Piękno bez konserwantów, czyli jak nasze prababki kosmetyki...

Piękno bez konserwantów, czyli jak nasze prababki kosmetyki robiły

Paweł Stachnik

Dziennik Polski 24

Aktualizacja:

Dziennik Polski 24

Aleksandra Zaprutko-Janicka ze swoją książką
1/2

Przejdź do
galerii zdjęć

©Fot. Paweł Stachnik

Uroda. Krakowska historyczka Aleksandra Zaprutko-Janicka napisała książkę o tym, jak w dwudziestoleciu międzywojennym Polki dbały o swoją urodę. Wiele zawartych w tej publikacji domowych przepisów na najróżniejsze kosmetyki autorka wypróbowała osobiście.
- Lubię przeglądać dawną prasę. Jest tam mnóstwo reklam i porad dotyczących pielęgnowania urody i przygotowywania kosmetyków. Natchnęło mnie to do napisania książki na ten temat - wyjaśnia autorka. Praca zatytułowana „Piękno bez konserwantów. Sekrety urody naszych prababek” ukazała się w Krakowie nakładem Ciekawostek Historycznych.

Modowa rewolucja


I wojna światowa przyniosła emancypację kobiet. Musiały zastąpić walczących na froncie mężczyzn w wielu dziedzinach życia i szybko przekonały się, że praca daje pieniądze oraz niezależność. Rewolucji społecznej zaczęła towarzyszyć rewolucja modowa. Panie zrzuciły gorsety i założyły spodnie, obcięły włosy, zaczęły malować twarze. A za ich nowymi potrzebami podążył przemysł kosmetyczny.

- O ile wcześniej malowanie ust uchodziło tylko aktorkom i ladacznicom, to teraz makijaż stał się powszechny. Kobiety chciały wyglądać pięknie i rynek odpowiadał na to zapotrzebowanie. Polski przemysł kosmetyczny eksplodował po I wojnie światowej - mówi pani Aleksandra. Tyle że nie wszystkich stać było na kupowanie kosmetyków. Dlatego robiono je w domu.


Tak powstawały mydła, szampony, szminki, kredki do oczu, farby do włosów i wiele innych specyfików. Kobieca prasa z lat 20. i 30. ub. wieku jest pełna przepisów na domowe sposoby przyrządzania kosmetyków. Dodajmy jeszcze, że w ogromnej większości przypadków robiono je z naturalnych składników, takich jak np. tłuszcz zwierzęcy, miód, olej, wosk pszczeli, woda różana, gliceryna, alkohol, goździki.

- Na wsi po prostu wystarczyło wyjść z koszykiem na łąkę, by nazbierać mnóstwa cudownych ziół nadających się do robienia kosmetyków. Sama robię sobie kosmetyki pielęgnacyjne do ust według przepisu zaczerpniętego z książki poświęconej urodzie kobiecej z 1928 r. - uśmiecha się autorka. Wykorzystuje do tego wosk, masło kakaowe, olej ze słodkich migdałów oraz - dla odpowiedniego zapachu - olejek pomarańczowy i barwnik. Tak powstaje naturalna, ekologiczna szminka do ust.

Kredki do podkreślania oprawy oczu nasze prababki robiły z tłuszczu (smalcu lub łoju) i… sadzy z komina. Z braku pieniędzy dziewczęta często sięgały po najzwyklejsze dary natury. By zaróżowić cerę i usta, smarowały się kawałkiem buraka, truskawką lub czereśnią. A mąka zastępowała puder.

Rumianek, kora, orzechy

Lata 30. przyniosły szaloną modę na farbowanie włosów na blond. Ideałem urody stała się amerykańska aktorka Jean Harlow, wyróżniająca się blond fryzurą i krwistoczerwonymi ustami. Kobiety na całym świecie też chciały tak wyglądać. By rozjaśnić włosy, płukały je w roztworze z rumianku, miodu i cytryny. Żeby jednak uzyskać mocno platynowy blond, trzeba było sięgnąć po poważną chemię. Panie używały więc wody utlenionej w wysokim stężeniu, która eliminowała naturalny kolor.

By natomiast przyciemnić włosy stosowano korę dębową lub łupiny orzechów włoskich. - Każdy chyba pamięta z dzieciństwa, jak bardzo farbują świeże łupiny orzechów. Wykorzystywano ten efekt do barwienia włosów. Łupiny wygotowywano, a powstały ciemnobrązowy płyn, z dodatkiem np. oleju migdałowego, nakładano na głowę. Niedawno przetestowałam to na żywo przed kamerą jednej ze stacji telewizyjnych i okazało się, że jak najbardziej działa: włosy ciemnieją - uśmiecha się pani Ola. Dodając sproszkowanej lawsonii można natomiast uzyskać odcień rudo-ceglasto-czerwony, a indygo sprawia, że włosy stają się jeszcze ciemniejsze.

A jak robiono perfumy i inne pachnidła? Własną wodę kolońską można było sporządzić m.in. z 500 mililitrów alkoholu, esencji z bergamotki, esencji cytrynowej i esencji rozmarynu. Z kolei do wytworzenia wody kwiatowej potrzebne było 250 mililitrów alkoholu, esencja werbeny, esencja cytrynowa i nalewka benzoesowa (czyli z żywicy balsamicznej). Robiono również zapachowe octy służące do nacierania twarzy, mycia włosów, zwalczania łupieżu oraz na dolegliwości skórne.

Krem w trzy minuty

W swojej książce Aleksandra Zaprutko-Janicka zamieściła całe mnóstwo autentycznych przedwojennych przepisów na najróżniejsze kosmetyki, zaczerpniętych z ówczesnych książek, gazet i czasopism. Są wśród nich farby do włosów, pudry, szminki, kredki, kremy, perfumy, a także wody toaletowe i kolońskie. Większość receptur autorka wypróbowała w praktyce sama.

- Ze względu na chorobę autoimmunologiczną muszę unikać nadmiaru chemii, stąd m.in. zainteresowanie naturalnymi kosmetykami. Przygotowując się do napisania książki, testowałam znalezione w źródłach przepisy. Okazało się, że da się je zrobić i że bardzo dobrze działają. Prawie zupełnie zrezygnowałam z kosmetyków ze sklepu i stałam się fanką kosmetyków domowych - opowiada autorka.

Przykład? Przesuszona i podrażniona skóra po kilku dniach pracy na słońcu w ogrodzie. Pomoże na to naturalna substancja nawilżająca. Pani Ola wlewa do fiolki trochę aloesu i ekstrakt z zielonej herbaty lub kasztanowca. Dodaje dobrego olejku, np. z marchewki lub słodkich migdałów. Do tego dochodzi wodny wyciąg z którejś z dobroczynnych roślin (np. rumianku) oraz odrobina emulgatora, który połączy składniki na bazie wody i oleje. Wymieszanie całości zajmuje trzy minuty i naturalny krem nawilżający gotowy!

Skąd jednak wziąć rzadkie niekiedy składniki? W internecie funkcjonują sklepy z półproduktami kosmetycznymi. Można zaopatrzyć się tam we wszystko, czego potrzebujemy. Autorka opowiada, że potrzebowała składników o nazwach niczym z przepisów alchemika: smocza krew, balsam peruwiański, nerola czy ocet orleański. Okazało się, że wszystkie znaleźć można w internecie.

Ciężka chemia

Pani Aleksandra zwraca uwagę, że przedwojenna domowa produkcja kosmetyków miała też drugą, mniej sympatyczną stronę. Połowa ich składników była naturalna, ekologiczna i korzystna dla organizmu. Druga połowa zaś to ciężkie i nierzadko szkodliwe chemikalia, jakich dziś nikt nie odważyłby się użyć. Wówczas jednak bez wahania stosowano ołów, cynk, boraks czy rtęć.

- Pamiętajmy jednak, że dziś mamy większą świadomość działania tych substancji na ludzki organizm. Podniósł się też poziom edukacji. Każdy uczeń ma chemię w szkole. Każda dziewczyna z małego miasteczka czy wsi może otworzyć w internecie bloga pasjonatki kosmetyków i dowiedzieć się wielu ważnych rzeczy. Przed wojną zaś mieszkanka małego miasteczka czy wsi miała najwyżej dostęp do książki lub gazety - mówi pani Aleksandra.

Innym źródłem wiedzy o domowych kosmetykach była oczywiście mama, babcia lub prababcia. Urodzona na krakowskim Kazimierzu Helena Rubinstein, emigrując do Australii, zabrała ze sobą kremy nawilżające przygotowane według rodzinnej receptury. Stosowała je tam, wzbudzając zainteresowanie miejscowych pań swą jasną, delikatną cerą. Krem przywieziony z Kazimierza zrobił furorę i zapoczątkował globalne imperium kosmetyczne Heleny.

A skoro jesteśmy przy Krakowie… W 1924 r. powstała tu firma pod długą nazwą Doktora Lustra Preparaty Kosmetyczno-Lekarskie „Miraculum”. Początkowo mieściła się przy ul. Józefitów, potem przeniosła się na Sławkowską. Założył ją (wraz ze wspólnikami Witoldem Boehmem i Henrykiem Pakszwerem) lekarz kosmetolog, absolwent Wydziału Lekarskiego UJ dr Leon Luster. Produkowała kosmetyki, a rynkowy sukces zapewniło jej właściwe podejście do reklamy. Ambasadorką marki została sama Hanka Ordonówna, popularna aktorka i piosenkarka. Na reklamowej pocztówce z jej portretem można było przeczytać: „Ależ oczywiście najlepsze kosmetyki są Dr. Lustra i ja osobiście tylko te używam - są po prostu cudowne. Hanka Ordonówna”. Drugą ambasadorką była Miss Polonia z 1930 roku Zofia Batycka.

„Miraculum” produkowało szeroki asortyment kosmetyków, m.in. pudry, olejki, kremy, płyny przeciw poceniu, kryształki do kąpieli, kosmetyki dla mężczyzn i dzieci, ołówki do brwi i warg, lakiery i zmywacze do paznokci. W 1931 roku na Międzynarodowej Wystawie w Paryżu puder kosmetyczny „Miraculum” zdobył złoty medal. Po wojnie firma przeszła na własność państwa i kontynuowała działalność, produkując m.in. popularne pachnidła „Pani Walewska” i „Brutal”…

WIDEO: Mówimy po krakosku - odcinek 4

Autor: Gazeta Krakowska, Dziennik Polski, NaszeMiasto









Komentarze

Dodajesz komentarz jako: Gość

Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

Liczba znaków do wpisania:

zaloguj się

Najnowsze wiadomości

Zobacz więcej

Najczęściej czytane

Polecamy

Wideo