Pilne sprawy dla prokuratora generalnego

Redakcja
PRAWO. Andrzej Seremet, nowy prokurator generalny, dostanie w posagu ok. 1,5 tys. postępowań trwających od roku do dwóch lat i drugie tyle ponaddwuletnich, w tym ponad pół tysiąca ponadpięcioletnich.

Sprawy długotrwałe, wśród których są głośne afery polityczne i gospodarcze ("mafia paliwowa", Polmozbyt, Kraków Business Park) czy korupcyjne (sprawa Polskiego Związku Narciarskiego, łapówkarstwo lekarzy i urzędników) rzutują na obraz prokuratury w oczach opinii publicznej i były dotąd piętą achillesową kolejnych ministrów sprawiedliwości - prokuratorów generalnych. Żaden z nich nie potrafił znaleźć remedium na śledztwa trwające pięć, siedem, dziesięć lat.

Andrzej Seremet jest zdeterminowany, by to zmienić. Urzędujący prokurator krajowy, Edward Zalewski, konkurent sędziego w zakończonej przed tygodniem batalii o stanowisko pierwszego niezależnego prokuratora generalnego w III RP, wyraźnie w tym pomógł.

- Zarządzona przez niego kontrola postępowań długotrwałych nie miała precedensu w historii - przyznaje Józef Radzięta, rzecznik krakowskiej Prokuratury Apelacyjnej. - Nigdy nie badano przyczyn długotrwałości postępowań tak wnikliwie i szczegółowo pod każdym kątem.

Andrzej Seremet będzie musiał wyplenić grzechy prokuratorów

Ponad połowa ponaddwuletnich śledztw warszawskich przeciąga się z winy prokuratorów. Małopolscy śledczy wypadają na tym tle rewelacyjnie: z ich winy zbyt długie jest tylko co dziewiąte postępowanie. To najlepszy wynik w kraju.

Tak wynika z kontroli postępowań długotrwałych, zarządzonej przez Prokuraturę Krajową w październiku zeszłego roku. W najbliższych dniach do prokuratur w całej Polsce wpłyną szczegółowe wnioski i zalecenia pokontrolne. Chodzi o przyspieszenie śledztw i wyeliminowanie opóźnień.

Ze sprawozdań, do których udało nam się dotrzeć, wynika, że już podczas kontroli doszło w prokuraturach do rewolucyjnego wręcz poruszenia - i przyspieszenia. W efekcie liczba spraw długotrwałych, w ciągu zaledwie kilku miesięcy, mocno spadła.

Okazuje się, że śledztwa ciągną się latami nie tylko z powodu tzw. czynników obiektywnych (oczekiwanie na opinię biegłych, na wyniki kontroli), ale również z winy samych śledczych oraz osób sprawujących nadzór nad postępowaniami.

Główne grzechy prokuratorów: bezzasadne zawieszanie śledztw (nawet na lata), nieuzasadnione okresy bezczynności, brak koncepcji i planu prowadzenia śledztwa, przedwczesne lub zbyt późne powoływanie biegłych, źle lub pochopnie postawione zarzuty, nieprawidłowe oceny czynów.

Najgorzej pod tym względem wypadli prokuratorzy warszawscy - aż połowa ponaddwuletnich śledztw przeciągnęła się m.in. z ich winy. Niewiele lepsi są śledczy z Gdańska (gdzie ten odsetek wyniósł 48,6 proc.) oraz Wrocławia (41,4).

Małopolanie (11,3 proc.) jawią się na tym tle jako prymusi, wyprzedzając Ślązaków (19,6 proc.) i łodzian (20,3 proc.). Wszystko to ma przełożenie na postępowania służbowe i dyscyplinarne, jakie wszczęto przeciwko prokuratorom. W całym kraju było ich 123 - ani jedno nie dotyczyło śledczych z apelacji krakowskiej; równie "czysta" okazała się sąsiednia apelacja rzeszowska.
W całej apelacji krakowskiej, obejmującej okręgi: krakowski, nowosądecki, tarnowski i kielecki, wychwycono i przebadano dokładnie 134 sprawy trwające dłużej niż dwa lata, w tym 28 prowadzonych pod nadzorem wyższych jednostek (prokuratury okręgowej lub apelacyjnej), a 96 - bez nadzoru, z czego większość (66) w okręgu krakowskim, a znacznie mniej w Nowym Sączu (9) i Tarnowie (4).

Dziesięć dużych śledztw prowadzi bezpośrednio V wydział Prokuratury Apelacyjnej (ds. przestępczości zorganizowanej). Cztery z nich dotyczą tzw. mafii paliwowej, której - jak wynika z wniosków pokontrolnych - po prostu nie ma i nigdy nie było. Przestępstwa polegające na cudownej przemianie oleju opałowego w napędowy, fikcyjnym obrocie paliwami, wyłudzaniu zwrotu podatków itp. popełniało wiele różnych grup w całej Polsce - w większości nie były ze sobą powiązane. Tymczasem w latach 2002-04 przyjęto w Prokuraturze Krajowej, że jest to jedna zorganizowana grupa, wymagająca jednego skoordynowanego śledztwa. Powołany został w tym celu zespół prokuratorów.

Już w 2006 r. prowadzący sprawę "mafii" zwracali uwagę, że to założenie jest błędne, ale śledztwo szło swoim torem. Z oczywistych względów po pewnym czasie nikt nie mógł wszystkiego ogarnąć, ani tym bardziej skojarzyć. Prokuratorzy ani ich nadzorcy nie potrafili nawet wyjaśnić kontrolerom, po co zabezpieczone zostały niektóre akta czy dokumenty firm (np. słynnej J&S pośredniczącej w zakupach ropy dla Orlenu). W chwili kontroli żadne ze śledztw nie było prowadzone przez referenta, który był członkiem pierwotnego zespołu tropiącego rzekomą "mafię"...

To kolejny grzech dostrzeżony przez wizytatorów: zbyt częste zmiany prowadzących śledztwa, którzy rozpoczynają wszystko niemal od nowa. Zgodnie z zaleceniami, małopolscy śledczy powinni też bardziej krytycznie podchodzić do zeznań świadków i podejrzanych (koncepcja "mafii" została oparta na faktach zmieszanych z czystą konfabulacją ludzi uwikłanych w przestępczy proceder; czerpali oni wiedzę o zorganizowanej grupie przestępczej z... doniesień prasowych).

Większość spraw krakowscy i małopolscy śledczy prowadzą jednak dobrze, a nawet bardzo dobrze. Długotrwałość wynika nie z ich zaniedbań, ale np. z konieczności zabezpieczenia dużej liczby dokumentów, przesłuchiwania setek świadków, ścigania podejrzanych za granicą, a przede wszystkim - wielomiesięcznego (czasem wieloletniego!) czekania na opinie biegłych, zwłaszcza nietypowych specjalności.

W głośnych śledztwach krakowskich potrzebny był np. biegły ds. marketingu sportowego czy organizacji imprez sportowych (bo jeden zrezygnował). W ciągnącej się od lat sprawie domniemanych nadużyć w gorlickim Glimarze biegłym jest warszawski Instytut Organizacji i Zarządzania Orgmasz; jego opinia została profesjonalnie zakwestionowana przez podejrzanych jako niepełna, a nawet błędna i wymagała uzupełnienia.
Prokuratorzy żalą się, że odpowiednich biegłych szukają często ponad rok, a jak już ich znajdą, czekają na ich opinie kolejne lata, przez co śledztwo leży odłogiem. Kontrolerzy przypominają, że biegłego można ukarać za nieprzygotowanie opinii w wyznaczonym czasie.

ZBIGNIEW BARTUŚ

zbartus@dziennik.krakow.pl

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie