Parada lwów

Redakcja
We Lwowie trwa kolejne miejskie święto na wesoło. Tym razem, to już tradycyjny drugi festiwal „Parada lwów”. Dwa lata temu dwadzieścia pomalowanych lwów w mgnieniu oka rozkupiły lwowskie firmy i organizacje. Z tamtej pierwszej kolumny lwów jeden znalazł swoje miejsce w Muzeum Piwa, inny jest symbolem lwowskich „Karpat”, jeszcze jeden zdobi wejście do Konsulatu litewskiego…

Fot. Jurij Smirnow

Przeznaczenie tegorocznych lwów jest inne. Po zakończeniu festiwalu pojadą one do stolicy Ukrainy Kijowa i miast obwodowych. Któryś z nich zostanie może we Lwowie. Organizatorem II parady lwów była społeczna organizacja „Srebrne skrzydła”. Projektem kieruje Wiktor Romaniuk, zaś wszystko robią wolontariusze na czele z sympatyczną dziewczyną Ulaną Burak. Wszystkich lwów było dwadzieścia dziewięć, lecz jednego już niema. Pilnie pojechał do Odessy, gdzie akurat odbywał się dzień miasta. Artyści-malarze kilka tygodni pracowali na podwórku ratusza, 12 września wszystkie lwy zostały wystawione w Rynku, przy głównym wejściu do ratusza. Każdego dnia obok lwów zbiera się tłum ludzi - turystów i lwowian, dorosłych i dzieci. Wielu z nich nie tylko chce sfotografować się obok, lecz niektóre chcą wleźć na upodobanego przez siebie lwa. Dlatego właśnie na placu stale dyżuruje straż miejska. Jaskrawe farby, którymi pomalowano plastykowe zwierzęta i piękna słoneczna pogoda sprzyjają odczuciu święta i radości u każdego przechodnia. Każdy też może wziąć udział w głosowaniu na najlepszego lwa. Ten lew „sympatia widzów” pojedzie do Kijowa. Możliwie też, że ta defilada lwów lwowskich zainteresuje czytelników naszej gazety w Polsce i któreś z polskich miast też zechce mieć oryginalnego lwowskiego lwa. Koszt produkcji jednego lwa wynosi 6.667 hrywien, zaś wszystkie razem ponad 200.000 hrywien. Sponsorowały produkcję tych zwierząt browary lwowskie i kilka innych organizacji i firm prywatnych przy wsparciu Lwowskiej Rady Miejskiej. W malowaniu wzięli udział znani malarze lwowscy i studenci Akademii Sztuk Pięknych i Akademii Drukarstwa.
Wśród malarzy swego lwa przedstawił Włodzimierz Kostyrko. Lew Kostyrki ma bezpośredni stosunek do prasy, bo reklamuje pierwszą lwowską gazetę „Gasette de Leopol” („Gazeta Lwowska”) wydaną w roku 1811 roku. Lew Włodka Kaufmana ma czarną opaskę na oczach. Czy jest ślepy, czy nie chce patrzeć na to wszystko, co się dzieje we współczesnym Lwowie?
Do akcji dołączyły się i niektóre gwiazdy sceny. Znana śpiewaczka Rusłana zaproponowała namalować na lwie zakochanych, dla których jest otwarty cały świat. Kuźma (solista zespołu „Skriabin”) zaproponował chyba najbardziej „egzotycznego” lwa, który ma czarne wąsy i czarną czapkę. Studentka Akademii Drukarstwa Anastazja-Olga Sygłowa przedstawiła lwa pod nazwą „Właściciel czasu”. Tego lwa zdobią liczne zegary, zaś na każdym ten sam czas – 12 godzina 56 minut, co ma oznaczać rok założenia Lwowa 1256. Są też lwy bursztynowy, piwny, czerwony, w kolorach galicyjskich i w kolorach lwowskich „Karpat” (biało-zielony”. Na niektórych namalowano znane zabytki lwowskiej architektury, a nawet mapę naszego miasta.
Młodzi artyści podeszli do swego dzieła naprawdę z entuzjazmem i natchnieniem, zaś święto udało się. Wielu lwowianom podarowano mgnienie szczęścia (zwłaszcza dzieciom) i dobrego nastroju. W nasze nielekkie czasy jest to sprawą dobrą i pożyteczną, i na szczęście bez polityki i agitacji, a z dobrym humorem.
Wśród malarzy swego lwa przedstawił Włodzimierz Kostyrko. Lew Kostyrki ma bezpośredni stosunek do prasy, bo reklamuje pierwszą lwowską gazetę „Gasette de Leopol” („Gazeta Lwowska”) wydaną w roku 1811 roku.
Lew Włodka Kaufmana ma czarną opaskę na oczach. Czy jest ślepy, czy nie chce patrzeć na to wszystko, co się dzieje we współczesnym Lwowie?
Jurij Smirnow

Wideo

Dodaj ogłoszenie