Planeta „Solaris”, czyli Lem o niemożności porozumienia...

Planeta „Solaris”, czyli Lem o niemożności porozumienia [ZDJĘCIA]

Wacław Krupiński

Dziennik Polski 24

Aktualizacja:

Dziennik Polski 24

Grzegorz Mielczarek - Kelvin, Kacper Ziółkowski - Chłopiec w kapeluszu
1/10
przejdź do galerii

Grzegorz Mielczarek - Kelvin, Kacper Ziółkowski - Chłopiec w kapeluszu ©Fot. Andrzej Banaś

Teatr. - To niezwykle nośny tekst, a przy tym bardzo teatralny - ocenia Wojciech Kościelniak, zapraszając do Teatru im. J. Słowackiego na spektakl według słynnej powieści Stanisława Lema.
Słynną powieść Stanisława Lema „Solaris” postanowił zaadaptować na potrzeby sceny Wojciech Kościelniak. Premiera już w sobotę na Dużej Scenie Teatru im. J. Słowackiego. To zarazem ostatni spektakl za dyrekcji prowadzącego ten teatr od 17 lat Krzysztofa Orzechowskiego.

Wydana w 1961 roku „Solaris” to najgłośniejsza powieść Stanisława Lema, zaliczana do klasyki światowej literatury science fiction. - I choć powstała 55 lat temu, w przeciwieństwie do innych powieści spod znaku SF, absolutnie się nie zestarzała - akcentowała podczas konferencji prasowej prof.
Anna Burzyńska, kierownik literacki tego teatru. - Ta powieść czytana dzisiaj jest zupełnie niezwykła, może dlatego, że najważniejszy w niej jest człowiek i jego problemy, choć zostały przeniesione przez Lema w kosmiczny kontekst.

Powieść, przypomnijmy, w niezwykle interesujący sposób łączy problematykę istnienia pozaziemskich cywilizacji z pełnym emocji wątkiem miłosnym. Życie na nieznanej i niezbadanej przez ludzi planecie Solaris wymyka się wszelkim znanym ludziom schematom. Czy przybyszom z Ziemi uda się zrozumieć, na czym tak naprawdę polegają mechanizmy rządzące Solaris?

- To, co mnie w tej powieści najbardziej interesowało, co wydaje się ponadczasowe, to zagadnienie osiągnięcia kontaktu, porozumienia z inną cywilizacją - mówi reżyser Wojciech Kościelniak.

Przywołał przy tym przekonanie Lema, że prawdziwe porozumienie pomiędzy różnymi światami, różnymi istotami żywymi, jeśli w ogóle w kosmosie są, jest niemożliwe. - Dziś widzimy to nie tylko na poziomie komunikowania się pomiędzy cywilizacjami ziemskimi, ale i między religiami, między społecznościami, między ludźmi, jak i na poziomie kontaktu człowieka z samym sobą.

Jak mówił reżyser, nie kierował się żadną z ekranizacji powieści. Widział i tę Andrieja Tarkowskiego, i tę Stevena Soderbergha, której zwłaszcza nie akceptuje z powodu sprowadzenia tekstu do wątku miłosnego. - To było jednym z powodów decyzji o własnej inscenizacji. Myślę, że przynajmniej w pewnym stopniu znalazłem sposób, by opowiedzieć tę historię po swojemu, a zarazem jak najmniej stracić z Lema.

Wojciech Kościelniak przyznał, że „Solaris” to było jego teatralne marzenie.

- To niezwykle nośny tekst, a przy tym bardzo teatralny, bardzo nadający się do przeniesienia na scenę. Wiele zabiegów zaproponowanych przez Lema wystarczy zrealizować na deskach teatralnych i wszelkie podteksty, znaczenia, relacje stają się czytelne - mówi.

Scenografia będzie dziełem Damiana Styrny, kostiumy - Bożeny Ślagi, muzyka - Piotra Dziubka.

W obsadzie: Aneta Orlik, Agnieszka Kościelniak (PWST), Ewelina Przybyła, Rafał Dziwisz, Grzegorz Mielczarek, Tomasz Wysocki i Oliwier Walas (w dublurze z Kacprem Ziółkowskim jako Chłopiec w słomkowym kapeluszu).

waclaw.krupinski@dziennik.krakow.pl

Komentarze (1)

Dodajesz komentarz jako: Gość

Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

Liczba znaków do wpisania:

zaloguj się

Autor komentarza nie dodał zdjęcia
Byłem i widziałem

vii (gość)

Zgłoś naruszenie treści

Przeczytałem książkę... widziałem też filmy... sztuka mimo, iż świetnie zagrana - myślę, że może być absolutnie niezrozumiana przez kogoś kto nie miał styczności ani z książką ani chociaż z filmem....rozwiń całość

Przeczytałem książkę... widziałem też filmy... sztuka mimo, iż świetnie zagrana - myślę, że może być absolutnie niezrozumiana przez kogoś kto nie miał styczności ani z książką ani chociaż z filmem. Nie jestem pruderyjny ale nie wiem po co biegająca i tańcząca na scenie pani z gołymi piersiami... jak na "uosobienie" Solaris... ten zabieg nie wydał mi się dobry w tej formie... paradoksalnie nie mogę sobie wyobrazić nic lepszego ale być może nie trzeba było personifikować księżyca a jedynie w jakiś sposób oddać jego naturę w "przybyszach"... jest wiele świetnym momentów ale całość jakoś taka niespójna... piękna muzyka i oprawa. Kilka aktorskich popisów mistrzowskich... całość pozostawia jakiś dziwny niedosyt. Niesmak. W sumie "nie wiem o czym" była ta sztuka. zwiń

Najnowsze wiadomości

Zobacz więcej

Najczęściej czytane

Polecamy

Wideo