Pod batutą Wojciecha Czepiela

Pod batutą Wojciecha Czepiela

Zdjęcie autora materiału

Dziennik Polski 24

Dzieła Andrzeja Panufnika prezentowane są w czasie krakowskiego festiwalu w zestawieniu z twórczością klasyków literatury muzycznej oraz utworami współczesnych kompozytorów. To chyba nie przypadek, że zarówno na koncercie inauguracyjnym, jak i we wtorek obok Panufnika słuchaliśmy Mozarta. Pomiędzy kompozytorami można znaleźć jakieś związki. Panufnika - jak Mozarta - cechuje pewna powściągliwość w wyrażaniu emocji, choć jego muzyka jest nią przesycona. Ale te emocje bardziej czuć niż słychać. Przejrzystość formy, oszczędność stosowanych środków decydują o jasności, klarowności kompozytorskiego dzieła. Taka też była słuchana we wtorek Sinfonia concertante Andrzeja Panufnika na flet, harfę i zespół smyczkowy. Zbudowana z dwóch kontrastujących wyrazowo części (trzecia jest tylko dopowiedzeniem, rozładowaniem muzycznego konfliktu) urzeka barwnością. Towarzyszące dialogowi koncertujących instrumentów akordy orkiestry kładzione są jakby szerokim pociągnięciem pędzla, kontrastują z nimi perkusyjnie potraktowane na początku II części kontrabasy i wiolonczele. Mam nadzieję, że ten utwór pozostanie w repertuarze studenckiej orkiestry tym bardziej, że wśród studentów Akademii znalazły się też świetne odtwórczynie partii koncertujących, flecista Natalia Gzik i harfistka Elżbieta Baklarz.

Dni Muzyki Andrzeja Panufnika

Kolejny koncert organizowanych po raz pierwszy w Krakowie Dni Muzyki Andrzeja Panufnika odbył się we wtorek we Floriance, auli Akademii Muzycznej. Na estradzie zasiedli studenci tejże Akademii, czyli orkiestra kameralna zorganizowana w ubiegłym roku przez Wojciecha Czepiela. Kilkakrotnie już pisałam o sztuce dyrygenckiej i pedagogicznej tego artysty pracującego od pewnego czasu z uczelnianymi orkiestrami.
Po wtorkowym koncercie znów powtórzyć mogę: Wojciech Czepiel to obecnie jedna z najciekawszych postaci średniego pokolenia polskiej dyrygentury, artysta o olbrzymiej muzykalności, wiedzy i charyzmie porywającej i wykonawców, i słuchaczy. Ma jakiś szczególny dar porozumiewania się z młodymi instrumentalistami. Pod jego batutą studenckie zespoły grają nie gorzej (a czasem lepiej) niż renomowane orkiestry.
     Mam też nadzieję usłyszeć jeszcze w wykonaniu studenckiej orkiestry Sinfoniettą per archi Marka Stachowskiego. Napisany w ubiegłym roku utwór miał właściwie we wtorek swe krakowskie prawykonanie. Jednoczęściowa kompozycja o urozmaiconym muzycznie i wyrazowo przebiegu pozwala poznać nieco innego niż dotąd znamy kompozytora. To muzyka pełna emocji, rozmachu, dramatycznego nerwu, wirtuozowska w najlepszym tego słowa znaczeniu. Piękna i porywająca.
     Dopełnieniem koncertu była Symfonia A-dur KV 201 Mozarta. Dawno nie słyszałam tak stylowego wykonania. Brawo!
     A na koniec: złośliwy chochlik zmienił mi w relacji z inauguracyjnego koncertu określenie "sztandarowy" na "standardowy". To podobnie, ale zupełnie inaczej.
ANNA WOŹNIAKOWSKA

Komentarze

Dodajesz komentarz jako: Gość

Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

Liczba znaków do wpisania:

zaloguj się

Najnowsze wiadomości

Zobacz więcej

Najczęściej czytane

Polecamy

Wideo