Ostatni zając

Redakcja
Wyznania szczerego entuzjasty teatru

Paweł Głowacki

Paweł Głowacki

Wyznania szczerego entuzjasty teatru

Wczoraj błysnąłem odważną metaforą, że przedstawienie teatralne to w istocie człowiek jest, a dziś widzę, że to myśl nie tylko odważna, ale i słuszna jest. Oto bowiem przychodzi mi pisać o monodramie Kazimierza Borowca "Tysiąc kilometrów od świata". Czym jest ten spektakl? W istocie jest on samym Borowcem, więcej nawet - "Tysiąc kilometrów od świata" to, by tak rzec, Borowiec w stanie czystym. Na Scenie przy Sławkowskiej pusto. Jest tylko piwnica, która nie gra żadnej roli, krzesło w roli krzesła, dzwoneczek, który zagra dźwięk sunących przez kompletnie zasypaną śniegiem, zapomnianą od ludzi i Boga wieś Rabarbar, oraz całkowicie prywatnie ubrany Borowiec jest. Co gra Borowiec? W pustej piwnicy Borowiec reanimuje dawno w niepamięci zastygłe smaki wsi Rabarbar.
 Jako się rzekło - Borowiec jest monodramistą. Na afiszu teatralnym czytam o Borowcu, że to weteran, wielokrotny laureat, _że _należy do najwierniejszych wyznawców Teatru Jednego Aktora. _Niestety, od lat należało się tego spodziewać - Borowiec nie ma już wyjścia, Borowiec jest skazany na wielkość. Kim jest aktor Teatru Jednego Aktora? To artysta, który posiadł rzadką umiejętność publicznego czytania na głos książki, której akurat zapomniał wziąć z domu. Bez dwóch zdań - Borowiec tak fenomenalnie gra, iż głośno czyta, że w sumie nie sposób dostrzec, że w ogóle czyta. Zaś tomu opowiadań Edwarda Redlińskiego "Listy z Rabarbaru" zapomniał wziąć z domu w sposób wręcz niepowtarzalny.
 Zapomnienie jest tu kwestią delikatną, bo w sumie nie sposób w Borowca nie wystrzelić serią pytań dla monodramu fundamentalnych. Właściwie, dlaczego Borowiec zapomniał? Dlaczego nie przyszedł i nie rozdał nam odpowiednich książek, żebyśmy sobie w domu poczytali? Czemu Borowiec pozbawił nas przyjemności cichej lektury prozy Redlińskiego? Odpowiedź jest tylko jedna - i stara jak monodram. Otóż, Borowiec sugeruje, że coś istotnego dodaje do Redlińskiego, że sam Redliński, to nie to samo, co Redliński z twarzą Borowca, oraz że sam Borowiec, to nie to samo, co Borowiec z frazami Redlińskiego w ustach. Borowiec zwyczajnie sugeruje, że fuzja Borowiec-Redliński to zupełnie nowa jakość jest. W sumie racja. Przecież nie mogę nie zauważyć, że na przykład ja patrzący na Borowca w "Tysiącu kilometrach od świata", to jednak nie ta sama jakość, co ja, gdybym się załamał, usnął (a blisko było!) i przebywając rzeczywiście tysiąc kilometrów od Borowca - siłą odległości nie mógł wejść z nim w fuzję wzrokową. Racja zatem. Racja, ale co tak naprawdę Borowiec dodaje do Redlińskiego? I tu jest pies pogrzebany. Ściśle mówiąc - tu jest pogrzebany kolejny pies mętności. Pisałem wczoraj o przedstawieniu, co miało mętną twarz. Podobnie z Borowcem. Tyle że tam mętność była w zwarciu z poczciwością, tutaj - z dobrodusznością.
 Dobroduszny Redliński! Kto choć jedną jego linijkę przeczytał, wie, że to sama słodycz. Słodycz Rabarbaru, słodycz tej zapadłej wsi, gdzie powietrze czyste, chleb zdrowy, ludzie wprawdzie prości, ale przecież szerocy jak łąka za gumnem. Krówka tam zamuczy, konik zarży, kurka jajo zniesie, i choć ciężko jest, to zawsze dobrodusznie jest. Tak, słodycz Rabarbaru i jeszcze słodycz nostalgii Redlińskiego, który tęskni za umarłym światem Rabarbaru! A Borowiec? Też słodki, też dobroduszny i równie nostalgiczny. Nic na to nie poradzę - gdy słyszę miękki tenor Borowca, gdy patrzę w jego jak u starego łosia ufne oczy, gdy widzę tę twarz dobrą i jasną, to wiem, że dzieje się rzecz nieszczęsna. Dobroduszność się podwaja, słodycz wpada w drugą potęgę, wiem to, ale nie wiem, co czynić, bo się czuję doszczętnie zablokowany przez dobroć. Spanikowany czytam w programie, że Borowiec dedykuje dzieło tzw. _ekologii duszy
. Uspokaja mnie to, bo pamiętam jak kiedyś na wsi ekolodzy mnie zblokowali i słodzą:_ - Dalej nie można, gdyż na drodze leży zając i mówi, że mu się dalej nie chce kicać, a jako że jest to ostatni zając w okolicy, musimy poczekać, aż mu się zachce. _Nie chce być inaczej - ostatni zając zawsze jest okrutny.

  Stary Teatr. Scena przy Sławkowskiej. Edward Redliński "Tysiąc kilometrów od świata". Adaptacja i wykonanie Kazimierz Borowiec.

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie