Piątka dla zwierząt. Ekolodzy: fermy futerkowe trzeba zamknąć i skończyć z okrutnymi praktykami. Rolnicy: ta ustawa jest antypolska

Agnieszka Kamińska
Agnieszka Kamińska
Jeden z protestów przeciwko fermom norek
Jeden z protestów przeciwko fermom norek Archiwum Polska Press
Rolnicy zamierzają protestować przeciwko projektowi ustawy PiS, która zakłada m.in. zakaz hodowli zwierząt na futra. Twierdzą, że ustawa wykończy polskich rolników. Popierają ich narodowcy i ojciec Tadeusz Rydzyk. Aktywiści ekologiczni grzmią: musimy zrobić wszystko, żeby skończyć z tymi barbarzyńskimi hodowlami – zwierzęta żyją w skandalicznych warunkach, są zabijane w okrutny sposób. Najwyższa Izba Kontroli kilka lat temu stwierdziła wiele nieprawidłowości na fermach.

Projekt „Piątki dla zwierząt”, ustawy zakładającej m.in. zakaz hodowli zwierząt na futra, promuje osobiście Jarosław Kaczyński. Prezes PiS stwierdził, że każdy dobry człowiek powinien poprzeć tę ustawę. A on popiera ją z całego serca. Wtóruje mu premier Mateusz Morawiecki, według którego sprzeciw wobec hodowli to przejaw ludzkiej przyzwoitości. Choć w podobnym tonie mówi wielu polityków Zjednoczonej Prawicy, to jednak nie wszyscy. Najlepszym przykładem jest minister rolnictwa Jan Ardanowski.

Zakaz, jak powiedział, jest wypowiedzeniem wojny polskim rolnikom. „Co za różnica, czy to zabijanie norek, lisów, świni czy krowy? - mówił kilka dni temu w jednym z wywiadów. We wtorek w sieci pojawił się list Aradowskiego do polityków PiS (opublikował go Onet.pl). Minister pisze w nim m.in.: "Wprowadzenie kontrowersyjnej ustawy krótko po wyborach, w których polska wieś przesądziła o wyborze Andrzeja Dudy na stanowisko prezydenta RP, a pół roku wcześniej o wygraniu wyborów parlamentarnych przez Zjednoczoną Prawicę wywoła bardzo poważne konsekwencje polityczne (...) Straty wizerunkowe Prawa i Sprawiedliwości będą trwałe i bardzo trudne do odwrócenia, niemożliwe do zrekompensowania jakimikolwiek środkami przed następnymi wyborami”.

Pojawiają się opnie, że Ardanowski otwarcie krytykuje „Piątkę dla zwierząt”, bo ma świadomość, że jego dni w rządzie są policzone. Dodajmy, że Ardanowski wiele razy naraził się aktywistom ekologicznym – np. wówczas, gdy próbował przeforsować zakaz odbierania przez organizacje ekologiczne maltretowanych zwierząt rolnikom. Wcześniej zasłynął mówiąc, że „płetwa bobra działa jak afrodyzjak”. Takim stwierdzeniem zachęcał do polowań na te zwierzęta.
Koalicjanci PiS – Solidarna Polska i Porozumienie – również patrzą na projekt z dystansem. Jadwiga Emilewicz, minister rozwoju z ramienia Porozumienia, stwierdziła, że nie można całej branży futrzarskiej powiedzieć: za pół roku przestaniecie istnieć. Emilewicz jest za tym, aby dać przedsiębiorcom więcej czasu na likwidacje lub przekształcenie biznesów. Michał Woś, minister środowiska z Solidarnej Polski, mówił z kolei, że „należy podnosić standardy dobrostanu zwierząt” oraz że “projekt czeka długa dyskusja”

„Ekoterroryzm częścią ofensywy LGBT”

Jest też jeszcze, a może przede wszystkim, ojciec Tadeusz Rydzyk, wokół którego skupiło się środowisko hodowców. Na antenie Radia Maryja wypowiadał się jeden z nich, w dodatku hojny sponsor rozgłośni. Powiedział tak: „Rolnictwo, które zdecydowało o zwycięstwie PiS i Andrzeja Dudy, zostało dziś zdradzone. (…) Apeluję do polityków PiS o powściągliwość w brataniu się z lewacką ideologią. Albo jesteśmy za polskim rolnictwem, za polskim rolnikiem i za polską gospodarką, albo idziemy ramię w ramię z lewacką ideologią i wchodzimy w tę samą narrację, która niszczy nas, Polaków, i polskich rolników”. Temu, że zakaz miałby zniszczyć polskich rolników, sprzeciwiał się wicerzecznik PiS Radosław Fogiel. Tłumaczył, że podatki z tytułu działalności w tej gałęzi przemysłu płaci około 900 osób. Na dokładkę, po ogłoszeniu przez PiS projektu, na łamach „Naszego Dziennika” można było przeczytać, że w Polsce chroni się zwierzęta, a zapomina o życiu nienarodzonych. Gorąca dyskusja i pęknięcie w środowisku popierającym PiS, jest na rękę Konfederacji, której członkowie zarzucają partii rządzącej lewicowość.

Promują się na jedyną prawicową partię, dbającą o polski interes. „Konfederacja nigdy nie poprze projektu zakazu hodowli zwierząt futerkowych. To są pomysły stricte lewicowe” - grzmiał Krzysztof Bosak, którego poparła Młodzież Wszechpolska. Według niej, „zakaz hodowli na futra to element ekoterroryzmu, a ten jest częścią ofensywy LGBT.”

Czytaj także

Kaczyński zapowiedział antyfuterkowe przepisy już w 2017 roku. Powtarzano wówczas, że zwierzęta są dla niego bardzo ważne. Zgryźliwcy odnosili się nawet do kotów prezesa - Fiony i Czarusia - których wpływ na szefa PiS, jeśli chodzi o prozwierzęce propozycje, mógł mieć znaczenie. Do kotów nawiązywał ówczesny poseł Koalicji Obywatelskiej Paweł Suski, mówiąc: „Panie prezesie, ma pan koty. To stwarza wrażenie, że lubi pan zwierzęta. Chcę poprosić, aby zagłosować za naszą poprawką dotyczącą zwierząt”. Prezes nad poprawką się pochyliła, ale ostatecznie domniemany koci wpływ przegrał z wpływem radiomaryjnym. Ustawa, jak mówiono, pod naciskiem części polityków PiS i Tadeusza Rydzyka, trafiła do sejmowej zamrażarki. Do końca poprzedniej kadencji nie była procedowana. Kilka miesięcy temu prezes zapowiedział, że po wyborach znów zajmie się projektem. Ale czy nie ugnie się pod naciskiem redemptorysty? „Prezes Jarosław Kaczyński uznał najwyraźniej, że teraz jest dobry moment na załatwienie tej sprawy, bo ojciec dyrektor chwilowo nie jest tak bardzo potrzebny. Wybory są przecież dopiero za trzy lata – mówił na antenie TOK FM politolog prof. Antoni Dudek.
Według niego, tym razem wygrana lobby futrzarskiego i wrzucenie projektu do kosza, byłoby dla Kaczyńskiego zbyt dużą porażką. Niektórzy jednak powątpiewają, czy prezes rzeczywiście kieruje się dobrem zwierząt. To trochę dziwne, jak mówią niektórzy politycy opozycji, że właśnie teraz, gdy szaleje koronawirus i gdy zagrożone są miejsca pracy, PiS wszczyna batalię w obronie norek i szynszyli.

- Sprawa hodowli zwierząt futerkowych ma przykryć to, co dzieje się w budżecie państwa – twierdzi poseł Koalicji Obywatelskiej Tomasz Lenz.

Zwierzęta futerkowe narzędziami w rękach PiS?

Eksperci wskazują na jeszcze inną rzecz. Forsowanie przepisów prozwierzęcych może być sposobem na osłabienie opozycji, która do tej pory kreowała się na obrońców zwierząt. Może to być też próba wytrącenia argumentów z rąk ekologicznych aktywistów, którzy stawiają PiS wiele zarzutów - m.in. że
działało pod dyktando myśliwych, przyjmując prawo łowieckie i że doprowadziło do wycinek lasów, wprowadzając „lex Szyszko”. Kontrowersje budzi też sprawa strzelania do dzików, również ciężarnych loch, w ramach walki z ASF. Poza tym, proponując prozwierzęcą ustawę, PiS otwiera się na młody elektorat. Filmik z Kaczyńskim, mówiącym o prawach zwierząt futerkowych, można zobaczyć na popularnym wśród młodzieży Tik Toku, na profilu Forum Młodych PiS. Co więcej, prezes zainicjował, zgodnie z internetową modą, akcję polegającą na nominowaniu innych osób, którzy powiedzieliby jak bardzo są złe hodowle zwierząt na futra.

- Nie bardzo wierzę w to, że politycy kierują się szczytnymi ideałami, ale w to, że mają na uwadze interes polityczny swojej partii. Ostatnie wybory pokazały, że elektorat PiS to głównie emeryci, którzy w naturalny sposób będą się wykruszać. Prezes doskonale wie, że jeśli jego partia ma przetrwać, to musi do niej przyciągnąć młodych. Może to zrobić podejmując ekologiczny temat. Poza tym, po ewentualnym wprowadzeniu przepisów prozwierzęcych, prezes Kaczyński zdobędzie silną podstawę do stwierdzenia, że PiS w sprawie zwierząt zrobiło więcej niż inne partie, mówiące o sobie, że są ekologiczne. Norki i szynszyle postrzegam raczej jako narzędzia w rękach polityków PiS – mówi Jarosław Graczyk, politolog.

Co właściwie proponuje PiS w „Piątce dla zwierząt”? Projekt przewiduje m.in. zakaz hodowli zwierząt na futra, wzmocnienie społecznej kontroli warunków, w jakich są one przetrzymywane, zakaz wykorzystywania ich w celach rozrywkowych i widowiskowych, a także zakaz stałego trzymania zwierząt na uwięzi. Przepisy określają minimalne wymiary kojców dla psów oraz ograniczają ubój rytualny, czyli bez ogłuszania zwierzęcia (ale ma on być dopuszczony na potrzeby krajowych związków wyznaniowych - muzułmańskich i żydowskich).

Koalicja Obywatelska generalnie popiera projekt, ale zamierza zgłosić własne poprawki. Przepisy, według KO, powinny zabezpieczać przed utratą pracy, przewidywać wypłacanie przedsiębiorcom odszkodowań lub udzielanie kredytów na zmianę profilu działalności. Małgorzata Tracz z KO chce też zakończenia polowań na ptaki. A Dariusz Joński z KO proponuje dorzucić zakaz przewożenia turystów konnymi powozami w Tatrzańskim Parku Narodowym. Projekt popiera Lewica. Natomiast szereg zastrzeżeń do projektu ma PSL. Ludowcy są za rozwiązaniami zmierzającymi do poprawy dobrostanu zwierząt, ale są przeciwko ograniczeniu tzw. uboju rytualnego. PSL zamierza zgłosić poprawki i zaprezentować własną "piątkę dla środowiska" .

Sadystyczne praktyki są faktem

Fundacja Międzynarodowa Ruch na rzecz Zwierząt - Viva od lat prowadzi śledztwa, dzięki którym ujawnia nieprawidłowości na fermach. Zamieściła na swoim facebookowym profilu film, który został nakręcony na fermie pod Poznaniem. Widać na nim, jak hodowca wyciąga z klatek lisy i wiesza je na haku. Po czym, wkładając elektrodę do odbytu i pyska, razi je prądem. Sadystyczne praktyki na fermach, jak mówią aktywiści, są niestety faktem.

- Nasi wolontariusze na fermach znajdowali też ciała martwych zwierząt. Na terenie jednej z nich sfilmowano lisa z odgryzioną kończyną, z której sterczała kość. Lisy, które w naturze są samotnikami i poruszają się po terenie 300-400 hektarów, zmuszane są do spędzenia całego życia na powierzchni wynoszącej pół metra kwadratowego. Żyją w drucianych klatkach, z drucianym podłożem. Nie można godzić się na takie cierpienie zwierząt. Musimy zrobić wszystko, żeby skończyć z tym barbarzyństwem - twierdzi Mikołaj Jastrzębski z Fundacji Międzynarodowy Ruch na Rzecz Zwierząt – Viva.

Wyniki kontroli, które kilka lat temu przeprowadziła NIK i na które powołują się aktywiści i PiS, są zatrważające. W 87 proc. skontrolowanych wówczas ferm nie przestrzegano wymagań ochrony środowiska. W 48 proc. działalność hodowlana prowadzona była w obiektach nielegalnie wybudowanych lub użytkowanych. W 35 proc. nie przestrzegano przepisów weterynaryjnych. Poza tym, według NIK, dotychczasowy system ochrony bezdomnych zwierząt jest niewydolny z powodu funkcjonowania prywatnych schronisk, w których dochodziło do licznych nieprawidłowości.
W całym kraju działa ponad 700 ferm. Na Pomorzu jest ich kilkadziesiąt - najwięcej ferm lisów i norek. Zakaz hodowli zwierząt na futra został już wprowadzony m.in. w Wielkiej Brytanii, Austrii, Chorwacji, Holandii, Czechach, na Słowacji. Tymczasem Polska jest obecnie jednym z największych na świecie producentów skór ze zwierząt futerkowych. Na polskich fermach, według Polskiego Związku Hodowców Zwierząt Futerkowych, pracuje 12-13 tys. pracowników. Cała branża, z uwzględnieniem m.in. transportu, może zaś tworzyć 50 tys. miejsc pracy.

Czytaj także

Dziś norki, jutro świnie

Ogólnopolskie Porozumienie Związków Zawodowych Rolników i Organizacji Rolniczych jest jednym z największych przeciwników projektu PiS. Sławomir Izdebski, szef tej organizacji, w liście do Jarosława Kaczyńskiego stwierdził:„Wprowadzenie zakazu hodowli zwierząt na futra może doprowadzić do sytuacji, że ze względów ideologicznych zakazać będzie można każdej produkcji". Twierdzi też, że zwierzęta futerkowe są teraz karmione odpadami organicznymi. Po likwidacji ferm, trzeba będzie je utylizować konwencjonalnie, czyli – jak stwierdził - „palić w niemieckich spalarniach". Izdebski sprzeciwia się zakazowi uboju rytualnego na eksport. „30 proc. wołowiny i 40 proc. mięsa drobiowego, eksportowanego z Polski, pochodzi właśnie z uboju rytualnego. Utratę rynków zbytu przez polskich rolników szybko wykorzystają producenci z innych państw” - uważa Izdebski. Szef OPZZRiOR sprzeciwia się też zwiększeniu uprawnień organizacji ekologicznych. „Samozwańczy inspektorzy do spraw ochrony zwierząt będą mogli bez zgody właścicieli, i pomimo ich sprzeciwu, wchodzić na teren gospodarstw i odbierać zwierzęta" - napisał Sławomir Izdebski

Z harmonogramu Sejmu wynika, że w środę 16 września, odbędą się pierwsze czytania projektu nowelizacji ustawy o ochronie zwierząt. Rolnicy na ten dzień zapowiedzieli protest, który ma się odbyć przed siedzibą Prawa i Sprawiedliwości w Warszawie.

Oto co m.in. zawiera projekt:

  • Zakaz hodowli zwierząt na futra, z wyłączeniem królików.
  • Zakaz wykorzystywania zwierząt w cyrkach. Mają one trafić do ogrodów zoologicznych lub schronisk dla zwierząt, a z budżetu państwa wypłacona zostanie rekompensata za utrzymanie tych zwierząt.
  • Zakazany ma zostać ubój rytualny. Wyjątek dotyczy uboju na zamówienie krajowych związków wyznaniowych.
  • Zakazane ma być trzymanie psów na uwięzi na stałe (tymczasowo będzie można przywiązać zwierzę do łańcucha 6-metrowego), nie będzie można tez używać kolczatek.
  • Przepisy ustanowią minimalne powierzchnie kojców: co najmniej 9 metrów kw., a w przypadku większych psów - 12 i 15 metrów kw. na jedno zwierzę.
  • Hodowle psów i kotów będą musiały być wpisane na listę związku kynologicznego lub unii felinologicznej.
  • Schroniska dla bezdomnych zwierząt będą prowadzone tylko przez samorządy i organizacje pozarządowe. Lekarz weterynarii będzie kontrolować każdą taką placówkę raz na kwartał.
  • Lepsza ma być egzekucja przepisów. Inspekcja weterynaryjna będzie mogła wymierzać mandaty do 5 tys. zł.
  • Powołana ma zostać rada do spraw zwierząt przy ministrze spraw wewnętrznych i administracji.
  • Kolejne uprawnienia zyskają też organizacje społeczne. Będą mogły uczestniczyć w postępowaniach administracyjnych i cywilnych, a policja i straż miejska będą asystować przy odbieraniu zwierząt. Utrudnianie działania takim organizacjom będzie wykroczeniem, karanym grzywną.

Akcja "Klatka po klatce" przed Galerią Bałtycką w Gdańsku. ...

Kiedy zakaz chowu klatkowego kur w Polsce?

Wideo

Materiał oryginalny: Piątka dla zwierząt. Ekolodzy: fermy futerkowe trzeba zamknąć i skończyć z okrutnymi praktykami. Rolnicy: ta ustawa jest antypolska - Dziennik Bałtycki

Komentarze 4

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

G
Gość

A moze tak z chodowcy zedrzec skore i zrobic duza walize ??Juz dawno temu ten zakaz powinien wejsc w zycie.Oczywiscie zarazem musi wejsc w zycie zakaz importu futer zwierzat.Polaczki to cwaniaki i pozakladaja nowe hodowle przy granicach z Polska.

G
Gość

Antypisowcy. Za czyn się teraz opowiedzieć. Prezesie majstersztyk. Brawo

3 kadencji nie będzie !!!

PiS od co najmniej 5 lat kopie sobie grób polityczny.

E
Ehh

Yarek wpiszże do Konstytucji, że Polska to kraj wegański i Prezes jest zwierzchnikiem wszystkiego i wszystkich.....Dosyc ciekawy problem, ale chyba powinien sie zacząć od zakazu(ehh ta wolność ), ogolnie futer w obiegu, tylko co ze skorami i ...zarciem dla kotow.Orlen mógłby się wykazać i wyłożyć kasę na histologie i wytwarzanie produktow odzwierzecych przy udziale komorek i bez...udziału zwierząt, tylko, że Orlen woli parówki w kioskach i na stacjach sprzedawać

Dodaj ogłoszenie

Wykryliśmy, że nadal blokujesz reklamy...

To dzięki reklamom możemy dostarczyć dla Ciebie wartościowe informacje. Jeśli cenisz naszą pracę, prosimy, odblokuj reklamy na naszej stronie.

Dziękujemy za Twoje wsparcie!

Jasne, chcę odblokować
Przycisk nie działa ?
1.
W prawym górnym rogu przegladarki znajdź i kliknij ikonkę AdBlock. Z otwartego menu wybierz opcję "Wstrzymaj blokowanie na stronach w tej domenie".
krok 1
2.
Pojawi się okienko AdBlock. Przesuń suwak maksymalnie w prawą stronę, a nastepnie kliknij "Wyklucz".
krok 2
3.
Gotowe! Zielona ikonka informuje, że reklamy na stronie zostały odblokowane.
krok 3