Pieniądze czy bezpieczeństwo?

Redakcja
Nauka po wakacyjnej przerwie nabiera rozpędu, a tylko pod nielicznymi szkołami pojawiła się znajoma dzieciom postać. W Nowym Sączu, w którym funkcjonuje łącznie kilkadziesiąt "podstawówek", gimnazjów i szkół średnich, nie uświadczy pana czy pani "stop". Na razie do połowy bieżącego miesiąca nad bezpieczną drogą do szkoły czuwają policjanci. Co będzie później - nie wiadomo. Wszystko uzależnione jest od pieniędzy, a tych na finansowanie etatów szkolnych strażników w miejskiej kasie na razie nie ma.

Uwaga, dzieci!

 Jeszcze przed dwoma, trzema laty przed każdą niemal szkołą, położoną przy ruchliwej drodze czy skrzyżowaniu, można było zobaczyć strażników szkolnych. Dzieci i młodzież szybko przywykły do przeprowadzających je przez jezdnię pana lub pani w charakterystycznej odblaskowej kamizelce i ze znakiem "stop", wstrzymującym ruch. Pomysł zatrudnienia takich osób chwalili też rodzice, którzy byli spokojniejsi o drogę swoich pociech do szkoły. Z biegiem czasu ci tzw. przeprowadzacze zniknęli spod niektórych placówek. Powód był ten sam - brak pieniędzy w gminnych czy miejskich budżetach.
 - Potrzeby w tej materii są mi bardzo dobrze znane, ale trudno mi jest odpowiedzieć, czy przy sądeckich szkołach pojawią się strażnicy szkolni. Na to zadanie w subwencji oświatowej nie ma ani złotówki - mówi Waldemar Olszyński, dyrektor Wydziału Edukacji Urzędu Miasta w Nowym Sączu. - Wszystko jest uzależnione od tego, w jakim stopniu MEN wywiąże się z zaległości płatniczych względem nauczycieli. Zwrócę się do Zarządu Miasta z wnioskiem, by dołożył pieniędzy do oświaty drogą przesunięć z innych działów. Ta decyzja będzie podjęta najprawdopodobniej po otrzymaniu informacji, ile otrzymamy środków zaległych z ministerstwa. Jeśli tylko znajdą się na ten cel fundusze, to mam nadzieję, że strażnicy szkolni wrócą pod szkoły usytuowane w pobliżu najbardziej ruchliwych i niebezpiecznych dróg w mieście. Mam tu na myśli sądecką "dwudziestkę", "dwójkę" "szesnastkę", "szóstkę".
 Przyklasnąć należy natomiast Urzędowi Miasta oraz Urzędowi Gminy w Limanowej. Równo z inauguracją nowego roku szkolnego do pracy przystąpiło 2 strażników. Pani Maria Mamak codziennie dba o bezpieczeństwo ponad siedemdziesięciorga dzieci, uczeszczających do szkoły w Kaninie.
 - Odstukać, nie doszło tu do żadnego wypadku, w którym poszkodowane zostałoby dziecko - powiedziała "Dziennikowi". - W Kaninie na etacie strażnika szkolnego pracuję od czterech lat. Znają mnie wszystkie dzieci. Jest to praca bardzo odpowiedzialna. Obok szkoły znajduje się niewidoczny zakręt i samochody dosłownie wyskakują tuż przed szkołą, a w takim miejscu należałoby zdjąć nogę z gazu. Praca ta ma i swoje mankamenty. Szkoła w Kaninie nazywana jest potocznie szkołą "na buckach", a to z uwagi na wiatry wiejące tutaj przez większą część roku. Czasami jego podmuchy, zwłaszcza zimą, dają człowiekowi za swoje.
 Od kilku już lat ten sam strażnik szkolny czuwa nad bezpieczeństwem dzieci i młodzieży w Limanowej na ul. Piłsudskiego. W tym rejonie jest Szkoła Podstawowa nr 2 i Gimnazjum nr 3, a w ich sąsiedztwie znajduje się też Zespół Szkół nr 3 i Miejskie Przedszkole nr 2.
 - Uczy się w nich blisko 800 dzieci i młodzieży - mówi Zbigniew Kapturkiewicz, kierownik Wydziału Oświaty, Zdrowia i Pomocy Społecznej Urzędu Miasta w Limanowej. - Odkąd w tym miejscu pojawił się strażnik szkolny, którego etat finansuje limanowski Urząd Miasta, trzykrotnie spadła w tym rejonie liczba wypadków, a to o czymś świadczy.

(MIGA)

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie