Ostatnia gra

Redakcja
Udostępnij:
(INF. WŁ.) Słoneczna, prawdziwie wiosenna sobota, do głębi wstrząsnęła mieszkańcami niewielkiej wsi Przyłanki koło Przedborza (woj. łódzkie). A rodzicom 6,5-letniego Damianka świat zawalił się na głowę.

Po śmierci 6,5-letniego chłopca prokuratura wyklucza udział osób trzecich

Zajęci byli - jak co dnia - pracą w obejściu. Damianek hasał beztrosko na podwórku, a babcia szykowała obiad. Gdy przyszła pora posiłku, mniej więcej godzina piętnasta, zawołała wnuczka. Dziadkowie z małym siedli do stołu.
- Nie skończył, odstawił talerz i pobiegł na dwór - dziadek Stanisław G. przełyka łzy. - Widać było przez okno, jak szalał na rowerku, biegał, niczym żywe srebro. Zawsze było go wszędzie pełno. Miał tu zabawki, samochody, bośmy niczego mu nie skąpili.
W pewnym momencie zniknął dziadkom z oczu. Ponieważ nieobecność chłopca przedłużała się, ruszyli na poszukiwania. Nowa, drewniana ubikacja przed domem nie była jeszcze używana. Drzwi nie chciały puścić. Od wewnątrz zamknięte były na haczyk. Szarpnięcie i szok! Rozdzierający obraz! Damianek wisiał na sznurku do snopowiązałki, przywiązanym do krokwi sławojki. Sparaliżowani widokiem dziadkowie zdjęli go ze sznurka. Jeszcze żył.
- Mamy straszny żal do pogotowia ratunkowego, które przyjechało dopiero po pół godzinie - mówi roztrzęsiona babcia, Marta G. - Sami byśmy go przewieźli szybciej do szpitala, ale akurat nie było czym. Poza tym, któż mógł przewidzieć, że to będzie tak okropnie długo trwało. Wydawało się, że minęła cała wieczność.
Najbliższe pogotowie mieści się w Przedborzu, gdzie auto dojeżdża w dwie, trzy minuty po równym asfalcie. A dom, w którym rozegrał się dramat, stoi tuż przy szosie. W drodze chłopiec nadal żył. Karetka zawiozła go do najbliżej położonego szpitala, czyli do powiatowego Radomska, oddalonego - jednak - o 28 kilometrów. Niestety, po przewiezieniu na miejsce Damianek zmarł. Czy udałoby się go uratować, gdyby pomoc nadeszła wcześniej?
Rodzice nie chcą rozmawiać z dziennikarzem. I żadnych zdjęć. Nie jestem pierwszy. Mieli już dwie ekipy telewizji, radio, reporterów prasowych. Są źli, że gazety powypisywały bzdury. Że po wsi były zbierane plotki. Także dziadkowie proszą, aby uszanować trudne dla nich chwile. Tym bardziej że ciało dziecka, po sekcji, jest już w mieszkaniu.
- Jeden z fotoreporterów nalegał, żebym stanął przy ustępie i pozował mu do zdjęcia - mówi rozgoryczony dziadek. - My tu przeżywamy dramat nie do opisania, a wy chcecie na tym zwyczajnie zarobić. A jedna z dziennikarek za wszelką cenę próbowała wydobyć od nas jakąś fotografię Damianka. Dla sensacji. Nie daliśmy. Bo komu to pomoże?
Prowadząca dochodzenie w tej sprawie Prokuratura Rejonowa w Radomsku po otrzymaniu wyników sekcji zwłok wyklucza udział osób trzecich w tym zdarzeniu. Ustalono ponad wszelką wątpliwość, że chłopczyk był dzieckiem bezkonfliktowym, pogodnym i pełnym życia. Wychowywał się w porządnej, kochającej rodzinie. Chociaż jedynak, nie sprawiał w domu żadnych problemów. Nawet nie chorował. Kłopotów nie nastręczał także w "zerówce", a koledzy go lubili. Nikt nie potrafi podać żadnego, nawet przypuszczalnego powodu, dla którego miałby targnąć się na życie.
- Mamy o tych sąsiadach jak najlepszą opinię - zapewniają poruszone kobiety przed sklepem. - To uczciwi, życzliwi i ciężko zapracowani ludzie. Żyją zgodnie z przykazaniami. Nawet ksiądz się rozpłakał. Dlaczego, dlaczego, dlaczego. Może on chciał dziadków po prostu nastraszyć taką makabrą? A jak się już zapętał w ten sznur, to może nie mógł się potem wyplątać? Dzieciaki często chowają się w mysie dziury i mają uciechę, gdy dorośli długo nie potrafią ich znaleźć.

\*

- Tak sobie myślimy, że najprędzej musiała to być jakaś zabawa - rozprawiają mężczyźni na przystanku autobusowym. - Albo żart. Pewnie chłopiec nie był świadom skutków takiego postępowania. Nie pomyślał, że to już nieodwracalne. W telewizji też za często pokazują morderstwa i zbrodnie.
Podobnie sądzą w szkole. Wychowanym na grach komputerowych dzieciom wydaje się, iż w rzeczywistości jest tak samo. Jak na ekranie. Że gracza się zabija, a on za chwilę wstaje i idzie sobie dalej, jakby się nic nie stało.
Na cmentarz parafialny w Przedborzu Damianka odprowadziło z zapuchniętymi od płaczu oczami pół gminy.
LAURENTY PAWŁOWSKI

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Dołącz do nas na Twitterze!

Codziennie informujemy o ciekawostkach i aktualnych wydarzeniach.

Obserwuj nas na Twiterze!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!

Wideo

Komentarze

Komentowanie zostało tymczasowo wyłączone.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Przejdź na stronę główną Dziennik Polski
Dodaj ogłoszenie