Panika w Brukseli

Redakcja
Odrzucenie przez Francuzów i Holendrów traktatu konstytucyjnego wywołało prawdziwą panikę w Brukseli. Urzędnicy i ich protektorzy próbują wszelkimi sposobami podważyć zasadę jednomyślności i doprowadzić do przyjęcia tego dokumentu, używając różnych sztuczek, niegodnych demokratycznej wspólnoty, jaką mieni się Unia Europejska. Wtórują im polscy politycy z obozu lewicy, z prezydentem Kwaśniewskim na czele, który posuwa się jeszcze dalej i oświadcza wręcz, że "konstytucja musi być ratyfikowana". Wśród pomysłów, coraz to głupszych, jest także pomysł ludzi skupionych wokół Fundacji Schumanna, aby konstytucję okroić, pozbawić ją preambuły i karty praw podstawowych, i w takim stanie poddać dalszej ratyfikacji. Można i tak, ale wtedy należy odebrać temu dokumentowi nazwę traktat i nazwę konstytucyjny i nazwać go zwyczajnie "dziennikiem urzędowym" albo "monitorem europejskim", i zapomnieć o całej sprawie. Czegoś takiego nie ma potrzeby ratyfikować.

Krystyna Grzybowska - Europa i reszta świata

   Nie tylko Polakom, ale wszystkim Europejczykom robi się wodę z mózgu, sprowadzając przyczyny odrzucenia traktatu przez dwa państwa założycielskie UE do wewnętrznych rozgrywek. I podważa znaczenie powszechnego głosowania jako politycznie niepoprawnego, bo niezgodnego z życzeniami eurokratów i europejskich elit politycznych oraz intelektualnych. Ludzie głosują, a nie wiedzą za czym. Więc ich głosowanie jest nieprawdziwe. Oni, politycy, wiedzą najlepiej, co jest dla Europejczyków dobre, a co złe. Zarówno Francuzi, jak i Holendrzy wyrazili swój sprzeciw wobec uszczuplenia suwerenności ich własnych parlamentów i samowoli Brukseli, która poprzez traktat konstytucyjny chce zaprowadzić swoje porządki w Europie bez pytania o zgodę najbardziej zainteresowanych. Tych, którzy ten cały rozdęty aparat biurokratyczny utrzymują. Okazało się w ostatnich dniach, że nie ma jednolitej Europy, że co innego niepokoi Francuzów, a co innego Holendrów. Ci pierwsi boją się utraty swoich socjalnych przywilejów, ci drudzy utraty suwerenności i zagubienia się w superpaństwie europejskim.
   Powodów odrzucenia traktatu konstytucyjnego jest mnóstwo. Jeśli dla Francuzów jest on zbyt liberalny, dla Brytyjczyków jest za mało liberalny, niedemokratyczny i zagraża rozwojowi gospodarczemu ich kraju i całej Unii Europejskiej. My powinniśmy się kierować interesem własnym, a jest on bardzo zbliżony do brytyjskiego. Obywatele tego kraju są zwolennikami swobodnego przepływu siły roboczej i Londyn otworzył swoje drzwi polskim pracownikom. Wielka Brytania odrzuca wspólną politykę podatkową i socjalną i nie zaakceptowała euro.
   Choć Francuzi domagają się czegoś całkiem odwrotnego, dzięki im za to, że odrzucili konstytucję jako pierwsi. I zrobili to w drodze demokratycznego plebiscytu. Lud odrzucił pomysł własnych przywódców, pokazując dobitnie, że solidarność europejska, przez lewicowych utopistów nazywana wręcz "europejskim patriotyzmem", nie istnieje. Pogrążona w głębokim kryzysie gospodarczym Europa powraca do patriotyzmu narodowego, do obrony interesów państwowych i własnych ideologii. Francuzi np. ze swoją obroną 35-godzinnego tygodnia prac mogą uchodzić za awangardę socjalizmu w Europie. Są gotowi utonąć w marazmie, dzierżąc do końca w ręku transparent z hasłem: "Nie dla polskiego hydraulika". Ale to już ich sprawa i ich ryzyko.
   Unia Europejska przeżywa kryzys, chyba największy w swojej historii. Nadszedł najwyraźniej czas na zmiany i na demokratyczną dyskusję wokół dalszych losów wspólnoty. Szła ona w złym, niebezpiecznym kierunku, w kierunku osłabiania demokracji i zawłaszczania władzy przez brukselskich urzędników. Ludzi z mianowania, a nie z demokratycznego wyboru.
   Jest nadzieja, że teraz Europa oprzytomnieje i zrozumie potrzebę gruntownych reform zmierzających do ożywienia gospodarki i przedsiębiorczości. Wielka Brytania nie wahała się pójść amerykańską drogą, dzięki czemu ma najmniejsze bezrobocie w Europie. Francuzi i Niemcy będą musieli zmienić swoją mentalność utrzymanków państwa i wziąć się do roboty za mniejsze pieniądze. Inaczej dojdzie do totalnej katastrofy. A ona nadchodzi.
   Jeśli elity polityczne nie wykorzystają obecnego kryzysu do zmiany unijnej polityki, można spodziewać się kolejnych. A tego nikt sobie nie życzy, bo to jest nasz wspólny, europejski dom. Ten dom musi wreszcie otworzyć się na świat, bo inaczej zawali się pod naporem globalizacji.

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie