reklama

Ostatni kolorowy facet w branży

RedakcjaZaktualizowano 
Rok 1963 - Adam Hanuszkiewicz w roli Poety w "Weselu" na scenie Teatru Powszechnego w Warszawie Fot. archiwum "Dziennika Polskiego"
Rok 1963 - Adam Hanuszkiewicz w roli Poety w "Weselu" na scenie Teatru Powszechnego w Warszawie Fot. archiwum "Dziennika Polskiego"
Bohaterom "Balladyny" kazał w swoim spektaklu w Teatrze Narodowym jeździć na srebrnych hondach, Kordiana postawił na drabinie, by z niej mówił swój monolog na Mont Blanc, a w "Miesiącu na wsi" wpuścił na scenę piękne charty. Jego "Norwida" obejrzało 100 tysięcy widzów, a dziewięć razy realizowane "Wesele" - pół miliona osób.

Rok 1963 - Adam Hanuszkiewicz w roli Poety w "Weselu" na scenie Teatru Powszechnego w Warszawie Fot. archiwum "Dziennika Polskiego"

Wedle jednych jego teatr był hucpą efekciarskich pomysłów, dla innych odkrywaniem klasyki na nowo

Nie ukończył żadnej z artystycznych szkół, a jednak to on uważany jest za jednego z najbardziej awangardowych reżyserów teatralnych, łamiących kanony klasyki, uwielbiany przez młodych widzów, a odsądzany od czci i wiary przez wielu krytyków. Wedle jednych jego teatr był hucpą efekciarskich pomysłów, dla innych odkrywaniem klasyki na nowo. Wieczny intelektualny prowokator. Zawsze twierdził, że klasyczne teksty literatury dramatycznej są najbardziej współczesną literaturą, ale teatr musi ten fakt swoimi przedstawieniami udowodnić. I on to udowadniał. Zrealizował ponad dwieście premier, był dyrektorem teatrów: Powszechnego, Narodowego i Nowego, współtwórcą i naczelnym reżyserem Teatru Telewizji, gdzie realizował programowo klasyków wielkiej literatury europejskiej, m.in. Moliera, Szekspira, Dostojewskiego, Czechowa, Twaina, a także klasykę narodową - od Mickiewicza po Mrożka. Reżyserował na scenach fińskich i niemieckich. W czerwcu obchodził 85. urodziny. Adam Hanuszkiewicz, "ostatni prawdziwy uwodziciel" - jak o nim mówią, był cztery razy żonaty, a trzykrotnie z aktorkami: Zofią Rysiówną, Zofią Kucówną i Magdaleną Cwenówną, "ostatni kolorowy facet w tej branży" - jak powiedział o sobie w jednym z wywiadów. - Picasso, kiedy był w moim wieku, powiedział, że jest dzieckiem. - Jak to, Pan! - krzyknął rozmówca. - Do dziecka długo się dojrzewa - odpowiedział artysta. Dziecko ma niezwykłą zdolność postrzegania. Czuję się dzieckiem - twierdzi Hanuszkiewicz.
Pytany o swą popularność, odpowiada anegdotą: Kiedy Artur Rubinstein grał ostatni koncert w Łodzi, dyrygent Henryk Czyż umieścił w repertuarze "Króla Dawida" Honeggera z partią mówioną, którą powierzył mnie. Rubinstein zaprosił nas na śledzia z wódką, Czyż go spytał: "Mistrzu, jak to się stało, że pan jest największym pianistą świata?". "To proste - odparł. - Lepsi ode mnie dawno umarli. Jak zacząłem grać, mylono mnie z wybitnym kompozytorem i pianistą Antonem Rubinsteinem. Kiedy się okazało, że nie jestem Anton Rubinstein, zaczęto mnie mylić z Heleną Rubinstein. A jak się okazało, że nie jestem nawet Heleną Rubinstein, to już było za późno, bo byłem sławny".
Urodził się we Lwowie, gdzie rodzice prowadzili sklep. Kiedy zaczęła się sowiecka ofensywa, ojciec zabrał rodzinę pod Rzeszów. Wtedy brali rocznik młodego Adama do wojska. Wujek, muzyk, powiedział mu: "Pójdziesz pod Berlin, zabiją cię, a wojna i tak jest wygrana. Zgłoś się do teatru wojskowego, będziesz grał za frontem a nie na pierwszej linii. Przecież nie zostaniesz aktorem" - Oczywiście, że nie zostanę aktorem - pomyślałem i w 1944 wylądowałem w zespole teatralnym Wojska Polskiego, a rok później w rzeszowskim teatrze. Zadebiutowałem tam rolą Wacława w "Zemście".
Na teatralnych deskach wcielał się m.in. w Hamleta, Don Juana, Prospera w "Burzy", Tytusa w "Berenice". Występował w teatrach krakowskich, warszawskich i poznańskich. Na dorobek artysty składają się też role filmowe. Zadebiutowł w roku 1949 rolą Władka w dramacie wojennym "Za wami pójdą inni". Wystąpił w filmach "Trio" Jerzego Gruzy, "Ręce do góry" Jerzego Skolimowskiego, "Przedwiośniu" Filipa Bajona.
W 1951 roku Hanuszkiewicz po raz pierwszy wyreżyserował sztukę w Teatrze Polskim w Poznaniu - "Niespokojną starość" Leonida Rachmanowa. Od 1963 roku był dyrektorem warszawskiego Teatru Powszechnego, gdzie zrealizował kilka głośnych i bardzo kontrowersyjnych przedstawień. W "Weselu" postawił na inscenizację - w czasie I aktu bezustannie działała obrotówka wzmagająca rytm tańców, natomiast w II akcie wszystkie zjawy stopił w jedną postać Chochoła. Część krytyki zarzuciła mu wtedy osłabienie wywodu filozoficznego dramatu Wyspiańskiego. Rok później zrealizował "Zbrodnię i karę" Dostojewskiego, odzierając swoją inscenizację z rodzajowości rosyjskiej. Sam zagrał Raskolnikowa. W przedstawieniu zastosował wiele chwytów rodem z Teatru Telewizji: "wyświetlenie na ciemnym ekranie sceny czerwonych dłoni mordercy, sposób wyeksponowania topora w scenie zabójstwa i w makbetopodobnej scenie mycia rąk, wyreżyserowanie pluskania wody podczas mycia topora przez Raskolnikowa, narastanie rumoru elektronowego i jego wyciszenie" - pisał Witold Filer.
W 1968 objął dyrekcję Teatru Narodowego po usunięciu z niej Kazimierza Dejmka za głośne i uznane za polityczne "Dziady". W jego pierwszej premierze, "Nie Boskiej komedii" krytycy wskazywali przede wszystkim na atrakcyjną formę przedstawienia, ale pisali również, że Hanuszkiewicz nie podjął tutaj w ogóle tematu rewolucji. Rok 1970 przyniósł kolejne premiery - bardzo mocno atakowanego "Kordiana", "Hamleta" a także "Makbeta" i "Antygonę", która zainaugurowała otwarcie Teatru Małego - nowej sceny Teatru Narodowego. Kilka dni temu, po 36 latach, "Mały" został zlikwidowany. W tym miejscu powstanie supermarket. Signum temporis.
Teatr Hanuszkiewicza często budził kontrowersje; miał swoich gorących wielbicieli, jak i zdecydowanych przeciwników. Recenzenci pisali o nim: "odmóżdżacz polskiego teatru", "niszczyciel kultury polskiej", "barbarzyńca w ogrodzie tradycji". Jednocześnie praca Hanuszkiewicza spotykała się z uznaniem wielu znaczących osobistości świata kultury. - "Pan buduje przedstawienie jak symfonię" - powiedział Hanuszkiewiczowi Witold Lutosławski. - "Na miejscu innych reżyserów klasyki popełniłbym samobójstwo, bo to się już nie da inaczej, niż ty to robisz, realizować" - mówił o Hanuszkiewiczu Jan Kott.
Na początku lat 80. przestał się cieszyć zaufaniem władz i w 1982 roku został odwołany ze stanowiska dyrektora Teatru Narodowego. Ostatnią premierą i zarazem przedstawieniem pożegnalnym był specjalnie na tę okazję przygotowany "Śpiewnik domowy" Stanisława Moniuszki.
Od 1989 objął dyrekcję Teatru Nowego w Warszawie. Nadal przenosił na scenę klasyczny repertuar polski, wystawił tutaj m.in. "Lillę Wenedę", kolejną wersję "Wesela". Pozostał wierny swojej postawie intelektualnego prowokatora, który w oryginalny sposób odczytywał znane teksty i umieszczał je we współczesnym kontekście. Jednak forma teatralna tych widowisk, jak twierdzą krytycy, wbrew zamierzeniom reżysera, nie nadążała już za rytmem życia i przemianami, jakie dokonały się w samym teatrze. Mimo to Hanuszkiewicz wciąż jest jedną z najbardziej oryginalnych postaci polskiego teatru, choć w jego dawnym "Nowym" otworzono supermarket (sic!).
Jako studentka teatrologii jeździłam "na Hanuszkiewicza" do Warszawy, oglądałam jego "Mickiewicza", "Norwida", "Balladynę". Później gościłam na festiwalu jego kontrowersyjne "Wesele". Wzbudziło gorące dyskusje, a reżyser kroczył dumnie przez foyer teatru otaczany wianuszkiem dziewczyn: jedna po wywiad, druga po autograf, trzecia składająca hołdy. A po raz kolejny spotkałam się z mistrzem Hanuszkiewiczem w jego domu, w podwarszawskim Ursusie, kiedy przyjechałam na wywiad. Parzyliśmy wspólnie kawę, a on kroił pyszny tort przygotowany przez żonę. Miał lekkie kłopoty z chodzeniem, ale skrzętnie to ukrywał. Wejście gościa do domu działało na gospodarza jak sceniczne reflektory na starszego aktora: przywracało wigor i sprawność. - Zawsze mi krytycy przykładali. To taka nasza lokalna specyfika. Andrzej Morsztyn - największy poeta baroku, umarł opluty jako zdrajca, Trembecki to samo, Mickiewicza nazywano agentem sowieckim, Krasiński dostał w twarz na ulicy, Norwid - wróg naszej inteligencji, Żeromski - bolszewik. Oto polska specyfika, dopóki cię nie wyszydzą jesteś nikim - mówił mi podczas spotkania. - Byłem atakowany i nagradzany. Teatr postmodernistyczny, za który zostałem odznaczony, a który od lat jest tak głośny, robiłem już w latach 60. Jarzyna, Warlikowski, Augustynowicz - przecież z tego nurtu wyrastają.
To prawda, był pierwszym postmodernistą polskiego teatru. "Kiedy jeszcze nikt nie słyszał o teatrze postdramatycznym, robił przedstawienia, w których ruch, obraz, jazzowa muzyka były ważniejsze od tekstu. Zanim Klata z Kleczewską zaczęli dekonstruować Szekspira i Gogola, on dekonstruował Mickiewicza i Słowackiego. Mógłby być ojcem całego dzisiejszego teatru inscenizatorów" - pisał jeden z krytyków.
Hanuszkiewicz w rozmowach uciekał i ucieka od przeszłości. Pytany o artystyczny rachunek sumienia odpowiada: Podsumowania nie do nas należą. Przeszłość zostawiam za sobą - ją osądzą inni. Wiem jedno: tego, co zrobiłem w samym teatrze i telewizji, starczy na czterech osiłków. Tylko w latach 1960 - 1980 zrealizowałem 200 premier w teatrze i w telewizji. Nie jestem buchalterem własnego życia. A na uczciwe jego podsumowanie za bardzo jestem subiektywny. To typowa ułomność każdego z nas. A plusy i minusy są jak cnoty i grzechy, które są cechami charakteru. Z nimi przychodzimy na świat. Jeżeli Einstein ma rację, że największym złudzeniem ludzkości jest wiara w czas przeszły, teraźniejszy i przyszły, to jestem tego najlepszym dowodem. Odczuwam tylko teraźniejszość - usłyszałam.
I zapewne to "odczuwanie teraźniejszości" dodawało mu przez niemal wszystkie lata energii. Nią zarażał młodych, swoich aktorów, którzy mówili o nim z przejęciem, z pasją i wpatrzeni byli w niego jak w obraz. Niemal każdy był pod wpływem jego charyzmy. Bycie teatralnym guru na pewno rozbudzało jego ego. Bo niewątpliwie, jak każdy artysta, jest egocentrykiem. - Trzeba robić dynamiczny teatr i nie patrzeć końca. Trzeba robić przedstawienia emitujące taką energię, która scala widzów jak mecz piłki nożnej. A to można robić przede wszystkim utworami klasyki, które zawierają w sobie dynamit. Bo teatr robi się zawsze tu i teraz, i forma przedstawienia jest decydująca.
Przed pięcioma laty wycofał się z życia publicznego. Za swe artystyczne zasługi w listopadzie 2008 roku otrzymał specjalnego Feliksa Warszawskiego, nagrodę od środowiska teatralnego. Adam Hanuszkiewicz nie przybył na uroczystość ze względu na złe samopoczucie. Jego dorobek przypomniała wystawa w Instytucie Teatralnym i wydany album.
Kiedy zadzwoniłam z życzeniami urodzinowymi był wzruszony, że Kraków o nim pamięta. Usłyszałam słaby głos schorowanego człowieka. Zamieniliśmy kilka zdań. - Jak będę mocniejszy, to dłużej porozmawiamy - obiecał.
JOLANTA CIOSEK

FLESZ: Elektryczne samoloty nadlatują.

Wideo

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych”i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Komentarze

Ta strona jest chroniona przez reCAPTCHA i obowiązują na niej polityka prywatności oraz warunki korzystania z usługi firmy Google. Dodając komentarz, akceptujesz regulamin oraz Politykę Prywatności.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie

Wykryliśmy, że nadal blokujesz reklamy...

To dzięki reklamom możemy dostarczyć dla Ciebie wartościowe informacje. Jeśli cenisz naszą pracę, prosimy, odblokuj reklamy na naszej stronie.

Dziękujemy za Twoje wsparcie!

Jasne, chcę odblokować
Przycisk nie działa ?
1.
W prawym górnym rogu przegladarki znajdź i kliknij ikonkę AdBlock. Z otwartego menu wybierz opcję "Wstrzymaj blokowanie na stronach w tej domenie".
krok 1
2.
Pojawi się okienko AdBlock. Przesuń suwak maksymalnie w prawą stronę, a nastepnie kliknij "Wyklucz".
krok 2
3.
Gotowe! Zielona ikonka informuje, że reklamy na stronie zostały odblokowane.
krok 3