Piroman - szantażysta

Redakcja
Atakuje od trzech miesięcy, zawsze w nocy. Podpala samochody, podkłada ogień pod domy i grozi. Jest nieuchwytny.

Ewa Kopcik: HISTORIE Z PARAGRAFEM

Pierwszą ofiarą piromana była rodzina z ul. Truskawieckiej w Swoszowicach. 28 listopada ub. roku, tuż przed wpół do czwartej w nocy, ogień pojawił się na dachu ich garażu. Zostali zaalarmowani przez córkę sąsiadki, która akurat wracała z andrzejkowej imprezy.

- To ich uratowało, bo już rynny zaczęły się topić na dachu domu. Jeszcze chwila, a pewnie cały budynek poszedłby z dymem. Tym bardziej że w garażu były dwa samochody - z bakami do pełna zatankowanymi paliwem. Na szczęście udało się je wyprowadzić, bo gdyby doszedł do nich ogień, eksplodowałyby jak bomby - wspominają sąsiedzi.

Kilka dni po pożarze właściciel posesji znalazł w skrzynce kartkę z dziwnym zdaniem: "Jak nie wiesz o co chodzi, to podstaw się jeszcze raz". Brzmiało niczym pogróżka. O co chodziło podpalaczowi? Do dzisiaj nie wiadomo. Tym bardziej że podobne "ostrzeżenia" dostali też inni pogorzelcy.

Wkrótce po kolei zaczęły płonąć garaże i samochody na ulicach Jugowickiej, Kustronia, Babiego Lata, Borowinowej. W trzy miesiące spłonęło kilkanaście samochodów i osiem garaży. Ludzie zaczęli się bać: już nie tylko o swój majątek, ale o życie. Właścicieli domu przy ul. Babiego Lata ocalił alarm, który się włączył w płonącym garażu. Niemal w ostatniej chwili zdążyli odłączyć gaz w przylegającym do niego domu.

Do tragedii omal nie doszło przy ul. Niewodniczańskiego we Wróblowicach. Piroman pojawił się tam w nocy z 12 na 13 lutego. Podpalił dwa samochody parkujące na podwórku. Przed drzwiami wejściowymi do domu ułożył stos drewna i prawdopodobnie oblał je jakimś łatwopalnym płynem.

- Obudziliśmy się, gdy już za drzwiami była plama. Próbował podpalić dom od środka i odciąć nam drogę ucieczki. Nie mieliśmy żadnej szansy ewakuacji, mamy żaluzje antywłamaniowe zasilane prądem, nastąpiło zwarcie i nie można było ich otworzyć. Czekaliśmy na pomoc na poddaszu, nasza 8-letnia córka pytała: czy my już teraz umrzemy? - opowiada dziennikarzom mieszkanka ul. Niewodniczańskiego.

- Sąsiad zadzwonił w nocy, żeby go ratować, bo nie mogą się wydostać z domu. Kiedy próbował otworzyć drzwi wejściowe, sparzył dłonie o klamkę, tak była rozgrzana. Mąż z synem pobiegli gasić płomienie - dodaje jedna z sąsiadek.

Udało im się ugasić płonące drzwi, ale samochodów nie zdążyli już uratować.

Do kolejnego podpalenia doszło w Mogilanach, oddalonych o kilka kilometrów na południowy zachód od Swoszowic. Tam ktoś wyciął dziurę w ścianie blaszanego garażu i podłożył ogień pod trzy samochody. Właścicielowi udało się wyjechać jednym z nich, pozostałe spłonęły. Strażacy znaleźli wokół garażu i w skrzynce pocztowej kartki z pogróżkami - takimi samymi jak w pozostałych przypadkach.

Dwa następne pożary wybuchły w pobliskich Golkowicach. Jeden dom ogień strawił doszczętnie. W drugim - od płonącego samochodu nadpaliła się ściana.

Od kilku tygodni śledztwo w tej sprawie prowadzi specjalna policyjna grupa z małopolskiej komendy wojewódzkiej. Ze względu na podobieństwo podpaleń przyjęto, że jest to dzieło jednej osoby. Pożary zawsze wybuchają między trzecią a piątą nad ranem, zawsze w pobliżu domków jednorodzinnych, mniej więcej na tym samym obszarze. Tylko ofiary nic nie łączy - nie znają się wzajemnie, wykonują różne zawody. Prawie wszyscy zapewniali policję, że z nikim nie mają żadnych zatargów, nikt im wcześniej nie groził.
- To ktoś, kto potrafi poruszać się po tym terenie, wie, gdzie prowadzą wąskie, kręte uliczki między domkami jednorodzinnymi. Niewykluczone, że pochodzi z tamtych okolic lub pracuje w pobliżu - przypuszczają policjanci.

Kartki, które niemal za każdym razem podpalacz zostawia, są wydrukowane na drukarce laserowej. Raz pisze "podstaw się jeszcze raz a popamiętasz", innym razem "jak nie wiesz o co chodzi, to podstaw się jeszcze raz". Część jest z błędami, bo na niektórych było "postaw się". To m.in. na ich podstawie śledczy sporządzili jego portret psychologiczny. Wynika z niego, że to mężczyzna około czterdziestki, ma dużą wiedzę z zakresu informatyki, prawdopodobnie jest samotnikiem i w przeszłości nieraz pisywał anonimowe donosy.

Jaki ma motyw - nie wiadomo. Szuka go nie tylko policja, ale także mieszkańcy. Niektórzy nawet odwiedzają jasnowidzów. Żyją strachem. - Jak tylko coś teraz w nocy zatrzeszczy czy zaskrobie, od razu się budzimy. Nikt przecież nie ma pewności, czy jutro nie będzie celem tego szaleńca - mówi starsza kobieta.

Ktoś inny dodaje: - Niektórym już zaczynają puszczać nerwy. Jak go dorwiemy w swoje ręce, to policja nie będzie potrzebna.

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie