Oto opowieść o Heródku z Lipnicy. Człowieku, którego wybrały...

Oto opowieść o Heródku z Lipnicy. Człowieku, którego wybrały anioły

Katarzyna Kachel

Dziennik Polski 24

Aktualizacja:

Dziennik Polski 24

Rzeźbę z kolekcji Muzeum w Rabce trzyma Maja Kubacka. Obok archiwalna fotografia Karola Wójciaka ze skrzypkami
1/3
przejdź do galerii

Rzeźbę z kolekcji Muzeum w Rabce trzyma Maja Kubacka. Obok archiwalna fotografia Karola Wójciaka ze skrzypkami ©Klaudyna Schubert

Chodził w starym wojskowym płaszczu i gumofilcach. Na szyi miał kilka krawatów, a w głowie archanioły bez skrzydeł. I Matki Boskie, że strach brał niektórych. Tak wnikliwie patrzyły. Żaden ksiądz nie chciał jego świętych w kościele. Bo jakże takie gnotki przed ołtarzem stawiać?
Coś mu cały czas gadały, szeptały. I on też z nimi rozmawiał. Z Chrystusem Zmartwychwstałym, Matką Boską i janiołami. „Z Panami” - powtarzał, jakby instynktownie czuł, że swoim rzeźbieniem wkracza w sferę sacrum. Mało go kto rozumiał. Bełkotał coś niezrozumiale i uśmiechał się tak, jak tylko uśmiechać się może człowiek prosty i czysty. „Wioskowy dziwak” - mówili sąsiedzi. Ale taki, co to ludziom towarzyszy na każdym etapie życia, od narodzin, poprzez wesela i pogrzeby.

- Ktoś porównał go do słońca, które wędruje po niebie „po różnych porach życia” - przypomina sobie Maja Kubacka, aktorka i reżyserka zafascynowana osobą Karola Wójciaka, zwanego Heródkiem, i jego rzeźbami. Charakterystycznymi, totemicznymi, w których chęć uchwycenia wizerunku świętych łączy się zawsze z intencją. Bo też każda z postaci rzeźbiona była po coś. - I to jest wyjątkowe w tej twórczości - nie ukrywa etnograf Małgorzata Wójtowicz-Wierzbicka, adiunkt w Muzeum Orkana w Rabce-Zdroju, które może się pochwalić największą liczbą świątków Wójciaka, rzeźbionych z polan drewna, zwanych w Lipnicy Wielkiej na Orawie gnotkami.

Nie wiadomo od kogo dostał ten przydługi wojskowy płaszcz, w kieszeniach którego chował swoje skarby. Skrzypeczki, zepsute zegarki, krawaty, skrawki noży i ołówki, co to nimi rysował te wielkie, charakterystyczne oczy. Maja Kubacka dopatrzyła się w nich wzorów i kolorów motyli, które można podpatrzeć w okolicach Babiej Góry.- Nie znam nikogo, kto przejdzie obok nich obojętnie - zapewnia Grzegorz Graff, kustosz Muzeum Etnograficznego im. S. Udzieli w Krakowie.

- Są głębokie, wyraziste, inne niż te, które tworzyli twórcy uznani za naiwnych, ludowych. Tak jak i smutek świątków jest jakością zupełnie odrębną, mieszczącą się w granicach nurtu Art Brut, sztuki surowej, niezafałszowanej - porównuje Wójtowicz-Wierzbicka.

Bo i Karol Wójciak nie miał w sobie nic nieszczerego. Wychowała go przyroda. Od dziecka pasał gęsi, potem woły, żył cały czas blisko natury, połączony z nią w nierozerwalny sposób. Rodzina go nie chciała. Babka, o której mówiono „Heródzina z domu” oddała go krewnym, a potem trafiał do kolejnych gospodarzy, u których pomagał w stajni przy krowach i świniach, za co dostawał i kąt, i jedzenie.

Nikt go nie uczył rzeźbić. Był samoukiem, który podporządkowywał sobie kawałki drewna niezwykle prymitywnymi narzędziami. Intuicyjnie, czasem niezdarnie. Zwierzęta, które wyczarowywał z korzeni, zastąpił z czasem świątkami, których kształty wydobywał z polan służących na podpałkę.„Rzeźbię, bo mi wtedy weselej” - tłumaczył, gdy go pytali.

Zastępowały mu przyjaciół i rodzinę. - Nosił je na rękach, rozmawiał z nimi, obdarzał miłością - opowiada Maja Kubacka.

Nieraz na łące stawały się bohaterami przedziwnego teatrum. Ustawione przez Heródka w trawie grały swoje role, rozmawiały ze swoim twórcą, a on je rozumiał jak nikt. By rozpędzić ich smutek grał im na skrzypkach. Melodie ludowe, pieśni kościelne, weselne przyśpiewki. Co potrafił. - Traktował je jako narzędzia do naprawiania świata, wierzył, że mogą być drogowskazami, które pomogą ludziom dotrzeć do nieba - tłumaczy Maja.

Dlatego obdarowywać chciał nimi sąsiadów, przynosił je na wesela. Dla lepszego życia, dla zbawienia?

Może i miał wiele marzeń, o jednym wiedzieli wszyscy. Heródek chciał, by jego rzeźby stanęły kiedyś w kościółku w Lipnicy Wielkiej pw. św. Łukasza Ewangelisty. Tyle że Maryje i janioły, które wychodziły spod jego rąk, nijak nie mieściły się kanonie sztuki religijnej. - Bo zbyt ekspresyjne, patrzyły z wyrzutem, smutkiem, jakby chciały przed czymś ostrzec - opowiada Grzegorz Graff. - Ludzie ich nie rozumieli - dodaje Maja Kubacka.

Bo zbyt symboliczne, mało dosłowne, czasami wybrakowane. Stworzone nie po Bożemu. Bo bywało, że Heródkowe Matki Boskie nie miały ani rąk, ani nóg, a anioły pozbawione były skrzydeł. Tyle że Wójciakowi tak one się zdawały. Takimi je widział i nie zamierzał zmieniać. - Nie potrafił rzeźbić detali, dla niego ważny był całościowy przekaz - zaznacza Maja Kubacka.

Ich niezwykły charakter i osobność odkryto w latach 60. Maria Bujak, ówczesna dyrektorka Muzeum w Rabce-Zdroju, wypatrzyła figurki na wystawie twórców ludowych. Stały odrzucone w kącie, bo organizator uznał, że nie są warte ekspozycji. Jak bardzo się mylił pokazał tekst w „Przekroju” i zainteresowanie etnografów. Pod szopę Heródka powoli zaczęli podjeżdżać kolekcjonerzy i miłośnicy sztuki ludowej. Widzieli biedę, w jakiej żył, słuchali jego gry, historyjek związanych z rzeźbami i kupowali je za krawaty, zepsute zegarki, jedzenie czy kiepskie pieniądze.

Obserwowali też ściany szopy, w której żył Karol Wójciak, wyklejone wycinkami z gazet, portretami, twarzami dziewczyn. Była wśród nich reprodukcja Trójcy świętej Rublowa. W niej szukał inspiracji? Kto wie.

Szukał jej za to na pewno w lipnickim kościele, w którym podglądał wizerunki wszystkich świętych, którzy zasiadali na ołtarzach. Interesowało go całe Stworzenie. Relacje między wszechświatem, człowiekiem i Bogiem. A te, jako człowiek niekształcony, odbierał intuicyjnie, dziewiczo. Czerpiąc z tego, co nosił w sobie.

***
Karol Wójciak zwany Heródkiem urodził się w 1892 roku w Lipnicy Wielkiej na Orawie, zmarł w 1969 roku. Jego rzeźby znajdują się w Muzeum im. W. Orkana w Rabce-Zdroju, w Muzeum Tatrzańskim im. T. Chałubińskiego w Zakopanem, Muzeum Etnograficznym im. S. Udzieli w Krakowie i w Orawskim Parku Etnograficznym w Zubrzycy Górnej

Stowarzyszenie STOG i Muzeum Etnograficzne im. Seweryna Udzieli w Krakowie poszukują kontaktu z osobami z Krakowa i rejonu Małopolski, mającymi rzeźby Karola Wójciaka Heródka. Kontakt: Muzeum Etnograficzne, Grzegorz Graff:

12 430 55 75
graff@etnomuzeum.eu
Stowarzyszenie STOG Maja Kubacka
FB: facebook.com/NieudanyKrewniak, emaya33@tlen.pl

Komentarze

Dodajesz komentarz jako: Gość

Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

Liczba znaków do wpisania:

zaloguj się

Najnowsze wiadomości

Zobacz więcej

Najczęściej czytane

Polecamy

Wideo