Pasztet z królikami

ALG
Na jedną z działek położonych przy ulicy Biały Krzyż w Proszowicach ktoś wyrzucił dwa worki, w których znajdują się zwierzęce szczątki. Właścicielka nieruchomości nie kryje obrzydzenia. I nie tyle widokiem skór i wnętrzności, ile postępowaniem osoby, która w taki sposób postanowiła pozbyć się kłopotliwych odpadów.

Jak dyskretnie i bez wysiłku pozbyć się problemu?

   Miejsce rzeczywiście wydaje się wymarzone na dyskretne pozbycie się śmieci: położone z dala od zabudowań, nieoświetlone, a przy tym prowadzi do niego całkiem dobra droga. Wystarczy skręcić z drogi prowadzącej z Proszowic w kierunku Łaganowa, wjechać kilkadziesiąt metrów w pola i bez świadków oraz wysiłku podrzucić komuś świnię, pardon, królika. - Nie jestem w stanie zrozumieć takiego postępowania. Jeden człowiek idąc ulicą podniesie z ziemi papierek, drugi podrzuci innemu taki prezent. Z jednej strony w szkołach uczymy dzieci zachowań przyjaznych dla środowiska, a z drugiej dajemy im takie przykłady. Zresztą, to nie pierwsze tego typu zdarzenie w tym miejscu. Kiedyś ktoś podjechał pod działkę i wylał tu zawartość szamba. Na szczęście była to zima i fetor nie był bardzo wyczuwalny - mówi właścicielka działki, pokazując dwa foliowe worki pełne zwierzęcych szczątek. We wtorek były jeszcze całe, w nocy psy lub lisy mocno je poszarpały rozwlekając część zawartości po okolicy.
   Właścicielka pola obawia się, że mogły to być króliki padłe z powodu zarazy. Lekarz weterynarii Władysław Żądło wyklucza jednak taką możliwość. - Niedawno rzeczywiście mieliśmy problemy z tzw. krwotoczną zarazą królików, na którą masowo padały zwierzęta nieszczepione. Teraz jednak zarazy już nie ma - mówi.

   Zdaniem powiatowego inspektora weterynarii Kazimierza Żaka to, co nieznany sprawca podrzucił na działkę w okolicy Białego Krzyża - to resztki poubojowe. - W workach znajdują się głównie wnętrzności i skóry, prawdopodobnie pozostałości po domowym uboju królików. Jest też jedna tusza, którą właściciel z jakiegoś powodu wyrzucił - mówi Kazimierz Żak.
   Sposób rozwiązania sprawy nasuwa się sam i jest bardzo prosty: trzeba wykopać odpowiednio głęboki dół i zakopać szczątki. Problem w tym, że gdyby właściciel królików wykazał minimum przyzwoitości i dobrej woli, zrobiłby to sam, a nie podrzucał odpadów innym. - Jeżeli padnie duże zwierzę, jak koń czy krowa, właściciel musi o tym powiadomić przedsiębiorstwo, które zajmuje się utylizacją padłych zwierząt. Na naszym terenie jest to "Saria" z Gołczy. W przypadku zwierząt małych, takich jak króliki, nie jest to wymagane. Wystarczy taką sztukę zakopać w odpowiednim miejscu. W tym wypadku jednak komuś po prostu nie chciało się tego zrobić i postanowił pozbyć się odpadów w sposób wymagający najmniejszego wysiłku. Zresztą, takie postępowanie wcale nie należy do rzadkości. Często docierają do nas informacje o ciałach zwierząt porzucanych choćby nad Wisłą - mówi Kazimierz Żak.
Tekst i fot. (ALG)

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie