Pasieka Pana Edwarda

Redakcja
Pierwszy raz gorlicki pszczelarz spotkał się z tym interesującym hobby przed 30 laty. Wtedy to wraz z kolegą pojechał zakupić trzy ule. Miały one być puste, ale jakimś dziwnym trafem jeden okazał się pełny, zamieszkiwała w nim cała rodzina pszczół.

Gorlice

 Edward Augustyn zajmuje się pszczelarstwem już ponad 30 lat. Jego dorobek to blisko 50 uli. W każdym z nich "zamieszkuje" około 60 000 pszczół. To jedna z największych pasiek w Gorlicach.
 - Gdy zacząłem zajmować się pszczołami, najpierw się bałem i sądzę, że każdy pszczelarz na początku odczuwał niepokój. Później wszystko zależy od przyzwyczajenia się do brzęczenia, a to jest kwestią czasu.
 Codziennie w rannych godzinach pan Edward jedzie do pasieki, by obserwować pszczoły. Wykonuje także prace związane z poszerzaniem gniazd, zakładaniem nastawek, izolatorów, odbieraniem miodu i łączeniem pszczół.
 - Prawdziwy pszczelarz powinien dbać o ule, powinny one być utrzymane w czystości i kolorowo wymalowane, to świadczy o właścicielu pasieki.
 Domki dla pszczół robione są z drzewa, płyty pilśniowej lub ze sklejki. Z zewnątrz powinny być wymalowane farbą, natomiast wewnętrzne ścianki specjalnym olejem zwanym pokostem. Można także ocieplić je styropianem. Pan Edward stosuje ule tzw. wielkopolskie (ramka 36 x 26 cm).
 Gorlicki pszczelarz może pochwalić się pięcioma produktami: miodem, pierzgą, pyłkiem, woskiem i jadem pszczelim. Wszystkie informacje o swoim hobby czerpie z książek i czasopism. Według niego, szanowany pszczelarz powinien wiedzieć wszystko o pszczołach i powinien mieć pracownię pszczelarską. Oczywiście, pan Edward posiada taką, z różnego rodzaju nadstawkami do gromadzenia nektaru, podkarmiaczkami, izolatorami, matami ocieplającymi, ramkami, urządzeniami do poławiania pyłków i miodarką. Wszystko własnej produkcji i projektu.
 Nasz bohater nie należy do żadnego koła lub stowarzyszenia skupiającego gorlickich pszczelarzy.
 - Długo należałem do Koła Pszczelarzy w Gorlicach, ale gdy przekonałem się, że zarząd nie przestrzega statutu, nic nie robi dla pszczelarzy, nie organizuje żadnych szkoleń, prelekcji, wycieczek i nie udostępnia żadnych fachowych czasopism, zmuszony byłem odejść z tego stowarzyszenia. Wysłałem list do zarządu z moimi propozycjami. Niestety, władze nie ustosunkowały się do moich wskazówek i tak zakończyła się moja przygoda z kołem.
 W pamięci pszczelarza utkwiła jedna humorystyczna sytuacja, związana z pasieką:
 - Gdy mój syn miał około 15 lat, postanowiłem zachęcić go do pszczelarstwa. Pokazałem mu, jak to wszystko wygląda i mówię: synu, będziemy szukać matki w tym ulu, bo chcę ją wymienić - wskazałem na pobliski ul i zabraliśmy się do pracy. Niestety, nie udało nam się. A ponieważ nadchodziła noc, zamknąłem ul i tą sprawą mieliśmy zająć się w dniu następnym. Gdy przyszedłem z pracy do domu, zastałem syna przy rozebranym całkowicie ulu. Rozłożył wszystkie ramki wokół ula, chciał po prostu znaleźć dla mnie upragnioną pszczelą matkę. Ostatecznie nie udało mu się, a ja musiałem wszystko szybko poskładać, bo rozpoczął się atak innych pszczół i groziło nam niebezpieczeństwo.

GRZEGORZ SZYMAŃSKI

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie