Po żniwach

Redakcja
Udostępnij:
Zwiastunami jesieni były też kwiaty, przede wszystkim astry. Pstre, wielokolorowe, zdobiące każdy wiejski ogródek, nie pachniały - jak groszki, jak lilie, jak polne i jadalne róże - latem. Ich fiolety też niosły zapowiedź postnej, bezlistnej jesieni.

Marginałki

Jesień nadchodziła niespodziewanie. Jeszcze słońce świeciło wysoko, jeszcze przygrzewało mocno, ale już - zgodnie z przysłowiem od świętej Anki - chłodne poranki posypywały trawę kroplami zimnej rosy. Każda kropla, jeżeli oglądało się ją pod odpowiednim kątem, sypała - niczym dobrze oszlifowany brylant - tęczowe blaski. Jednak prawdziwym zwiastunem jesieni były ścierniska. Dopóki szumiało zboże, wydawało się, że lato będzie trwało wiecznie. Kiedy ziemię okrywała szczecina przyciętych kosą źdźbeł (zazdrościliśmy wiejskim chłopakom umiejętności bosego chodzenia po ściernisku) wszyscy wiedzieli, że koniec już bliski. A kiedy wieczorem do mgieł dosnuwały się ogniskowe dymy, kiedy pachniało pieczonymi w żarze ziemniakami, w serce wkradał się lekki smuteczek.
   Astry przywoziło się z wakacji do domu. W pękatych, wysokich bukietach (Bukiety wiejskie, jak wiadomo/wiązane były wzwyż i stromo), stały przez kilka dni w wazonikach - ostatnia, nietrwała pamiątka beztroskiego, wakacyjnego czasu.
   Miasto, dom - wszystko wydawało się obce, nieznane. Przez dwa miesiące - trwające w dzieciństwie równie długo jak na starość rok - dłonie zapominały kształtu poręczy na schodach, odzwyczaiły się od elektrycznych kontaktów, do których przed wakacjami same sięgały. Stopy, przyzwyczajone do miękkiej trawy, do rzecznego piaseczku, do przyjaznych desek wiejskiej podłogi, w ostateczności do tenisówek - buntowały się przeciwko skórzanym butom.
   Jednocześnie zaczynała się krzątanina. Nagle okazywało się, że portki są za krótkie, kurtka za ciasna, że wszystko trzeba przerabiać, kupować. A tu jeszcze zeszyty, ołówki, plastelina, papier do wycinanek, ołówki, kredki, atrament, tusz - dziesiątki niezbędnych w szkole przedmiotów, które koniecznie trzeba było kupić. A jeszcze podręczniki - nowiutkie, czyste, pachnące świeżą farbą drukarską.
   Zaczynała się więc nie tylko krzątanina, ale jeszcze na dodatek stanie w kolejkach, bo w kolejkach stało się wtedy po wszystko.
   I tak wkrótce wakacje, nieprzerwane święto, miały zamienić się w codzienność. Coraz bardziej zbliżał się dzień, w którym miała nas pochłonąć szkoła - ciasna, gwarna, pełna zapachu świeżej farby, zastałej woni toalet i środków dezynfekcyjnych.
amk

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Dołącz do nas na Twitterze!

Codziennie informujemy o ciekawostkach i aktualnych wydarzeniach.

Obserwuj nas na Twiterze!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!

Wideo

Komentarze

Komentowanie zostało tymczasowo wyłączone.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Przejdź na stronę główną Dziennik Polski
Dodaj ogłoszenie