Opera na dwa głosy

Redakcja
Mówią wybitni pedagodzy i śpiewacy Ewa Barbara Werner i Włodzimierz Zalewski

Barbara Ewa Werner

Barbara Ewa Werner

Sopran. Absolwentka AM we Wrocławiu (Podyplomowe Studium Akompaniamentu i Korepetycji Wokalnej) oraz AM w Katowicach (śpiew solowy w kl. prof. Eugeniusza Sąsiadka, 1982). Umiejętności wokalne doskonaliła m.in. w Accademia Musicale Chigiana w Sienie (Włochy). W wielu konkursach wokalnych uzyskała nagrody i wyróżnienia, m.in. w I Konkursie Sztuki Wokalnej im. Ady Sari zdobyła nagrodę za wirtuozerię wokalną. Od 1985 ograniczyła swą działalność artystyczną niemal wyłącznie do wokalistyki. Koncertowała w kraju, w licznych krajach Europy, a także w USA i Kanadzie. Dokonała wielu nagrań. Jej repertuar wokalny obejmuje dzieła od ballad trubadurów po prawykonania utworów kompozytorów współczesnych. Od 1978 pracuje na Wydziale Wokalnym AM we Wrocławiu. Tytuł profesora sztuk muzycznych uzyskała w 1998. We wrocławskiej uczelni pełni jednocześnie funkcję prorektora ds. naukowo-dydaktycznych. Pracuje także jako profesor na Uniwersytecie im. A. Mickiewicza w Poznaniu. Opublikowała liczne prace z zakresu metodyki nauczania śpiewu.

Na nowosądeckich konkursach słyszymy wciąż wspaniałych Pani wychowanków. Czemu nie widać ich później na polskiej scenie, tylko szukają szczęścia za granicą?

W dzisiejszych czasach adeptowi wokalistyki, oprócz pięknego głosu, muzykalności, odpowiedniej psychiki, potrzeba przede wszystkim dobrego marketingu. Kto tego nie posiada, to ciężko mu się odnaleźć w polskiej rzeczywistości, w której, niestety, wszystkie instytucje kulturalne mają kłopoty finansowe. Dawniej bywało, że dostawało się angaż w operze czy operetce, brało się pensję, a śpiewało się może góra dwa razy w miesiącu. Dziś żadnej sceny nie stać na taką rozrzutność. Teatry muzyczne nie mają tylu etatów i angażują śpiewaków raczej do konkretnych partii. Wielu wychowanków naszej wrocławskiej uczelni, kończących studia z wynikiem bardzo dobrym, a bywa że i celującym, chcąc zostać w kraju szuka angażu nawet w szkołach podstawowych. Albo właśnie wyjeżdżają za granicę, bo tam dużo łatwiej o pracę w zawodzie, aniżeli w Polsce.

Odnoszę wrażenie, że oddajemy mnóstwo naszej utalentowanej młodzieży w cudze ręce, mimo że przecież płacimy za ich wykształcenie.

Odczuwam potrzebę odświeżenia skostniałych zasad działania naszych scen operowych czy koncertowych. Bardzo mi też żal tych młodych utalentowanych ludzi, dla których jedynym ratunkiem jest ten przysłowiowy łut szczęścia.

Skoro mamy diagnozę, jaka powinna być recepta?

To duży problem, nad którym powinno podyskutować Polskie Stowarzyszenie Pedagogów Śpiewu. Sądzę, że sytuacja dojrzała do tego, by coś wreszcie postanowić.

Czy sądecki konkurs dał Pani obraz obecnego poziomu polskiej wokalistyki?

Pojawiło się tu sporo bardzo dobrze wyszkolonych głosów. Były też w pierwszym etapie osoby, które (albo ich pedagodzy) nie zdawały sobie chyba sprawy z rangi tego konkursu. Nowosądecka rywalizacja jest szalenie prestiżowa i stawiam ją nie po Konkursie Moniuszkowskim, ale na równi z nim. Na tym konkursie pojawiło się wiele wspaniałych, doskonałych technicznie głosów, ale dla mnie nie było jednak jakiegoś wokalnego objawienia.

Włodzimierz Zalewski

Bas. Ma w dorobku ponad 50 pierwszoplanowych partii operowych prezentowanych na wielu polskich scenach oraz w teatrach operowych Austrii, Francji, Grecji, Holandii, Niemiec i Szwajcarii. Znajdują się wśród nich zarówno partie wagnerowskie, jak i czołowe role w operach Verdiego, a także partie mozartowskie i wiele innych. Pracę sceniczną łączy z działalnością koncertową wykonując pod znakomitymi batutami partie basowe w dziełach wokalno-instrumentalnych m.in. Bacha, Haendla, Mozarta, Beethovena, Rossiniego, Dvoşaka oraz występujac z recitalami pieśni. Dokonał wielu nagrań płytowych, telewizyjnych i radiowych. Od 1980 Włodzimierz Zalewski zajmuje się pedagogiką. jest profesorem, kieruje Katedrą Wokalistyki AM w Warszawie, jest dziekanem Wydziału Wokalno-Aktorskiego AM w Łodzi. Jego wychowankowie są laureatami krajowych i międzynarodowych konkursów wokalnych. Jest autorem licznych tekstów poświęconych zagadnieniom nauczania śpiewu, prowadzi kursy mistrzowskie, zasiada w jury konkursów wokalnych.

Na nowosądeckich konkursach słyszymy wciąż wspaniałych Pana wychowanków. Czemu nie widać ich później na polskiej scenie, tylko szukają szczęścia za granicą?

Młode pokolenie naszych śpiewaków jest naprawdę dobre. A dlaczego wyjeżdżają za granicę? Często zaczynają śpiewać w Polsce, ale nie są zauważani, albo są traktowani źle. Kiedyś na posiedzeniu w Bydgoszczy pedagodzy śpiewu wystosowali do wszystkich uczelni list, że są zaniepokojeni poziomem. A ja uważam, że wina jest po obu biegunach. Młody człowiek nie ma w Polsce szans zaistnienia. Nie ma przecież roli adepta w teatrze, a jeżeli już jest to taki śpiewak zarabia potwornie małe pieniądze. Dlatego jestem za tym, by wyjeżdżali za granicę.

Odnoszę wrażenie, że oddajemy mnóstwo naszej utalentowanej młodzieży w cudze ręce, mimo że przecież płacimy za ich wykształcenie.

I w tej dziedzinie wychodzą polskie przywary - doceniamy swojego śpiewaka, dopiero gdy zostanie zauważony na Zachodzie. Wtedy dopiero przyjmujemy go z otwartymi ramionami. Raptem objawia się nazwisko, które mogliśmy mieć wcześniej. To świadczy jedynie o naszych kompleksach. Od dłuższego czasu szefowie polskich teatrów, zwłaszcza ostatni dyrektor sceny narodowej mieli jedną zasadę: każdy śpiewak, byleby nie Polak. A na Zachodzie wszystkie chóry są pełne Polaków.

Skoro mamy diagnozę, jaka powinna być recepta?

Brak nam w Polsce studia operowego, które mogłoby szkolić te największe talenty, które natychmiast po studiach szukają swego miejsca za granicą. Studia operowe są wszędzie na świecie, a u nas się mówi, że pięć lat studiów ma wystarczyć. Ale przecież nie można wypuszczać studentów od razu po dyplomie na scenę do wielkich ról.

Czy sądecki konkurs dał Panu obraz obecnego poziomu polskiej wokalistyki?

Zawsze w Nowym Sączu pojawia się grupa młodych śpiewaków godnych uwagi. Pozwolę sobie na trochę statystyki. W konkursie startowała jedna trzecia osób z zagranicy, w finale jest ich niecała jedna czwarta, To znaczy, że my na ich tle wypadamy bardzo dobrze.

Rozmawiała

Adrianna Ginał

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie