Oskarżony w kajdankach

Redakcja
Proces jest pierwszym, który odbywa się w tak zwanej strefie bezpieczeństwa. Strefę tę utworzono po marcowej strzelaninie w jeleniogórskim Sądzie Okręgowym, gdy czterej oskarżeni otworzyli ogień do policjantów i antyterrorystów. W trakcie wymiany ognia zginęli trzej oskarżeni, zaś dwóch antyterrorystów raniła w nogi eksplozja granatu.

Pierwszy proces w "strefie bezpieczeństwa"

 Z dwugodzinnym opóźnieniem, ze względów bezpieczeństwa, rozpoczął się wczoraj w Jeleniej Górze proces Waleriana K., obywatela rosyjskiego oskarżonego o zabicie strzałem w tył głowy pięciu mężczyzn i usiłowanie zabicia Zbigniewa M. pseudonim "Carington".
 Prokurator Tadeusz Kaczan zarzucił oskarżonemu, że ten najpierw usiłował zabić Zbigniewa M. detonując ładunek wybuchowy przed klatką schodową. Zamach się jednak nie powiódł. "Carington" doznał licznych ran, również oczu i twarzy. Później, w kilka dni po zamachu bombowym oskarżony zabił pięciu przypadkowych mężczyzn w wieku od 21-25 lat.
 Według prokuratury, Walerian K. w lipcu 1998 r. jechał wraz z Markiem W. (mężczyzna zajmował się konstruowaniem materiałów wybuchowych i to on sporządził bombę, która miała zabić "Caringtona"; później Marek W. zginął we własnej toalecie, podczas robienia kolejnej bomby - przyp. red.). Za nimi samochodem jechało wtedy pięciu młodych mężczyzn. Walerian K. i Marek W. obawiając się zemsty "Caringtona" najpierw ostrzelali - jak się okazało - przypadkowy samochód, później wyciągnęli z niego młodych mężczyzn. W lesie w okolicach Leśnej zabili każdego z nich strzałem w tył głowy.
 Oskarżony nie przyznał się do zarzucanych mu czynów. Zapewnił też sąd, że co prawda nie ma nic do powiedzenia w tej sprawie, ale będzie odpowiadać na pytania sądu. Ostatecznie jednak albo nie potrafił za pośrednictwem tłumacza przysięgłego odpowiedzieć na pytania przewodniczącego składu sędziowskiego, Dariusza Łukaszewskiego, albo nie pamiętał pewnych okoliczności, albo też zmieniał wyjaśnienia złożone kilka minut wcześniej.
 Oskarżony raz twierdził, że nigdy wcześniej nie był karany, a po pytaniu pomocniczym sędziego, przyznał, że był już karany za posiadanie granatu. Walerian K. podczas rozprawy sprawiał wrażenie bardzo zadowolonego z siebie i swoich odpowiedzi. Często odpowiadał w arogancki sposób, a nawet pozwalał sobie na żarty, z których jako jedyny się śmiał.
 Zanim prokurator odczytał akt oskarżenia i rozpoczął się proces, obrońca Waleriana K., mecenas Kazimierz Konkol złożył wniosek o zwrócenie akt sprawy prokuratorowi, gdyż ten nie tylko utajnił dane osobowe trzech świadków incognito, ale i niektóre partie ich wypowiedzi, przez co protokół z ich przesłuchania jest nieczytelny.
 Tymczasem, zdaniem prokuratora, wycięto niektóre czasowniki oraz zwroty, aby oskarżony nie mógł się domyślić po końcówkach osobowych, jakiej płci jest świadek, kim jest z zawodu i gdzie mieszka. Ostatecznie sąd odrzucił wniosek obrońcy.
  Strefa bezpieczeństwa to na razie potężne, szklane drzwi, które oddzielają jedną salę rozpraw od reszty gmachu. W sali tej mają się odbywać tylko procesy najgroźniejszych przestępców, takich jak m.in. Walerian K. Z czasem, w sądzie ma zostać utworzony oddzielny ciąg z toaletą (jak wykazało śledztwo, bandyci, którzy strzelali w sądzie właśnie w toalecie zdobyli broń i dwa granaty pozostawione tam wcześniej przez kogoś z zewnątrz - przyp. red.) i klatką schodową przeznaczoną tylko do konwojowania przestępców.
 Ze względów bezpieczeństwa w sądzie utworzono dwie bramki pirotechniczne; tuż przy wejściu do gmachu, drugą dla wszystkich wchodzących do sali rozpraw. Na piętrze, na którym odbywał się proces Waleriana K., tego dnia nie było żadnej rozprawy, a korytarze miały pozostać puste. Zamknięto także toalety sądowe znajdujące się na tym właśnie piętrze.
 Natomiast sam gmach sądowy na czas procesu odgrodzono od ulicy taśmą, patrolami policyjnym i antyterrorystami. Oskarżonego pilnowało siedmiu policjantów oraz kilku antyterrorystów. Przewodniczący nie pozwolił zdjąć kajdanek oskarżonemu podczas procesu.
 Proces został odroczony do 25 sierpnia. Sąd w ciągu całego procesu będzie musiał przesłuchać 37 świadków i trzech świadków incognito. Do sądu wezwano także "Caringtona", który jednak - jako w tym wypadku pokrzywdzony - nie stawił się. Najprawdopodobniej mężczyzna zostanie wezwany ponownie w charakterze świadka.

(PAP)

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie