Pojedynek na mocne słowa

TOP
Konflikt trwa, a sklep jest nieczynny, na czym tracą mieszkańcy sąsiadujący z dogodnym punktem sprzedaży Fot. (TOP)
Konflikt trwa, a sklep jest nieczynny, na czym tracą mieszkańcy sąsiadujący z dogodnym punktem sprzedaży Fot. (TOP)
Od minionego piątku na oczach mieszkańców trwa konflikt pomiędzy właścicielem budynku handlowego, a najemcą pomieszczeń na sklep spożywczo-przemysłowy w Tymbarku. Eskalacja sporu doszła do tego stopnia, że interweniowali ochroniarze.

Konflikt trwa, a sklep jest nieczynny, na czym tracą mieszkańcy sąsiadujący z dogodnym punktem sprzedaży Fot. (TOP)

TYMBARK. W awanturze o sklep głos zabrał właściciel budynku

Właściciel budynku chciał odzyskać od najemcy pomieszczenia, gdyż z końcem lutego wygasła pięcioletnia umowa na ich dzierżawę. Ten jednak nie chce się wyprowadzić, gdyż twierdzi, że nadpłacił za czynsz. Budynku pilnuje obecnie agencja ochrony, aby do środka nie wchodzili klienci. Również policja jest wzywana na miejsce. Wczoraj przedstawiliśmy argumenty najemcy, dziś głos zabiera właściciel budynku.

- Zarzuty pana Andrzeja Biernata są bezzasadne, a w czasie trwania umowy nie były podnoszone - mówi Krzysztof Sobczak, właściciel budynku. - Wręcz przeciwnie, to ja z panem Biernatem miałem problemy, gdyż regularnie zalegał mi z czynszem. Pragnę wyjaśnić, że 28 sierpnia 2009 roku został przeze mnie poinformowany pisemnie o wygaśnięciu umowy z dniem 28 lutego 2010 roku. Pod koniec lutego otrzymałem od niego pismo, dotyczące rzekomego mniejszego lokalu niż zapisany w umowie. Jest to nieprawdą, gdyż najemca pominął w obliczeniach jedno z pomieszczeń, które zajmuje. W dniu wygaśnięcia umowy pan Biernat nie wydał mi lokalu. Skierowałem więc wezwanie przedsądowe do jego wydania, dając mu dodatkowe trzy dni na wyprowadzenie się. Nie uczynił tego. Dlatego 4 marca poinformowałem go o przesłaniu do sądu ostatecznego wezwania do wydania lokalu, dając kolejne dwa dni czasu, a równocześnie informując, że jeśli nie wyprowadzi się, to odetnę mu prąd. Zrobiłem to w piątek. Andrzej Biernat przygotował sobie w sklepie agregat prądotwórczy i zaczął go używać w środku. Spaliny wyprowadzał przez okna rurką wydechową owiniętą w kartony, stwarzając w ten sposób zagrożenie pożarowe w budynku. Zmuszony więc byłem wynająć firmę ochroniarską, by nie doszło do pożaru lub zatrucia personelu znajdującego się wewnątrz.

Jak twierdzi Krzysztof Sobczak, ochrona upomina pracowników, aby agregat był wyłączony, a okna zamknięte, bo cały budynek przy takich mrozach się wychłodzi.

Jednak "zabawa" trwa dalej, bo agregat jest włączany, a gdy ochrona upomina, to jest wzywana policję. Ta, gdy przyjeżdża, zastaje agregat wyłączony, a okna zamknięte. - Taka sytuacja miała miejsce już dwa razy dzisiaj (poniedziałek - red.), a w sobotę trzy. Dodatkowo nie mogę wejść do swojego lokalu, bo pan Biernat zatrudnił również firmę ochroniarską, która tego pilnuje. Przez to, że nie chce opuścić lokalu problem ma również inny przedsiębiorca, któremu od 1 marca wynająłem pomieszczenia. Żąda teraz ode mnie odszkodowania, gdyż nie może pracować i zarabiać, a ponosi koszty m.in. zatrudnienia pracowników. Do całej tej sytuacji ja już nie mam nerwów, bo chociaż od 13 lat wynajmuje lokale, to pierwszy raz spotkałem się z czymś takim. Takie postępowanie pana Biernata jest dla mnie totalnie niezrozumiałe.

Przypomnijmy, że we wczorajszym wydaniu przedstawiliśmy argumenty Andrzeja Biernata.

(TOP)

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie