Opowieści niepedagogiczne

Redakcja
Udostępnij:
(INF. WŁ.) Od kilku miesięcy - pod nadzorem prokuratury dla Krakowa-Podgórza - policja prowadzi postępowanie w sprawie fizycznego i psychicznego znęcania się nad wychowankami Ośrodka Szkolno-Wychowawczego dla Niesłyszących przy ul. Grochowej w Krakowie. Doniesienie w tej sprawie złożyli rodzice uczniów, którzy oskarżają jedną z wychowawczyń z internatu o pobicia i nadużywanie alkoholu.

W Ośrodku Szkolno-Wychowawczym dla Niesłyszących atmosfera jest ostatnio napięta

Dochodzenie podzieliło grono pedagogiczne. Zastrzegający sobie anonimowość nauczyciele potwierdzają oskarżenia. Inni mówią o Annie K. jako o świetnym pedagogu. Dyrektor ośrodka twierdzi, że cała sprawa jest "szyta grubymi nićmi" i jest wynikiem wewnętrznej rozgrywki między personelem placówki. Sama Anna K. nie poczuwa się do winy.
W czerwcu ubiegłego roku Ewa O. z Tarnowa zwróciła się do Kuratorium Oświaty i Wychowania w Krakowie z prośbą o interwencję: "Syn opowiedział mi o nadużyciu siły w internacie przez panią K. Pani ta będąc pod wpływem alkoholu na dyżurze kazała uczniom z klasy zawodowej o godz. 22 ËspadaćÇ spać, a uczniom technikum pozwoliła oglądać film w telewizji do końca. Syn wraz z kolegami prosił o pozwolenie oglądania filmu do końca. Pani takową zgodę wyraziła. Po 10 minutach weszła jednak ponownie na świetlicę i używając wulgarnych słów kazała młodzieży z ËzawodowejÇ iść spać. Syn z kolegami usiłowali uprosić panią o możliwość dokończenia oglądania filmu, ale pani ta używając przemocy, nie pozwoliła. Syn został uderzony przez nią w twarz. Na rękach miał liczne sińce od szarpaniny. Jeden z jego kolegów również dostał policzek. Doszło do ostrej wymiany zdań."
Ewa O. twierdzi, że po tym incydencie zgłosiła się do szkoły i zażądała wyciągnięcia konsekwencji wobec pani K. - To nie był pierwszy przypadek użycia przez nią siły fizycznej w stosunku do uczniów - opowiada. - O podobnych przypadkach słyszałam wcześniej od syna, jego kolegów oraz ich rodziców. Poinformowałam o tym dyrekcję szkoły. Próbowano mnie wtedy uspokajać zapewniając, że syn nie ma problemów z nauką i powinien dostać się do technikum. Po dwóch tygodniach zaś poinformowano mnie telefonicznie o usunięciu syna z internatu ze względu na jego złe zachowanie. Żądałam potwierdzenia tej opinii na piśmie, ale nie otrzymałam jej. Przez miesiąc syn dojeżdżał codziennie z Tarnowa do szkoły w Krakowie. Do technikum nie dostał się, mimo że zdał wstępny egzamin. Dowiedział się, że jest jedynym kandydatem do klasy o profilu kaletniczym i jeśli chce kształcić się w tym kierunku, powinien sam znaleźć przynajmniej kilku innych kandydatów.
Marek Mazurek, dyrektor Ośrodka Szkolno-Wychowawczego dla Niesłyszących widzi sprawę jednak zupełnie inaczej. Zapewnia, że wnikliwie badał skargę matki Grzegorza O., ale nie znalazła ona potwierdzenia zarówno w relacjach uczniów, jak i pedagogów. Mimo to - twierdzi - przeprowadził z panią K. rozmowę i udzielił jej ustnego ostrzeżenia. Zapewnia, że Grzegorz O. został usunięty z internatu decyzją komisji wychowawczej, ponieważ... usiłował zgwałcić swą koleżankę. Dyrektor sprawy nie zgłosił do prokuratury, gdyż - jak mówi - zawsze stara się polubownie rozwiązywać konflikty. Podobnie rozwiązywał wcześniejsze doniesienia uczniów skarżących się na panią K.
Z naszych ustaleń wynika, że takich przypadków było co najmniej trzy. W marcu 1996 jeden z wychowanków zgłosił szkolnym pedagogom o zrzuceniu go ze schodów przez Annę K. Miał spaść z półpiętra i uderzyć głową o ścianę. Miesiąc później inny chłopiec twierdził, że został przez panią K. uderzony w twarz, ponieważ ośmielił się włączyć telewizor bez pozwolenia. Inny został spoliczkowany w maju ub. roku, gdyż palił papierosa.
Tylko ten ostatni incydent częściowo potwierdził st. wizytator Roman Ficek, nadzorujący z ramienia Kuratorium Oświaty i Wychowania przestrzeganie praw ucznia i dziecka. Ujawnił go badając skargę Ewy O. W styczniu tego roku, informując, że przeprowadzone postępowanie nie potwierdziło jej zarzutów odnośnie pobicia syna oraz nadużywania alkoholu przez panią K., stwierdził, iż tego dnia wychowawczyni zastała w łazience innego wychowanka z papierosem w ustach. "Owo uderzenie było zdecydowanym gestem wytrącającym ów papieros z ust chłopca. Nie znaczy to, że należy tolerować tego typu zachowania wychowawcy, stąd mój wniosek do dyrektora Ośrodka o wyciągnięcie w stosunku do niego odpowiednich konsekwencji" - napisał w uzasadnieniu decyzji o umorzeniu postępowania.
W tym czasie sprawą interesowała się już policja i prokuratura. W listopadzie ub. roku wszczęto dochodzenie w sprawie "fizycznego i psychicznego znęcania się nad wychowankami Ośrodka". - Dochodzenie w dalszym ciągu trwa. Przesłuchaliśmy już większość pedagogów, ale znają oni sprawę jedynie z relacji uczniów. Ponieważ wychowankowie ci ukończyli już szkołę i wyjechali z Krakowa, zwróciliśmy się o ich przesłuchanie do jednostek policji, na terenie których mieszkają. W tej chwili postępowanie toczy się "w sprawie", na razie nikomu nie przedstawiono zarzutu - informuje asp. Elżbieta Ochońska z komisariatu Kraków-Prokocim.
W Ośrodku Szkolno-Wychowawczym dla Niesłyszących atmosfera jest ostatnio napięta. Zastrzegający sobie anonimowość nauczyciele mówią: - Te sprawy od dawna były znane dyrekcji ośrodka, jednak je tuszowano. Mimo skarg uczniów, pani K. co roku była wyróżniana nagrodą dyrektora. We wrześniu ub. roku została zaś mianowana pedagogiem ośrodka, co dodatkowo wszystkich zbulwersowało.
Dyrektor Marek Mazurek nie kryje, że w gronie pedagogicznym od jakiegoś czasu istnieje konflikt. Jego zdaniem cała "afera" jest dziełem ukaranych niedawno nauczycieli. Zapewnia, że nigdy niczego nie tuszował, "tylko doprowadzał do konfrontacji i polubownego załatwienia sprawy". Pani K. jest przewodniczącą działającego na terenie ośrodka koła "Solidarności", udziela się społecznie także poza pracą. Uczynna, energiczna, bardzo operatywna i lubiana przez młodzież - zapewnia dyrektor i dla potwierdzenia swych słów proponuje rozmowę z wychowankami pani K., uczniami pierwszej klasy zasadniczej szkoły zawodowej. Zaprasza do swego gabinetu całą grupę. Chłopcy najwyraźniej jednak nie podzielają opinii dyrektora. Energicznie gestykulują, sugestywnie szarpią swoje ubrania. Językiem migowym coś nerwowo tłumaczą. Zaskoczenie maluje się na twarzy dyrektora. Tłumaczy: "nie mają zaufania", "okłamuje ich", "nerwowa"... Wreszcie zdziwiony pyta: - Chłopcy, czy ktoś was podpuścił? - _Chłopcy energicznie zaprzeczają...
- _To trudna klasa. Potrzeba ogromnego wysiłku, aby ich wychować. Inni wychowawcy są z nimi "z doskoku", być może mają więcej cierpliwości -
komentuje później dyrektor.
Janina Siniewicz, nauczycielka ośrodka, podziela zdanie dyrektora: - Ta młodzież przychodzi do nas z różnych stron Polski. Wpajamy im nie tylko wiedzę, ale i uczymy samodzielności i umiejętności radzenia sobie w życiu. Wymagamy, aby odczytywali mowę z ust nauczyciela. Nauczyciel w szkole głuchych czasem musi krzyknąć, by osiągnąć cel. Mnie nie chodzi o to, by młodzież mnie akceptowała. Przede wszystkim zależy mi na tym, by ich wychować. Żywa reakcja jest wpisana w nasz zawód. Pani K. jest doskonałym wychowawcą. W jej przypadku agresja w stosunku do młodzieży jest nieprawdopodobna.
Jak zapewnia dyrektor ośrodka, Anna K. nie poczuwa się do winy. Bardzo przeżywa oskarżenia i nie chce na ten temat rozmawiać.
EWA KOPCIK

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Dołącz do nas na Twitterze!

Codziennie informujemy o ciekawostkach i aktualnych wydarzeniach.

Obserwuj nas na Twiterze!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!

Wideo

Komentarze

Komentowanie zostało tymczasowo wyłączone.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Przejdź na stronę główną Dziennik Polski
Dodaj ogłoszenie