Oskar Kwiatkowski: Za cztery lata na igrzyskach w Pekinie damy czadu

Przemysław FranczakZaktualizowano 
Dwa lata temu Oskar Kwiatkowski miał ciężki wypadek samochodowy, a w lutym zadebiutował na igrzyskach Pawel Relikowski / Polska Press
Oskar Kwiatkowski jest pierwszym polskim snowboardzistą, który stanął na podium Pucharu Świata w konkurencjach alpejskich. 21-latek z Białego Dunajca w sobotę był drugi podczas zawodów w szwajcarskim Scuol w slalomie gigancie równoległym.

Jakie to uczucie - wjechać do historii?
Była radość i satysfakcja z wyniku, ale nie myślę w takich kategoriach, że to historyczny występ. Wiadomo, że jest postęp, ale nie chcę się zatrzymywać w tym miejscu. Chcę więcej.

Spodziewał się Pan jednak w tym sezonie takiego rezultatu? Przecież do tej pory najlepszym Pańskim osiągnięciem było w Pucharze Świata 20. miejsce.
A jednak czułem, że podium jest realnym celem. Może rezultaty z PŚ tego nie pokazywały, ale miałem już dobre przetarcie na mistrzostwach świata (12. miejsce rok temu – red.), a ostatnio na igrzyskach przekonałem się, że jestem już w czołówce czy też blisko niej (13. lokata – red.). Na lewej rękawicy mam napisane takie hasło: „Dziś zwyciężamy”. Przed każdym przejazdem patrzyłem na nie i wiedziałem, że to jest w zasięgu.

Po olimpijskim debiucie bardzo Pana chwalono. Start w Pjongczangu tak Pana uskrzydlił?
Można tak powiedzieć. Na igrzyskach dobrze się poczułem, fakt, że znalazłem się wśród najlepszych 32 zawodników świata był bardzo motywujący. Ja nie zadowalam się jednak samym uczestnictwem, chciałem też pokazać na zawodach, że mogę nawiązać walkę z najlepszymi. To zadziałało.

Czytaj też
Oskar Kwiatkowski. Trudna droga na igrzyska

Starsi, bardziej utytułowani rywale patrzyli na Pana ze zdziwieniem, gdy meldował się Pan w finale?
Nie wydaje mi się, żeby byli tym zszokowani. W świecie snowboardu wszyscy się znają, jest bardzo koleżeńska atmosfera i mniej więcej wiadomo, kogo na co stać. Może nieskromnie to zabrzmi, ale na pewno się nie zdziwili, że jestem na podium.

Pan jest jednak młokosem w tym towarzystwie.
To prawda, jestem jednym z młodszych, choć na igrzyskach srebrny medal zdobył Koreańczyk, który jest tylko o rok starszy ode mnie.

I kiedy w półfinale rywalizował Pan – z sukcesem - ze Szwajcarem Nevinem Galmarinim, mistrzem olimpijskim i zdobywcą Pucharu Świata, nerwów nie było?
Gdy byłem młodszy stres, czy wręcz strach mi się udzielał, ale teraz udało mi się to już przezwyciężyć, czy raczej przekuć w radość, że mogę zmierzyć się z takim zawodnikiem. Podchodzę do tego na zasadzie: daję z siebie wszystko i zobaczymy, co z tego wyjdzie. Nie myślę o tym czy przegram, czy wygram, tylko o tym, żeby przejechać trasę na sto procent.

Na stronie FIS napisali o Panu „young gun”. Młoda strzelba.
Niejedyna z Polski, bo jest jeszcze Michał Nowaczyk, mój rówieśnik. Kumplujemy się od trzeciej klasy gimnazjum. Jesteśmy dwójką przyjaciół, która rywalizuje ze sobą tylko na zawodach. Zawsze przed startem rozmawiamy, nakręcamy się i przybijamy piątki.

Ekipa na Pekin 2022?
Mam takie marzenie, żebyśmy pojechali razem na kolejne igrzyska. Chociaż nie, to nie jest marzenie. Jestem pewny, że pojedziemy do Chin razem i damy tam czadu.

Mówimy teraz o medalach?
Nie obiecuję, ale medale to jest „skutek uboczny” dobrej zabawy na stoku i szybkiej jazdy na desce, czyli tego, co obaj kochamy. A za cztery lata na pewno będziemy jeszcze lepsi, bo po to przecież trenujemy, żeby się rozwijać. Krótko mówiąc, uważam, że będziemy się tam bić o czołowe lokaty.

W Polsce snowboard od zawsze jest trochę w cieniu innych zimowych dyscyplin. Takie wyniki pomogą to zmienić?
Po jednym wystrzale na pewno boom jak na skoki narciarskie się nie zrobi. To musi być powtarzalne, muszą przyjść sukcesy na dużych imprezach. Pracujemy nad tym (śmiech). Na pewno wyniki z roku na rok są coraz lepsze i myślę, że to również odzwierciedli się w postrzeganiu nas przez Polski Związek Narciarski i finansowaniu na kolejne sezony.

Będzie okazja do podbicia stawki, bo ten sezon jeszcze się nie kończy.

W ten weekend mamy jeszcze zawody Pucharu Świata w niemieckim Winterbergu, potem jeszcze jedziemy do Słowenii, do Rogli, na dwa Puchary Europy. A potem będą miał w końcu czas na odrabianie zaległości na studiach. Jestem na trzecim roku krakowskiej AWF i przez ten intensywny rok startów trochę to zaniedbałem, więc teraz muszę się przyłożyć.

Na wtorek i środę zaplanowano jeszcze w Suchem mistrzostwa Polski. Weźmie Pan w nich udział?
Taki był plan, ale nie wiem, czy dojdą do skutki, bo pogoda jest nieciekawa. W poniedziałek miał być trening, ale padał deszcz i go odwołano. Fajnie gdyby się udało, bo bliżej mojego domu zawodów chyba nie udałoby zorganizować. Wynajmuję mieszkanie na Furmanowej na Gubałówce, więc mam pięć kilometrów. A z rodzinnego domu w Białym Dunajcu też jest podobna odległość, więc to moje rewiry.

Rodzice mają sportową przeszłość?
Mój tata ciągle jest sportowcem. Trenuje siłowanie na rękę i jest aktualnym brązowym medalistą mistrzostw świata w kategorii masters. To on zaraził mnie miłością do sportu, od małego prowadził na rozmaite zajęcia, żebym spróbował różnych rzeczy. Było judo, jiu-jitsu, hokej, choć ja dość wcześnie wybrałem sobie deskę i wiedziałem, że to jest to. Ale on zawsze mnie wspierał, mówi zresztą, że wybrałem lepiej niż on, bo w olimpijskim sporcie są lepsze perspektywy niż w siłowaniu na rękę. W ogóle rodzice bardzo mi kibicują. Kiedy wróciłem z Korei, to był tort, przyszli nawet sąsiedzi. To było bardzo pozytywne zaskoczenie.

Sportowy24.pl w Małopolsce

Wideo

Materiał oryginalny: Oskar Kwiatkowski: Za cztery lata na igrzyskach w Pekinie damy czadu - Gazeta Krakowska

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych”i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Komentarze

Ta strona jest chroniona przez reCAPTCHA i obowiązują na niej polityka prywatności oraz warunki korzystania z usługi firmy Google. Dodając komentarz, akceptujesz regulamin oraz Politykę Prywatności.
Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie

Wykryliśmy, że nadal blokujesz reklamy...

To dzięki reklamom możemy dostarczyć dla Ciebie wartościowe informacje. Jeśli cenisz naszą pracę, prosimy, odblokuj reklamy na naszej stronie.

Dziękujemy za Twoje wsparcie!

Jasne, chcę odblokować
Przycisk nie działa ?
1.
W prawym górnym rogu przegladarki znajdź i kliknij ikonkę AdBlock. Z otwartego menu wybierz opcję "Wstrzymaj blokowanie na stronach w tej domenie".
krok 1
2.
Pojawi się okienko AdBlock. Przesuń suwak maksymalnie w prawą stronę, a nastepnie kliknij "Wyklucz".
krok 2
3.
Gotowe! Zielona ikonka informuje, że reklamy na stronie zostały odblokowane.
krok 3