Podtatrze. Busiarze robią, co chcą

Tomasz Mateusiak
Firmy przewozowe działające na Podhalu, zdaniem turystów i miejscowych, są nierzetelne. Właściciel jednej z nich przekonuje, że opisywane przypadki to wyłącznie „pojedyncze incydenty”
Firmy przewozowe działające na Podhalu, zdaniem turystów i miejscowych, są nierzetelne. Właściciel jednej z nich przekonuje, że opisywane przypadki to wyłącznie „pojedyncze incydenty” Fot. Tomasz Mateusiak
Niektórzy kierowcy prywatnej komunikacji zbiorowej w górach za nic mają prawa pasażerów. Przewoźnicy samowolnie zmieniają trasy kursów albo kończą je przed dojechaniem do celu!

Czy to możliwe, by kierowca busa nagle wyrzucił pasażera w środku trasy, ponieważ stwierdził, że dalej jechać mu się nie opłaca? Nasz dziennikarz na własnej skórze odczuł, że na Podhalu takie sytuacje się zdarzają. Kierowcy prywatnych firm przewozowych dowolnie skracają swoje trasy lub nie rozpoczynają ich wcale. Urzędnicy o tym wiedzą, ale twierdzą, że w walce z nieuczciwymi przewoźnikami są bezsilni.

Busiarz skrócił trasę

- Podczas wakacji na Podhalu zatrzymałem się w Białce Tatrzańskiej - opowiada Mirosław Sowa, turysta z Kielc. - Nie mam samochodu, więc korzystam z komunikacji publicznej. Niestety, jej poziom na Podhalu woła o pomstę do nieba. Busy są niepunktualne, a zdarza się, że nie jeżdżą wcale lub skracają sobie trasę. Ostatnio czekałem na przystanku i mimo że z rozkładu jazdy wynikało, że zaraz przyjedzie bus, nic takiego nie nastąpiło.

Podobnych telefonów do naszej redakcji, zarówno od turystów, jak i mieszkańców Podhala, w ostatnim czasie mieliśmy sporo. Postanowiliśmy więc sprawdzić, czy faktycznie z busami w regionie jest tak źle. Nasz dziennikarz przez kilka dni jeździł nimi na różnych kierunkach. Doświadczenie potwierdziło negatywne opinie czytelników.

W środę 27 czerwca na zakopiańskim dworcu czekaliśmy na bus do Bukowiny Tatrzańskiej. Miał odjechać o godz. 19.13. Ale w ogóle się nie pojawił.

Z kolei w miniony poniedziałek (4 lipca) dziennikarz wsiadł o godz. 20.37 do pojazdu relacji Zakopane-Białka Tatrzańska. Początkowo busem jechało sporo pasażerów. Kiedy dotarł do Bukowiny (wieś przed Białką), zostały tylko dwie osoby (nie licząc kierowcy). Ku naszemu zdziwieniu, na przystanku Bukowina Dolna (vis-a-vis Urzędu Gminy) busiarz oświadczył, że dalej nie jedzie, choć reporter miał wykupiony bilet na jeden przystanek dalej. Kierowca wyprosił dwoje pasażerów i zawrócił do Zakopanego. Nic sobie nie robił z tego, że do końca kursu (4 km dalej, pod termami w Białce) było jeszcze 6 przystanków, na których mogli czekać inni pasażerowie.

Urzędnicy bezsilni

- Doskonale zdajemy sobie sprawę z takich praktyk - przyznaje Maria Kuruc, urzędniczka zajmująca się komunikacją zbiorową w zakopiańskim starostwie, która wydaje licencje na przewozy pasażerskie. - Niestety, jesteśmy wobec nich bezsilni.

Starostwo może kontrolować busy i w razie nieprawidłowości występować z wnioskiem o cofnięcie licencji.

- W poprzednich latach kilka razy tak zrobiliśmy - podkreśla urzędniczka. - Przewoźnicy jednak skierowali sprawę do Samorządowego Kolegium Odwoławczego i licencje im przywrócono.

Dzieje się tak, ponieważ prawo jest dziurawe. Maria Kuruc wspomina, że sama była kilka razy na przystanku i też czekała na bus, który ostatecznie nie przyjechał. Formalnie to może być podstawą do odebrania licencji. Ale tylko w teorii, bo po kontroli starostwo musi sporządzić raport, a ten musi ktoś podpisać. A jak busa nie było, to i kierowca go nie podpisał. Skutkiem tego SKO taki raport odrzuca jako niekompletny.

Łatwiej nieuczciwego busia-rza ukarać funkcjonariuszom Inspekcji Transportu Drogowego. Gdy stwierdzą nieprawidłowości, mogą wystawić mandat na 3 tys. zł. Takich kontroli na Podhalu zbyt często się jednak nie przeprowadza. Dlaczego? Wczoraj w nowotarskim ITD nikt nie podnosił telefonów, więc nie uzyskaliśmy odpowiedzi na to pytanie.

Właściciel przeprasza

A co o skracaniu kursów sądzą sami przewoźnicy?

- Jestem zbulwersowany - mówi Bronisław Szostak z Bukowiny, właściciel firmy Szos-Mig, obsługującej kilka linii lokalnych (m.in. tę, z której przed czasem wyproszono naszego dziennikarza). - Zapewniam, że nie kazałem robić czegoś takiego moim kierowcom. To ich samowola. Wyciągnę konsekwencje wobec kierowcy, który tak postąpił. Ludzie muszą mieć pewność, że nasza linia jest sumienna i mogą na nią liczyć. Za to, co się stało, przepraszam.

Wideo

Komentarze 1

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

P
Piotr

Witam, co do tych praktyk na końcu pan Bronisław wspominał że nie kazał nic takiego robić. Co do tego nie był bym pewny, oni potrafią idealnie udawać "głupich", ale uznajmy że to nie ich wina.
Często kierowcy również nie wykonują tylu kursów by "zaoszczędzić" na paliwie i potem spuścić co nieco z baku. Ile razy to się już u nas działo ...

Dodaj ogłoszenie