Plebania bogata nie była

Redakcja
Dodaj komentarz:
Udostępnij:
(INF. WŁ.) W Hucie Komorowskiej (pow. kolbuszowski), gdzie pod koniec ubiegłego tygodnia zamordowano księdza, wczoraj nadal pracowali policyjni specjaliści. Łącznie 36 godzin trwały oględziny miejsca zbrodni, przerwę zrobiono jedynie w nocy, kiedy słabe oświetlenie i zbierająca się na trawie rosa uniemożliwiały dokładną pracę.

Trwa śledztwo w sprawie zabójstwa księdza w Hucie Komorowskiej

   W piątek mieszkańcy zauważyli na leśnym dukcie na obrzeżu Huty Komorowskiej spalony samochód volkswagen polo. Policja ustaliła, że samochód należał do proboszcza. Funkcjonariusze wraz z księdzem dziekanem otworzyli drzwi plebanii, weszli do środka i znaleźli zwłoki zamordowanego 65-letniego proboszcza miejscowej parafii Pawła S. Ksiądz miał skrępowane ręce i nogi.

   Kilometr od miejsca, gdzie znaleziono wrak samochodu, odkryto także ognisko, w którym sprawcy usiłowali spalić ubrania, w których dokonali zbrodni. Wiadomo już, że było czterech lub więcej sprawców. - Ślady na plebanii wskazywały, że motywem zbrodni był rabunek. Jednak, jak ustaliliśmy, przestępcy chcieli, abyśmy właśnie tak sądzili. Znamy już prawdziwy motyw. Dla dobra śledztwa nie możemy go jednak ujawnić - wyjaśnia podinspektor Wiesław Dybaś, rzecznik podkarpackiej policji.
   Huta Komorowska leży w pobliżu Majdanu Królewskiego. W trzystu domach mieszka niewiele ponad 1500 osób. Ksiądz Paweł S. przyjechał tam przed jedenastu laty, kiedy w wiosce wybudowano kościół. Kapłan pochodził z oddalonej o około 20 kilometrów Kolbuszowej. Szybko zżył się z ludźmi, którzy lubili go i szanowali. - Widzi pani jak pięknie koło kościoła? Grządki, kwiaty - wszystko zadbane. To jego praca - mówi pan Henryk, którego dom stoi najbliżej kościoła. - To był chłop w dobrym tego słowa znaczeniu. Sam potrafił i lubił dbać o kwiaty, krzewy, drzewa. Pracy się nie bał, a przecież do pomocy nie miał gospodyni, nawet kościelnego nie było - opowiada. - Nigdy nie nakazywał, ile pieniędzy trzeba dać czy na kościół, czy też za jakąś posługę, chrzciny, pogrzeb. Przy budowie dzwonnicy powiedział "kosztowało to tyle - jeśli możecie to pomóżcie". Powtarzał też, że to wszystko dla nas. "Ja tego z sobą nie zabiorę". Takiego księdza już u nas nie będzie. Szkoda człowieka - dodaje nieco drżącym głosem.

   Rzeczywiście, jak mówią mieszkańcy Huty, plebania bogata nie była. Dwa pokoje i kuchnia zostały zaadaptowane z pomieszczeń, gdzie przed laty prowadzone były lekcje religii. W środku, podobnie jak przy kościele, ładne i czysto. - Nie wiem, co o tym myśleć, jedni mówią, że to może bezdomny albo zdesperowany bezrobotny chciał pieniędzy choćby niewielkich... Inni przekonują, że to musiał być ktoś znajomy, ale to mi się w głowie nie mieści, bo ksiądz był skromnym człowiekiem, nikomu nie wadził, a raczej pomocą w razie potrzeby służył - mówi pani Anna. - Pamiętam, że kiedy byłem załatwiać chrzciny najmłodszej córki, zastałem księdza, który sam sobie spodnie przeszywał. Pytam go, czemu, bo przecież jakaś kobieta we wsi chętnie by mu pomogła i na maszynie uszyła, a on na to, że nie trzeba, bo kłopotać nikogo nie chce. Taki był - dodaje Andrzej, mąż Anny.
   Podkarpacki komendant wojewódzki powołał specjalną grupę operacyjno-śledczą, która współdziała z komendami w Tarnobrzegu, Mielcu, Dębicy, a także z komendami powiatów województwa małopolskiego sąsiadujących z Podkarpaciem.
   - Ślady prowadzą znacznie dalej niż Huta Komorowska, a nawet Podkarpacie. Zostało już opracowanych siedem tzw. wersji osobowych. Zabezpieczone zostały ślady indywidualne, które doprowadzą nas do przestępców. To m.in. ślady dłoni, ust, ucha, łokcia, a także materiał porównawczy do badań DNA. Bogactwo materiałów dowodowych, a także zeznania świadków pozwalają nam określić, jakim samochodem poruszali się sprawcy - mówi podinspektor Dybaś.

   Śledztwo w sprawie zabójstwa księdza trwa. W okolicznych kościołach po mszach odczytywany jest komuniakt do mieszkańców z prośbą o pomoc, zgłaszanie się na policję osób, które mogą wiedzieć coś na ten temat.
   W Hucie Komorowskiej przebywa na wakacjach u rodziny ks. Piotr Trela. On odprawił mszę pod kościołem, w czasie gdy w środku pracowali nadal policyjni specjaliści.
    EWA FUDALA

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie