Pastis

Redakcja
Pastis nie spadł jednak z nieba. Najpierw - i to dokładnie 100 lat temu - najmodniejszy trunek południowej Europy był koloru zielonego. Brało się specjalną łyżeczkę z nawierconymi dziurkami, na nią kładło się kostkę cukru, a na wszystko sączyło się wodę, która w postaci syropu spływała do kieliszka wypełnionego "zieloną czarodziejką". Napój w kieliszku natychmiast mętniał i zabarwiał się na biało. Ten trunek nazywał się absynt, mocny, ziołowy alkohol o zielonej, chlorofilowej barwie, przygotowany na bazie piołunu, chińskiego anyżku gwiaździstego, kopru, i innych ziół. Znany był także w kręgach naszych rodzimych artystów, z pod znaku Młodej Polski. Produkcja absyntu została zabroniona w roku 1915, kiedy uznano, że zawarty w piołunie eteryczny olejek doprowadza po dłuższym używaniu do szaleństwa. Ludzie jednak chcieli, a że prawa popytu i podaży są nie do pokonania, podaż absyntu zastąpiono podażą trunku zastępczego. Nie zawierał on już złowieszczego piołunu i nie był zielony, żeby się władza nie czepiała. Nie używało się też już dziurkowanych łyżeczek ani kostek cukru. Tak powstał pastis, którego nazwa pochodzi z języka prowansalskiego, gdzie oznacza mieszaninę. Nowy trunek, o przyjemnej miodowej barwie zadomowił się naprawdę, gdy ustalono, że poziom alkoholu może osiągnąć 40 proc. Narodził się Ricard, "prawdziwy pastis z Marsylii", dziś pierwsza marka pastisu przed Pernodem (to ten który miał monopol na absynt) oraz trzecim konkurentem: Pastisem 51. Na południu Francji pastis stał się wręcz napojem narodowym - używany jako aperitif, dobrze rozcieńczony i zimny, znakomicie nadał się do gorącego klimatu. Z tym zastrzeżeniem, że aperitf może być pojęciem względnym, wszystko zależy od pory posiłku. Pastis pija się więc powszechnie w kawiarniach i bistrach od godzin rannych do późnych nocnych.

Przepis

Łagodne dziecię zielonej czarodziejki, ale nie zapominać o wodzie!

Najbardziej francuski ze wszystkich aperitifów. Aby w pełni docenić zalety tego napoju, potrzebne są następujące elementy: szklaneczka pastisu i dzbanek z zimną wodą, stolik na tarasie kawiarni obowiązkowo pod śródziemnomorskim jaworem, piękna, upalna pogoda słonecznej Prowansji, wesołe pobrzękiwanie kostek lodu w szklaneczce i suchy trzask uderzających o siebie żelaznych kul do gry. Zmieszany z wodą pastis przybiera kolor kremowobiały, pachnie anyżkiem i lukrecją, z pobliskiego ogrodu dochodzi granie cykad...
 Pije się go w wysokich szklankach, dość dużych, aby rozcieńczyć napój wodą w stosunku jedna porcja pastisu na pięć porcji wody. Zazwyczaj dorzuca się jeszcze kilka kostek lodu. Koneserzy i znawcy (jakiż trunek nie ma koneserów) radzą, by wody było jeszcze więcej. Praktyka odwrotna też ma swoich zwolenników - są nimi np. gracze w kule na południu Francji, gdzie kolejka pastisu tradycyjnie przeplata się z partiami. Piją w małych szklaneczkach, gdzie doza pastisu jest wciąż ta sama, wody za to mniej. Taki pastis nazywa się mimolette. Jeśli do pastisu dolać syropu miętowego, to powstaje tzw. "papuga". Zdarza się też, acz rzadko, wypijanie pastisu "na sucho" czyli wogóle bez wody. Jest to czyn heroiczny i niemal samobójczy - nie o moc alkoholu tu idzie, a o straszliwą koncentrację ziół i przypraw. Szaleniec, któremu udało się przełknąć pastis bez wody, cierpi nazajutrz na ciężki ból głowy, a jego trzewia są skręcone jak lina okrętowa. Dochodzi
do siebie nie prędzej jak po dwóch
- trzech dniach.

WOJCIECH BRÓZDA

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie