Ostatnia gra w chowanego

Redakcja
W środku cieni Blanche de Bois fabrykuje maski. O skórze pergaminowej, rudych włosach i oczach z igieł szamanów akupunktury - grająca Blanche Magdalena Walach jest w wyreżyserowanym przez Dariusza Starczewskiego "Tramwaju zwanym Pożądaniem" Tennessee'ego Williamsa trochę jak echo Marcela Marceau, mima, który bez słowa nadawał ciężar powietrzu i z własnej twarzy jednym, dwoma, trzema grymasami lepił dowolną twarz ziemian. Pergaminowa Blanche gra, a cienie wokół niej od lat gęstnieją dzień po dniu.

Paweł Głowacki: MOIM ZDANIEM

Cienie czasu przeszłego. Cienie zmarłych w rodzinnym domostwie Belle Rive. Cienie ich przedśmiertnych skowytów w komnatach cierpliwego aksamitu. Cienie nagłych cisz po skowytach i cienie krwi stygnącej na jedwabnych poduszkach tuż przy szyjach trupów. Cienie trumien, świeżych dołów, uparcie powracającej frazy "z prochu powstałeś...", stukotu grud o wieko i szmeru wieńców na przyklepanym łopatami kopcu. Cienie czarnych sekretów przodków. Cienie jej czarnych sekretów - samobójcza śmierć ukochanego, grzeszny romans z nieletnim, nocne brzmienia pokoju na godziny w hotelu "Flamingo". Cienie kawałków domostwa wyprzedawanych za długi, wreszcie cień pustki po utraconym Belle Rive. Cienie coraz gęstsze, coraz bliżej. Blanche nie ma już dokąd iść - cienie już są na pergaminowej skórze. Już nie da się nie pamiętać - więc Blanche gra z cieniami. Robi teatr masek. Gra o dzień zwłoki. O minutę bez pamiętania. O oddech.
Z legendarnej sztuki Williamsa Starczewski wyłuskał właśnie to: potwornie samotną, z góry na fiasko skazaną grę. Pergaminowa Blanche przecież wie, że losem jej jest powolna utrata wszystkiego, utrata nie do zatrzymania, i wie, że z tego, co zwykliśmy pięknym życiem brawurowo nazywać, w jej przypadku na końcu pozostanie dokładnie to, co zostało z umierających w domostwie Belle Rive - krótki skowyt bez znaczenia, krew stygnąca na poduszce, a później cisza bez końca. Potwornie samotna gra lęku przed tak wyblakłym finałem - gra właśnie z i dla wyblakłego finału. To Starczewski wyłuskuje i kładzie palec na wargach wszystkiego, co w narzeczu magisterskich prac teatrologicznych zwie się problematyką społeczno-rodzinno-psychologiczno-polityczno-erotyczną "Tramwaju zwanego Pożądaniem". Inaczej - co publicystyczne, Starczewski zostawia publicystom.
Jego Blanche przyjeżdża zatem do swojej siostry Stelli (Ewelina Starejki) i jej męża Stanleya (Michał Kitliński) bo już nie ma dokąd iść. Przyjeżdża, by się pożegnać i może ostatni raz w teatrzyk się zabawić ku uciesze cieni błąkających się po pergaminowej skórze, by dla nich komedię odegrać przy pomocy nic, bądź mało rozumiejącej Stelli, topornego Stanleya, Mitcha (Przemysław Redkowski), co się w niej fatalnie zakocha, i całej reszty ludzkiej menażerii kamienicy przy jednej z nic nie znaczących ulic Nowego Orleanu.
Przyjeżdża i gra. Niczym stary, mityczny mim - z własnej twarzy fabrykuje tikami dowolną maskę kobiecą. Jest dzierlatką, kokotą, arystokratką albo kimś bez właściwości. Idzie dalej - inaczej niż mityczny mim, wciska w gardło maski dźwięków. Słychać smolisty alt, ćwierkanie pensjonarki, płaski chichot blondynki, lepką ciszę człowieka bezradnego. Wreszcie - zakłada maski na gesty. Jest więc trzeciorzędną dziwką, zdewociałą myszą szarą, kobietą złamaną, płytką frenezją palców głupawej hrabiny. Na twarzy, w gardle, w gestach - wszystko, co chcecie. I wszystko to powiada, że teatr wprawdzie nie ocala - ale co szkodzi zagrać jeszcze raz, ostatni?
Zdumiewająca jest Walach. Jak wziąć na siebie taki ogrom i przez trzy godziny prawie nie schodząc ze sceny - nie zgubić ni ziarna? Nie wiem. Nie wiem też ściśle jak z Williamsa sztuki legendarnej, co zdaje się być rodzajowym obrazkiem z życia małych ludzi w wielkim mieście na południu USA, jak z niej Starczewski wyłuskać zdołał aż tak cierpki, pięknie cierpki, pełen nieuchwytności i diabelnie czysty seans o skazanej na fiasko grze ze śmiercią. Wiem jedynie, że lubię ten gatunek własnej bezradności.
Teatr Bagatela - Scena na Sarego 7. Tennessee Williams "Tramwaj zwany Pożądaniem". Reżyseria Dariusz Starczewski. Scenografia Joanna Schoen. Muzyka Bolesław Rawski.

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie