Panowie właśnie wyruszyli na podboje miłosne. Muszą się troić, bo konkurencja jest zabójcza

Grzegorz Tabasz
Niektórzy nazywają motyla listkowcem. To od kształtu
Niektórzy nazywają motyla listkowcem. To od kształtu
Nie mają łatwo. Na mniej więcej dziesięć Cytrynków przypada zaledwie jedna bledziutka samiczka. Który lepszy i wytrwalszy, wygrywa

Motyl cytrynowej barwy pojawia się już pod koniec zimy. Jest niezwykle długowieczny, a nazwa wyjątkowo celnie oddaje zarówno wygląd jak i obyczaje. To latolistek cytrynek. Soczyście żółte skrzydełka pięciocentymetrowej rozpiętości. Nazwa cytrynek sama ciśnie się na usta. Tak wyglądają tylko panowie.

Panie przybierają znacznie skromniejsze, delikatnie zielone szaty. Czasem można je pomylić z pospolitymi bielinkami, lecz zdradzają je pomarańczowe kropeczki na każdym skrzydełku. Latają tuż za opłotkami miasta. Na brzegach rzek i krajach lasów. Zapuszczają się do większych parków. Na razie można spotkać tylko niecierpliwe samce.

Wykorzystują każdą chwilę ciepła, by penetrować okolice w poszukiwaniu pań. Jak się łatwo domyśleć, w matrymonialnym celu. Konkurencja jest olbrzymia. Na mniej więcej dziesięć motyli o barwie cytryny przypada jedna bledziutka samiczka. Który lepszy, bardziej zapobiegliwy, ten osiągnie sukces i przekaże swoje geny potomstwu. Jeśli samiec wypatrzy obiekt uczuć, będzie latał za wybranką krok w krok niczym uwiązany na niewidzialnej nici. Tak długo, aż dopnie celu. Póki co, muszą obejść się smakiem. Panie pojawią się za dwa, trzy tygodnie, gdy krzewy zaczną wypuszczać pierwsze liście. W sam raz na konsumpcję związku i zło- żenie jaj.

Określenie latolistek to zlepek dwóch słów: latający i listek. Fruwa niespiesznie i chętnie przysiada na wygrzanej słońcem ziemi czy kwiatach. Wówczas składa skrzydła i zaczyna udawać liść. Brązowa główka z grubymi czułkami do złudzenia przypomina liściowy ogonek, a ostre końce skrzydeł liściową blaszkę.

Cytrynki nigdy nie rozkładają skrzydeł, co chętnie czyni większość dziennych motyli. Nawet podczas posiłku na kwiatach. Widać przedkładają własne bezpieczeństwo nad czcze pokazy własnej urody. Podobieństwo do fragmentu rośliny jest na tyle doskonałe, iż wystarczy na wprowadzenie w błąd każdego owadożernego ptaka. Miarą skuteczności może być stan skrzydełek. Nie przypominam sobie, bym kiedykolwiek widział cytrynka z charakterystycznymi śladami od uderzenia ptasiego dzioba, co często przytrafia się innym motylom.

Nie wiem, co z barwą. W sztuce maskowania kształt to jedno, zaś kolor to drugie. Dla nas cytrynowe skrzydełka są widoczne z dużej odległości. Szczególnie na tle dominujących na przedwiośniu wszystkich możliwych odcieni brązów i szarości. Ptaki chyba nie reagują na tak kontrastowe ubarwienie. Na szczęście dla cytrynka.

Dla porządku muszę wspomnieć, iż niektórzy nazywają motyla listkowcem. To od kształtu i umiejętności szukania schronienia w liściach, o czym opowiem za chwilę. Miano pasuje i łatwo zapada w pamięci. Co najważniejsze, nie grozi połamaniem języka. Proszę na widok lecącego motyla spróbować szybko powiedzieć na głos: latolistek cytrynek.

Pierwszego tegorocznego cytrynka przyłapałem 8 marca na słonecznych kąpielach. Leciał leniwie, niemrawo. Co rusz przysiadywał na ziemi i równie szybko zrywał się do lotu. Jakby szukał najbardziej wygrzanego skrawka ziemi. Cierpliwie łaziłem za nim z aparatem w dłoni. Kaprysił, ale wreszcie znalazł to, co chciał. Zaciszny i wygrzany słońcem kraj drogi wyścielonej suchymi liśćmi. Miejsce pachniało rozgrzaną ziemią i gdyby nie to, że liczyłem na fotograficzną sesję, sam chętnie bym go zajął.

Cytrynek usiadł na ziemi i zaczął przewracać się z boku na bok. Swoim zwyczajem nie rozkładał skrzydeł, tylko zmieniał pozycje niczym człowiek, który każdy skrawek ciała pragnie ładnie i równo opalić. Lewy bok, chwila przerwy, druga strona. I tak przez kilka minut chłoną ciepło każdą komórką ciała. Miałem wrażenie, że zapada w rozkoszną drzemkę. Pod koniec nawet nie reagował, gdy zbliżałem doń obiektyw na kilkanaście centymetrów. Odleciał dopiero wówczas, gdy mój cień zasłonił mu słoneczko.

Tym, których fascynuje przyrodnicza fotografia, podpowiem, iż motyla można łatwo oswoić. Będzie pozował do zdjęć niczym rasowa modelka. Sztuka udaje się dopiero wówczas, gdy pojawią się kwiaty. Trzeba cierpliwie łazić za upatrzonym motylem. Po chaszczach, po wykrotach i po błocie. Uważać na słońce za plecami i pilnować, by cień nie płoszył owada. Za każdym razem, gdy będzie sycił się nektarem, powoli zbliżać aparat. Będzie uciekał, ale za każdym razem wolniej. Wreszcie przestanie reagować. Zeszłego roku obłaskawienie cytrynka zajęło mi pół godziny. Pod koniec bez ceregieli poprawiłem go palcem, by wyszedł w kadrze, jak mi pasowało. Byłem utytłany jak nieboskie stworzenie i nieco podrapany, ale zdjęcia były doskonałe.

Latolistki należą do wyjątkowo długowiecznych motyli. Najbliżsi krewni z rodu bielinków żyją nie dłużej niż cztery tygodnie. Samce giną szybko, tuż po miłosnych uściskach. Samice do czasu, aż złożą ostatnie jajo. Potem przestają być potrzebne. Drugie pokolenie pawich oczek przetrwa góra trzy, cztery miesiące. Piękne motyle żałobniki, które pokażą się za kilka tygodni, latały już pod koniec zeszłego lata. Marcowe cytrynki przyszły na świat początkiem lipca 2015 roku. Gdy letnie upały stały się uciążliwe, zgrabnie zagrzebały się w suchych liściach. Zapadły w letnie odrętwienie, gdyż motyl najwyraźniej nie lubi wysokich temperatur. Ponownie pokazały się we wrześniu. Dopóki pogoda dopisywała, dopóty objadały się nektarem, gromadząc energię na zimę. Początkiem października znowuż zrobiły użytek z twardych skrzydełek. Jesienią opadłych liści nie brakuje. Nie muszą zakopywać się specjalnie głęboko, gdyż ciało wysycone specjalnymi substancjami nie zamarza nawet w trzaskające mrozy.

Jeśli zima będzie łagodna, motyle wyjrzą na świat już w początkach lutego. Jeśli przyjdzie załamanie pogody, wrócą do sypialni. Skrzydła motyla są uznane za symbol delikatnej kruchości. Nie u cytrynka. Ozdoby używa wielokroć niczym łopaty i co najdziwniejsze, nawet po wielokrotnym użytku skrzydła nie tracą fasonu. Za półtora miesiąca, po spełnionych godach samice zaczną składać jaja na młodych liściach kruszyny i szakłaku. Misja przedłużenia gatunku zostanie zakończona, ale cytrynki bynajmniej nie zejdą ze sceny. Nim zginą, w doskonałej kondycji doczekają połowy lata. Czasami bywa i tak, iż w lipcu latają obok siebie weterani i młodzież, która dopiero co opuściła poczwarki. Jeśli dobrze liczę, to latolistek cytrynek żyje jedenaście miesięcy. Prawdziwy motyli matuzalem.

***

Jest to jedyny europejski motyl zimujący w opadłych liściach.

Gatunek występuje w Europie, północnej Afryce, strefie umiarkowanej w Azji (aż po Japonię). W Polsce gatunek pospolity. U tego motyla wyraźny jest dymorfizm płciowy

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie