PIESN DLA NIEBOSZCZYKA

Redakcja
   "Czuwanie" wzrusza. Sztuka kanadyjskiego dramaturga Morrisa Panycha przekonuje, że możliwe jest odwrócenie złego losu i każdemu zostanie odmierzone szczęście, na jakie zasługuje.

"Czuwanie" wzrusza. Sztuka kanadyjskiego dramaturga Morrisa Panycha przekonuje, że możliwe jest odwrócenie złego losu i każdemu zostanie odmierzone szczęście, na jakie zasługuje.

"Czuwanie" wzrusza. Sztuka kanadyjskiego dramaturga Morrisa Panycha przekonuje, że możliwe jest odwrócenie złego losu i każdemu zostanie odmierzone szczęście, na jakie zasługuje.

Kemp, jeden z pary bohaterów, ma za sobą trudne dzieciństwo. Upijającej się matki nienawidził. Po jej śmierci - co przypomina nie bez gorzkiej satysfakcji - gasi peta w jej spopielałych szczątkach. Ojciec zastrzelił się z pistoletu na jego oczach. Kemp ma kompletne rozkojarzenie co do własnej płci. Nie miał zresztą okazji sprawdzić się w życiu. Jest kompletnie niepozbierany, roztargniony, a przy tym pełen złości na świat. Jego agresja wobec ludzi wynika z kompleksów, braku miłości i odrzucenia. Jest fizycznie pokraczny. Emilian Kamiński, grający tę postać, włożył sporo wysiłku w stworzenie takiego cudaka. Kemp dostaje list od umierającej ciotki, której nie widział, a raczej nie chciał widzieć i to z wzajemnością, przez długie trzydzieści lat. W niemal zupełnie niemą rolę Grace wcieliła się Anna Milewska, pełna ciepła i uroku. Jedzie więc Kemp do swej ciotki na przeciwległy kraniec Kanady. Chce jak najszybciej spełnić ostatnią posługę, ale starszej pani, którą zastaje w łóżku, nie pilno na tamten świat. W zgryźliwych uwagach zachęca ją by wreszcie umarła i zwolniła go od obowiązku robienia przepierek i podawania budyniu na deser. Mija rok czuwania nad łożem coraz żwawszej staruszki. Zbieg okoliczności powoduje, że do Kempa dociera fakt, iż przyjeżdżając na miejsce pomylił adresy, opiekuje się zupełnie obcą osobą, a jego ciotka, mieszkająca po sąsiedzku, od dawna nie żyje. Opuszcza przypadkowe mieszkanie. Okazuje się, że nie jest mu łatwo pozostawić starszą panią. Zapałał do niej nieznaną mu dotąd przyjaźnią, a i ona zdradza się z uczuciem do niego. Wzruszająca jest szczególnie scena, gdy tuli go do siebie i daje mu pokątnie robiony dla niego sweter na drutach. Niedługo po tym, rzeczywiście umiera. Kemp jest w pierwszej chwili zdruzgotany. Właśnie chciał pierwszej w życiu istocie, która wzbudziła w nim głębsze, pozytywne uczucie, zaproponować wspólny wyjazd do Francji. Potem jednak pojmuje, że jego odwzajemnione uczucie jest wystarczającym darem, by dalej żyć. Nad zmarłą Grace śpiewa i gra na mandolinie jedną z piosenek zapamiętanych z dzieciństwa.

By dać świadectwo prawdziwości takiej historii, reżyser Teatru na Woli Bogdan Augustyniak nie wahał się stworzyć iluzji miejsca. Grace zagrzebał w łóżkowe piernaty, otoczył bibelotami. Za dużym oknem umiejscowionym na środku sceny pada śnieg i leją się strugi deszczu, z autentycznej wody. Z widowni Miejskiego Ośrodka Kultury usunięty został jeden rząd, by rozbudować scenę.

Cudownie jest wiedzieć, że istnieje ktoś, kto obdarza cię uczuciem, ale stokroć ważniejsze jest by uczucie zrodziło się w samym sobie. Ponieważ dopiero wtedy tak naprawdę zmienia się wnętrze. Dlatego, ten mężczyzna wczoraj... ocalał. Dla takiego przesłania warto było zrobić to wszystko w teatrze.

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie