Ostatni taki Prymas

GZaktualizowano 
Kardynał Józef Glemp w Miechowie w lipcu 2012 r. FOT. ADAM WOJNAR
Kardynał Józef Glemp w Miechowie w lipcu 2012 r. FOT. ADAM WOJNAR
W poniedziałek w warszawskiej archikatedrze odbędzie się ostatnie już - i ostateczne - pożegnanie kardynała Józefa Glempa. Sędziwy hierarcha tak naprawdę żegnał się już z polskim życiem publicznym przez ponad dekadę, ustępując z kolejnych urzędów i czyniąc swą obecność w hierarchii coraz mniej formalną.

Kardynał Józef Glemp w Miechowie w lipcu 2012 r. FOT. ADAM WOJNAR

WSPOMNIENIE. To symboliczny koniec epoki w historii polskiego Kościoła. Znacznie dłuższej niż dwie dekady sprawowania urzędu prymasowskiego przez kard. Józefa Glempa.

Jak większość ważniejszych zmian w Kościele, także i ta miała charakter raczej procesu niż wydarzenia. W roku 2004 Józef Glemp przestał pełnić funkcję przewodniczącego Konferencji Episkopatu Polski, którą sprawował od roku 1981. Następnie w roku 2006 złożył rezygnację z urzędu metropolity warszawskiego. To drugie pożegnanie z kardynałem szybko zmieniło się w lustracyjno-moralną tragedię jego krótkotrwałego następcy - abp. Stanisława Wielgusa.

Po raz trzeci żegnano kard. Glempa, gdy i prymasem - z końcem roku 2009 - być przestał. W dniu ukończenia przez hierarchę 80. roku życia - ten honorowy już tylko tytuł powrócił do metropolitów gnieźnieńskich. To niezwykle ważne, bo ów stopniowy proces żegnania się kardynała Józefa Glempa z władzą nad polskim Kościołem był też procesem żegnania się samego Kościoła z władzą prymasa - urzędu, który od momentu wprowadzenia w 1992 roku zaordynowanej przez Jana Pawła II reformy organizacyjnej, stawał się tytułem już tylko honorowym.

Był przecież Józef Glemp naprawdę ostatnim polskim Prymasem. Przynajmniej w sensie aktualnym od soboru w Konstancji, który - według kroniki Długosza - w roku 1417 nadał ów tytuł arcybiskupowi gnieźnieńskiemu Michałowi Trąbie. Już wtedy z funkcją prymasa wiązał się rodzaj przewodnictwa nad ogółem krajowych hierarchów. Choć tkwi w tym niejeden kanoniczny paradoks - bo przecież głowa Kościoła jest tylko jedna - i urzęduje w Watykanie, to zwłaszcza w Polsce funkcja prymasa wiązała się z coraz większym zakresem nie tylko nieformalnej władzy. Od połowy XIV wieku polski prymas pełnił nawet funkcję interrexa - regenta na czas bezkrólewia. W rzeczywistości polskiej monarchii elekcyjnej nie była to bynajmniej funkcja tytularna. Dlatego w czasach zaborów na prymasa spoglądano wręcz jak na kontynuatora monarchii. Jeszcze raz ta szczególna rola urzędu prymasowskiego została w pewnym sensie odnowiona w powojennej Polsce za sprawą sprawującego go od 1948 roku kardynała Stefana Wyszyńskiego. Z konfrontacji z polskim stalinizmem wyszedł Wyszyński obronną ręką, stając się symbolem niezłomnego oporu i poszerzając autorytet Kościoła. Ba, na długie lata - aż do czasów KOR - właśnie z Kościoła czyniąc jedyną w kraju instytucjonalną siłę alternatywną wobec władz PRL.

To po Stefanie Wyszyńskim - i na jego osobistą prośbę skierowaną do Jana Pawła II - przejął latem 1981 roku spadek arcybiskup Józef Glemp. Czy temu zaszczytowi - a przecież także brzemieniu - podołał?

O to do dziś trwa spór. Zaledwie w pięć miesięcy po tym, jak Jan Paweł II uczynił go prymasem, gen. Jaruzelski wprowadził w Polsce stan wojenny. Do dziś trwa dyskusja na temat oceny pierwszych reakcji Glempa na zamach wojskowy, spór o to, czy jego postawę wobec reżimu można nazwać realistyczną czy jednak tylko ugodową.

Z pewnością Prymas nie wszedł w grudniu 1981 roku w rolę poprzednika z czasów uwięzienia w Komańczy. Nie przypadkiem jednak określa się Glempa jako kontynuatora linii "późnego Wyszyńskiego" - raczej ostrożnej, nienastawionej na konflikt z władzą.
W stanie wojennym więc Glemp w sensie symbolicznym, ani tym bardziej realnym, nie stanął naprzeciw czołgów. Wzywał natomiast do powstrzymania się od rozlewu krwi, do "zachowania spokoju", unikania konfrontacji. Wielu opozycjonistów nie mogło mu tego darować. Sam kardynał zdawał sobie z tego dobrze sprawę. - Istotnie, miano do mnie o to żal, u wielu słuchaczy widziałem łzy w oczach. Potem słyszałem, jak mówiono, że woleliby prymasa, który by się ubrał w kapę, wyszedł z ludźmi na ulice i prowadził ich do boju - mówił w 2011 roku w rozmowie z Katolicką Agencją Informacyjną. - Zdawałem sobie sprawę, że Kościół, w tym także prymas nawołujący do pokoju i zgody, będzie społecznie użyteczny. Oceniałem, że w tym chaosie dam świadectwo Ewangelii. Ciągle miałem przed oczami postać kard. Wyszyńskiego, który był dla mnie punktem odniesienia. Wiedziałem też, że po powstaniu styczniowym stan wojenny trwał latami i że to jest czas na przetrwanie - tłumaczył. Także w miesiącach i latach następujących po grudniu '81 postawa Glempa wobec reżimu bywała określana jako pasywna.

Wiele zarzutów postawiono kardynałowi w związku z postawą wobec ks. Jerzego Popiełuszki. W wielu opozycyjnych środowiskach przeciwstawiano ugodowemu Glempowi właśnie wojującego Popiełuszkę. On sam zaś starał się studzić emocje warszawskiego księdza. - Zadaniem moim i Kościoła warszawskiego było bronić ks. Jerzego, żeby go nie spotkało jakieś nieszczęście, bo gniew partii, gniew SB wyraźnie szedł w kierunku likwidacji ks. Popiełuszki - mówił Glemp w 2010 roku.

W ostatnich latach oceny Glempa zaczęły się znacząco zmieniać. Im dalej był od bieżącego życia polskiego Kościoła, tym bardziej cichły kontrowersje dotyczące jego postaw w ostatnich latach PRL. Tym rzadziej też obwiniano go za kryzys Kościoła już w czasach wolnej Polski - za triumf wiary "radiomaryjnej", za ofensywną postawę hierarchów w relacjach państwo - Kościół, za intelektualne słabości Episkopatu. Coraz częściej za to dostrzegano w jego działaniach znamiona politycznego realizmu.

Nie był z pewnością ostatni Prymas Polski wielkim charyzmatycznym przywódcą Kościoła. Nie pozostanie po nim legenda, nikt też pewnie nie będzie próbował budować szczególnego mitu wokół jego osoby i jego urzędowania. Z pewnością jednak wraz z jego odejściem kończy się długa epoka w historii polskiego Kościoła. Wraz z Janem Pawłem II i Stefanem Wyszyńskim był przecież Józef Glemp jednym z tych trzech hierarchów, którzy wyznaczali linię wiary i obyczajowości polskich wiernych przez ostatnie pół wieku. Ta linia okazywała się bardzo skuteczna, dopóki trwał u nas komunizm. W wolnej już Polsce stawała się coraz bardziej dyskusyjna; ze świeckiego punktu widzenia wręcz anachroniczna. Wciąż jednak trudno powiedzieć, zarówno co, jak i kto będzie określać w polskim Kościele "epokę po Glempie". Ta zaś się właśnie zaczyna, wraz z pożegnaniem Ostatniego Takiego Prymasa.
WITOLD GŁOWACKI

UROCZYSTOŚCI BĘDĄ TRWAĆ TRZY DNI

Kardynał Józef Glemp zmarł w środę, 23 stycznia br. Miał 83 lata. Uroczystości żałobne potrwają trzy dni. Zgodnie z wolą zmarłego spocznie On w krypcie arcybiskupów warszawskich, w podziemiach katedry św. Jana Chrzciciela. Spoczywają tu Jego poprzednicy: kard. Stefan Wyszyński oraz kard. August Hlond.

Bp Tadeusz Pikus, wikariusz generalny archidiecezji warszawskiej ogłosił, że wierni będą mieli okazję oddać hołd zmarłemu w dwóch kościołach na Krakowskim Przedmieściu w Warszawie. W sobotę w kościele Sióstr Wizytek, a w niedzielę w bazylice św. Krzyża. Uroczystości pogrzebowe odbędą się w poniedziałek, 28 stycznia br. w archikatedrze warszawskiej na Starym Mieście. Mszy św. koncelebrowanej o godzinie 11.00 będzie przewodniczył metropolita krakowski kard. Stanisław Dziwisz, który odwołał planowany wyjazd do Rzymu. Kazanie wygłosi prymas Polski abp Józef Kowalczyk.   (G)

TAK GO ZAPAMIĘTAMY

To był człowiek Jana Pawła II

KARD. STANISŁAW DZIWISZ:

- Poznałem Go, gdy był sekretarzem kard. Stefana Wyszyńskiego. Ja wtedy też byłem sekretarzem, ale kard. Karola Wojtyły. Mieliśmy bardzo bliskie kontakty, chociaż On zawsze był trochę zamknięty w sobie. Lecz był równocześnie ciepły, koleżeński. Trzeba podkreślić, że był wiernym sługą Kościoła i bardzo kochał Ojczyznę. To był człowiek Jana Pawła II. Ojciec Święty wiedział, co robi, mianując Go prymasem w trudnych dla Polski czasach. Przez 12 lat był przecież najbliższym współpracownikiem prymasa Wyszyńskiego. Świetnie znał wszystkie sprawy Kościoła. Już wtedy miał opinię człowieka niezależnie myślącego. Zaledwie pięć miesięcy po objęciu przez Niego urzędu prymasa wybuchł stan wojenny. Kard. Glemp poprowadził Polskę i Kościół jako biskup przez ten trudny okres z wielką roztropnością. Był człowiekiem dialogu. Bardzo mu zależało, żeby w czasie tych ogromnych napięć nie było rozlewu krwi. Umiejętnie rozwiązywał konfliktowe sytuacje. Czerpał z doświadczeń swojego wielkiego poprzednika - kard. Stefana Wyszyńskiego, a równocześnie miał własne spojrzenie na wszystkie kwestie. Korzystał z rad wielu autorytetów, ale dziś, z perspektywy czasu, można powiedzieć, że w wielu sprawach, postępując tak, jak On sam uważał za słuszne, miał stuprocentową rację.

Niektórzy zarzucali Mu, że mógł być bardziej stanowczy w stosunku do PRL-owskich władz. Dziś możemy powiedzieć, że to Jego stanowisko zaowocowało pozytywnie. Przecież lata 80. ubiegłego wieku to była największa rewolucja, jaka się dokonała w Polsce bez rozlewu krwi. Były ofiary, było cierpienie, ale może uniknęliśmy jakiejś dużo większej tragedii.

Należy wspomnieć, że kard. Glemp nie działał sam. Zawsze wszystko konsultował z biskupami wchodzącymi w skład Konferencji Episkopatu Polski. Chociaż był przewodniczącym, prymasem, to szanował zdanie innych biskupów. To było bardzo ważne w tamtym, trudnym okresie. Kościół zjednoczony stanowił wielką siłę. Dawał oparcie ludziom, którzy walczyli o wolność. Nie bez racji o Kościele mówiło się wówczas, że jest "parasolem" dla sił, które dążyły do odnowy naszej Ojczyzny, do zmian, do demokracji.

Otwarty, serdeczny, życzliwy

KS. BP JAN ZAJĄC, BISKUP POMOCNICZY ARCHIDIECEZJI KRAKOWSKIEJ:

- Z kard. Józefem Glempem spotykałem się często, jeszcze zanim został prymasem Polski. Często przyjeżdżał do Krakowa. Uczestniczył w procesjach św. Stanisława i innych uroczystościach. Później spotykaliśmy się na konferencjach Episkopatu Polski. Nasze kontakty były częste, choć trudno mówić o zażyłości. Zapamiętam Go jako człowieka otwartego na innych, serdecznego, życzliwego. Pomimo pełnionej funkcji nigdy nie był wyniosły. Każdy z nas, biskupów, wiedział, że zawsze może liczyć na jego radę. Trzeba przyznać, że wielu z nas współczuło Mu, gdy został prymasem Polski. Tymczasem, kard. Glemp dość szybko pokazał, że nie będzie prostym naśladowcą swojego poprzednika. Na pewno nie było Mu łatwo, przynajmniej na początku, pełnić taką funkcję po kard. Stefanie Wyszyńskim. Wspieraliśmy Go wtedy modlitwą, żeby podołał temu wszystkiego, co przyniósł z sobą stan wojenny, męczeńska śmierć ks. Popiełuszki. Można było mieć pewne uwagi, co do podejmowanych przez Niego wówczas decyzji, ale jak człowiek się głębiej nad tym zastanowił i bliżej przyjrzał, przyznawał Mu rację i solidaryzował się z Nim, żeby Mu pomóc w często dramatycznych sytuacjach, które wymagały głębokiej rozwagi. Bardzo zaimponował mi też w ostatnim okresie, gdy pomimo ciężkiej choroby i cierpienia, był jak zawsze życzliwy i otwarty.

Jako rektor sanktuarium Bożego Miłosierdzia w Łagiewnikach muszę też wspomnieć, że niejednokrotnie dawał wyraz prawdziwego zainteresowania łagiewnic-kim sanktuarium, pomimo tego, że w Warszawie podjął na nowo budowę świątyni Opatrzności Bożej. Ta jego postawa była świadectwem, iż jest otwarty na wszelkie formy kultu Bożego.

Pochylał się nad każdym człowiekiem

KS. PROF. JAN MACIEJ DYDUCH, BYŁY WIELOLETNI REKTOR PAPIESKIEJ AKADEMII TEOLOGICZNEJ :

- Kard. Glempa poznałem, gdy był jeszcze sekretarzem prymasa Wyszyńskiego. Spotykałem Go na Akademii Teologii Katolickiej, gdzie studiowałem prawo kanoniczne. On tam wtedy wykładał. Był, podobnie jak ja, prawnikiem kanonistą z wykształcenia. Spotykaliśmy się później na rozmaitych sympozjach i zjazdach naukowych, gdzie czasem występował. Potem spotykałem Go dość często pełniąc funkcję kanclerza krakowskiej kurii. Zapamiętam kard. Glempa jako człowieka bardzo bezpośredniego, z którym można było normalnie porozmawiać. Tak jak rozmawia człowiek z człowiekiem, ksiądz z księdzem. Nie był wyniosły z racji swojej godności - kardynalatu i prymasostwa. Był człowiekiem bardzo bezpośrednim, do którego był bardzo łatwy dostęp. Spotykał się z kapłanami, ale i ze zwykłymi ludźmi. Pochylał się nad każdym człowiekiem. Wielki Polak i wspaniały duchowny, który przeprowadził polski Kościół przez bardzo trudne czasy przemian. Był znany ze swojego twardego stanowiska w wielu kontrowersyjnych kwestiach. Po czasie okazało się jednak, że była to słuszna postawa.

Notowała (G)

polecane: FLESZ: Wybory do Parlamentu Europejskiego. To musisz wiedzieć.

Wideo

Materiał oryginalny: Ostatni taki Prymas - Dziennik Polski

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych”i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Komentarze

Ta strona jest chroniona przez reCAPTCHA i obowiązują na niej polityka prywatności oraz warunki korzystania z usługi firmy Google. Dodając komentarz, akceptujesz regulamin oraz Politykę Prywatności.
Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie

Wykryliśmy, że nadal blokujesz reklamy...

To dzięki reklamom możemy dostarczyć dla Ciebie wartościowe informacje. Jeśli cenisz naszą pracę, prosimy, odblokuj reklamy na naszej stronie.

Dziękujemy za Twoje wsparcie!

Jasne, chcę odblokować
Przycisk nie działa ?
1.
W prawym górnym rogu przegladarki znajdź i kliknij ikonkę AdBlock. Z otwartego menu wybierz opcję "Wstrzymaj blokowanie na stronach w tej domenie".
krok 1
2.
Pojawi się okienko AdBlock. Przesuń suwak maksymalnie w prawą stronę, a nastepnie kliknij "Wyklucz".
krok 2
3.
Gotowe! Zielona ikonka informuje, że reklamy na stronie zostały odblokowane.
krok 3