   Antoni Macierewicz, obecnie poseł Ruchu Katolicko-Narodowego, szacuje, że z powodu nieprzyjęcia opcji zerowej w 1990 r. państwo polskie straciło setki miliardów złotych.
- Bowiem ludzie z PRL-owskich służb specjalnych, którzy przecież zajmują kluczowe stanowiska w służbach III RP, mają bardzo wiele do powiedzenia przy prowadzeniu polityki gospodarczej, np. przy prywatyzacji, w sektorze energetycznym lub paliwowym - tłumaczy Macierewicz. Podobnie jak płk Piecuch jest przekonany, że nie są oni w stanie wyzwolić się z uścisku rosyjskich służb tajnych oraz mafii rosyjskiej, gdyż - zdaniem posła RKN - jest ona związana, w taki czy inny sposób, z rosyjską policją polityczną.
    Macierewicz ma nadzieję, że po wyborach parlamentarnych nowa władza przyjrzy się weryfikacji do pracy w UOP w 1990 r.
- Moim zdaniem na takich ludziach jak np. Krzysztof Kozłowski (szef MSW od lipca 1990 r.), Jan Widacki czy Jerzy Zimowski (wiceministrowie MSW od sierpnia 1990 r.) ciąży gigantyczna odpowiedzialność za miliardowe straty, jakie poniosła Polska z racji nieprzeprowadzenia opcji zerowej_ - mówi Macierewicz. Były szef resortu spraw wewnętrznych przekonuje, że opcja zerowa powinna zostać w Polsce przeprowadzona, podobnie jak to miało miejsce w Czechosłowacji. Nasz rozmówca argumentuje, że ludzie, którzy mają służyć państwu i z tej racji mają dostęp do najważniejszych jego tajemnic,

muszą być bezwzględnie

lojalni

i wykazywać się patriotyczną postawą. - Bezpieka i funkcjonariusze PRL-owskich służb wojskowych byli żarliwymi patriotami i byli lojalni aż do bólu, tylko że Moskwie, a nie Polsce - twierdzi Macierewicz. - Jeżeli natomiast jakiś esbek czy oficer służb wojskowych zapewnia, że nie miał pojęcia o stopniu uzależnienia Polski od Rosji sowieckiej, a tym samym służb PRL-owskch od sowieckich, i jest przekonany, iż dobrze służył Polsce, ten jest kompletnie głupi i do UOP nie powinien był trafić.
   Poseł Konstanty Miodowicz jest przeciwnikiem wprowadzenia opcji zerowej. Twierdzi, że tego rodzaju operacja w 15 lat po zbudowaniu podstaw działalności policji politycznej III RP byłaby czymś anachronicznym, działaniem szkodzącym interesowi państwa. - Znam bardzo wiele osób, które służyły w SB, a po 1990 r. w UOP - i doskonale wypełniało swoje zadania wobec państwa polskiego, kierując się patriotyzmem wobec III RP - mówi Konstanty Miodowicz. Zastrzega jednak, że jego pochwały nie dotyczą służb wojskowych, bo tych dobrze nie zna, ale - podkreśla - faktem niezbitym jest, iż PRL-owskie służby wojskowe były w znacznie większym stopniu uzależnione od służb sowieckich niż SB.
   Autor "Tajnej historii Polski" Henryk Piecuch narzeka, że czuje się niczym wołający na puszczy. - Od ponad 14 lat przekonuję, że opcja zerowa po 1989 r. była absolutnie konieczna. Należało budować tajne służby od nowa - mówi. Nasz rozmówca przyznaje, że w jakąkolwiek prawdziwą ich reformę zwątpił, gdy zobaczył płk. Czesława Żmudę w komisji weryfikującej esbeków do pracy w UOP. - Płk Żmuda był dyrektorem gabinetu gen. Czesława Kiszczaka, ale przede wszystkim był bolszewikiem do szpiku kości. On też przyuczał do zawodu w UOP młodych ludzi, których do służb ściągnął Krzysztof Kozłowski. Trudno o większą pomyłkę, o "lepszego fachowca" dla młodego UOP-owskiego narybku - _uważa Piecuch._
   Zdaniem Henryka Piecucha na opcję zerową nie jest za późno. Twierdzi on, że funkcjonariusze PRL-owskich służb nigdy nie będą mogli zrzucić z siebie jarzma, które zostało im narzucone w okresie tzw. Polski Ludowej przez tajną policję sowiecką. Płk Piecuch jest zdania, że obecnie w Europie mamy do czynienia

z walką niemieckiego

i rosyjskiego wywiadu.

   Ale obawia się, że może dojść do powtórki z przeszłości, czyli szpiegowskiego sojuszu niemiecko-rosyjskiego, a taki scenariusz byłby dla nas bardzo zły. Twierdzi, że rosyjskie służby wiedzą o nas praktycznie wszystko. Podobnie niemieckie, ponieważ najważniejsze dokumenty Stasi (NRD-owskiej policji politycznej) nie trafiły do zbiorów tzw. Urzędu Gaucka (odpowiednik polskiego IPN), a w nich była bogata dokumentacja dotycząca Polski. - Tak jak w Rosji nie ma chyba większego przedsiębiorstwa czy banku, w którym nie byłoby ludzi związanych z komunistycznymi służbami specjalnymi, tak i w Polsce jest zapewne podobnie - przekonuje nasz rozmówca.
   Piecuch przypomina, że na początku lat 90. najlepsze kadry z kiszczakowo-jaruzelskich służb specjalnych "oddelegowano" do nowych struktur gospodarczo-biznesowych. Szacuje on, że w tych strukturach znalazło się ok. 75-85 proc. specjalistów z wojskowych służb specjalnych i ok. 65-75 proc. z MSW. Według jego oceny, w ok. 85-95 proc. liczących się struktur finansowo-biznesowo-administracyjnych, do szczebla rządowego włącznie, znajdują się funkcjonariusze PRL-owskich służb specjalnych. - Obecnie ten proceder jest kontynuowany, a nawet udoskonalany - _mówi.
   Powołując się natomiast m.in. na__znajomość metod działania służb i wiedzę na temat stopnia zinfiltrowania peerelowskich służb specjalnych przez obce wywiady, Piechuch przyjmuje, że procentowy skład obcej agentury w strukturach kadr kiszczakowo-jaruzelskich "oddelegowanych" do służby w III RP jest następujący: - postsowieckie służby specjalne (Rosja i Białoruś) - 55-65 proc.; niemieckie służby specjalne 15-25 proc.; izraelskie służby specjalne 5-10 proc.; amerykańskie 5-10 proc.; inne, np. francuskie, brytyjskie i ukraińskie - ok. 10 proc.
   Przestrzega Henryk Piecuch jednocześnie przed myśleniem, że Władimir Ałganow jest superszpiegiem, a tym bardziej, że wszyscy agenci rosyjscy działają przy "otwartej przyłbicy" jak Ałganow.
- Prawdziwi rosyjscy superagenci, czy to Rosjanie czy Polacy, buszują w naszym kraju i są świetnie zakonspirowani_ - mówi.
WŁODZIMIERZ KNAP

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie