Plecy całe w ranach

Redakcja
Udostępnij:
- Czy teraz, po kilku dniach od uzyskania najlepszego w historii czasu w chodzie na 50 km - 3:36.39, może Pan powiedzieć, że organizm dobrze zniósł ten ekstremalny wysiłek?

Rozmowa z Robertem Korzeniowskim, który w Monachium obronił tytuł mistrza Europy w chodzie na 50 km

   Robert Korzeniowski (Wawel Kraków): - Absolutnie tak. Oczywiście, bolą mnie mięśnie, ale to jest naturalne. Tym bardziej że już w niedzielę przeszedłem treningowo 10 km. Organizm ma swoje prawa, poziom niezbędnych substancji musi wrócić do pierwotnego poziomu, ale za cztery-pięć dni wszystko będzie w normie. W Monachium nie było możliwości przeprowadzenia odpowiedniej ilości masaży i innych zabiegów. Dopiero po powrocie do domu mogę właściwie się sobą zająć. Właśnie wybieram się do sauny i jacuzzi z Pawłem Czapiewskim.
   - Udało się Panu uzyskać rekordowy wynik po wielu latach startów...
   - Ale byłem przygotowany na taki rezultat od dawna. Wielokrotnie powtarzałem, że pobiję rekord, tylko muszę trafić na odpowiedni dzień. Na treningu nie chodzę 50 km, ale wystarczy mi 35 km, by wiedzieć, jaki uzyskam czas na pełnym dystansie. I już w ubiegłym roku przed mistrzostwami świata w Edmonton wiedziałem, że jestem na to gotowy. Rzecz w tym, że nie pozwalała na to pogoda. Od siedmiu lat, gdy zdobywam medale, zawsze chodziłem w bardzo wysokiej temperaturze. Nie było szans na dobry wynik. Czekałem na dzień, gdy będzie chłodno tak jak w Monachium i doczekałem się, wykorzystałem swoją szansę.
   - Słodka zemsta - tym właśnie jest dla Pana pokonanie Rosjanina Skurygina?
   - Dokładnie. To mój wielki rewanż za mistrzostwa świata w Sewilli w 1999 roku (Korzeniowski został tam zdjęty z trasy przez sędziów, a Skuryginowi, mimo że doszedł pierwszy na metę, odebrano tytuł za nieobecność na kontroli dopingowej - przyp. K.K.). To w dużej mierze zasługa Skurygina, że pobiłem ten rekord. Po przyjeździe do Monachium opowiadał, co on mi nie zrobi. I na początku narzucił bardzo ostre tempo. Gdy opadł z sił, zostałem sam i stwierdziłem, że skoro tak dobrze się czuję, to dlaczego miałbym nie zaatakować rekordu świata... Skurygin nic mi więc nie zrobił, za to nie pomyliłem się co do Wojewodina. To bardzo mądry facet, zrobił znakomity wynik i gdyby nie mój zwariowany czas, byłaby ostra walka.
   - Krakowianin Grzegorz Sudoł, któremu Pan doradza, zajął w debiucie na mistrzostwach Europy dziesiątą lokatę. Dobrą?
   - Dobrą. Gdyby uzyskał czas dwie minuty lepszy, można by powiedzieć, że poszedł bardzo dobrze. No, ale on startował na 50 km raptem 60 dni wcześniej, a na przykład ja nie pozwalam sobie na więcej niż jeden taki start w roku. W zasadzie więc on jeszcze wypoczywał po tamtym chodzie, w którym musiał wywalczyć minimum PZLA na 50 km. W Monachium wykazał się dojrzałością, nie popełniał błędów taktycznych. Pod koniec zabrakło mu "sportowego prądu", ale sobie poradził. Oczywiście czeka go sporo pracy. Będę się starał go promować, zabrać na zawody, na które jeszcze ze względu na swoje wyniki nie byłby zapraszany. Potrzebuje obycia, jesienią wystąpi w Pucharze Świata na 20 km.
   - Jest Pan dyrektorem Grupy Lekkoatletycznej Elite Cafe, która miała bardzo ambitne medalowe plany, ale nie wszystkie zostały zrealizowane. Sebastian Chmara ze względu na kontuzję w ogóle nie startował, Szymona Ziółkowskiego nie zobaczyliśmy w finale, Paweł Czapiewski był czwarty na 800 metrów...
   - Szymona zostawmy na boku, jadąc do Monachium wiedzieliśmy, że nie jest w formie. Liczyliśmy, że mimo wszystko uda mu się sprężyć. Ale w tym roku było wokół niego za dużo zawirowań i kłopotów szkoleniowych. Teraz wiemy, że w przyszłości w naszej grupie nie możemy do takiej sytuacji dopuścić. Co do Pawła, to siedząc na trybunach Stadionu Olimpijskiego byłem w szoku, gdy widziałem go finiszującego na czwartym miejscu. Wytrzymałościowo był bardzo dobrze przygotowany, tu nie popełniono błędu. Zabrakło mu niezależności w podejmowaniu decyzji i sportowej intuicji. Ustalona z trenerem taktyka taktyką, ale życie samo pisze scenariusze i trzeba być elastycznym. To wyglądało tak, jakby Paweł biegł w swoim biegu, a rywale w innym. Ponadto pierwszy raz widziałem Pawła przed startem tak rozemocjonowanego, był zbyt bojowy i to mu przeszkadzało. Dlatego jako dyrektor grupy mam duży niedosyt. Gdyby Paweł zdobył medal, powiedziałbym, że zawodnicy Elite Cafe spisali się na tych mistrzostwach bardzo dobrze. Bo srebrny medal Kamili Skolimowskiej uważam za wielki sukces. Po takiej walce z Kuzienkową i tak wysokim poziomie w finale absolutnie nie można mieć do niej żadnych pretensji, że nie wygrała.
   - Z Monachium od początku docierały informacje o kontrowersjach dotyczących strojów zawodników. Kapitan ekipy Paweł Januszewski zapowiedział, że skoro Asics nie ufundował dla naszych sportowców żadnych premii za medale, to będziecie zaklejać podczas startów logo firmy na koszulkach. Uczynił to sam Januszewski i Marek Plawgo, ale reszta, w tym Pan, nie przystąpiła do protestu. Dlaczego?
   - To nie jest tak, że nie przystąpiłem do protestu. Przeciwnie, poparłem Pawła i w pełni zgadzam się z tym, o co mu chodziło. Dla mnie marka firmy nie jest problemem, promuję własną WALKER, ale w tym wypadku nie miało to znaczenia. Chodzi o to, że jako zawodnicy nie mamy żadnego wpływu na politykę marketingową związku. Związek musiał zapłacić za stroje, a firma nie przewidziała żadnych finansowych premii za nasze osiągnięcia. Tymczasem wykorzystuje się nasze wizerunki do promowania marki, która nie jest zainteresowana inwestowaniem w lekką atletykę. Na dodatek w zamian otrzymaliśmy sprzęt kiepskiej jakości. Ja na przykład ukończyłem chód cały poobcierany przez koszulkę, plecy miałem pełne ran. Kiedyś była umowa z Reebokiem i wyglądało to zupełnie inaczej. Trudno się dziwić, że gdy teraz za medal mistrzostw Europy nie ma żadnych nagród, a na dodatek pęka szew w spodenkach, to zawodnik czuje się sfrustrowany.
   - Prezes PZLA Irena Szewińska wybrała się do Januszewskiego, grożąc mu w razie niesubordynacji odebraniem stypendium motywacyjnego. Uczyniła to tuż przed finałem 400 metrów przez płotki!
   - Gdy to usłyszałem, nie mogłem wprost uwierzyć! Tak się nie robi. Efekt był dramatyczny, Paweł był na starcie zdenerwowany i prawdopodobnie kosztowało go to utratę srebrnego medalu. Jeśli prezes zrealizuje groźbę odebrania Pawłowi i Markowi Plawgo stypendium motywacyjnego, które stanowi jedną czwartą kwoty całego stypendium (ponad 600 z 2600 zł - przyp. K.K), to będziemy ich wspierać z własnych pieniędzy. Bo Januszewski występował jako kapitan w imieniu nas wszystkich. Dla mnie ta sprawa jest żenująca, to co się działo w naszej ekipie w Monachium było poniżej poziomu tej imprezy. Ja na szczęście zarówno przed mistrzostwami, jak i w trakcie byłem trochę na uboczu, nie chciałem się w to angażować. Jeśli jednak ta kwestia nie zostanie rozwiązana, czeka nas poważna rozmowa z prezydium związku.
   - Ledwie wrócił Pan do Krakowa, a już planuje kolejny wyjazd...
   - 17 sierpnia wystąpię w Międzyzdrojach, by w memoriałowym biegu dla VIP-ów uczcić pamięć Władka Komara i Tadzia Ślusarskiego. Na trasy chodu wracam 24 sierpnia w Kadyksie, a 31 sierpnia w Krakowie odbędą się zawody ligowe na dystansie 5 km. W połowie września mam "Piknik z Korzeniowskim" w Rumi pod Gdynią, a sezon chcę zakończyć 22 września na Łotwie. Związek wolałby, bym wystartował jeszcze w Pucharze Świata w Turynie, ale mam nadzieję, że od tego odstąpi i pozwoli mi odpocząć. Byłaby to właściwa inwestycja w przyszłoroczne mistrzostwa świata w Paryżu, gdzie zamierzam obronić złoty medal z Edmonton.
Rozmawiał KRZYSZTOF KAWA

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Dołącz do nas na Twitterze!

Codziennie informujemy o ciekawostkach i aktualnych wydarzeniach.

Obserwuj nas na Twiterze!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!

Wideo

Komentarze

Komentowanie zostało tymczasowo wyłączone.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Przejdź na stronę główną Dziennik Polski
Dodaj ogłoszenie