Pół meczu na sto dwa

Redakcja
Wisła Kraków - Polonia Warszawa 4-0 (0-0)

2-0 Kosowski 64 min

 1-0 Frankowski 48 min (z karnego)
 3-0 Moskalewicz 68 min
 4-0 Frankowski 79 min

Gol za golem

 Trzy kwadranse bardzo skutecznej gry piłkarzy Wisły pozwoliły im w efektowny sposób zrewanżować się mistrzom kraju z warszawskiej Polonii za niepowodzenia w poprzednim sezonie pierwszoligowym. Po przerwie, gospodarze - ku radości sympatyków, którzy do ostatniego miejsca wypełnili wczoraj trybuny - zdobyli aż cztery gole. Serię rozpoczął w 48 min Tomasz Frankowski, wykorzystując karnego, podyktowanego za faul Zbigniewa Wyciszkiewicza właśnie na nim. Zawodnik "Czarnych Koszul" złapał wiślaka za koszulkę.
 Popularny "Franek" pewnie wykonał "jedenastkę", strzelił przede wszystkim mocno. Maciej Szczęsny nie miał szans na udaną interwencję. Był również bezradny po wspaniałym uderzeniu Kamila Kosowskiego w 64 min. Piłka po pierwszym strzale pomocnika "Białej Gwiazdy" odbiła się od nogi jednego z obrońców. Poprawka z ok. 18 metrów była jednak znakomita. Piłka wpadła w lewy dolny róg bramki, praktycznie bez reakcji bramkarza Polonii.
 Nieprawdopodobnego wyczynu dokonał w 68 min Olgierd Moskalewicz. Ruszył z piłką z własnej połowy, zostawił za plecami Tomasa Zvirgżdauskasa. Po przebiegnięciu co najmniej 60 metrów wpadł na pole karne i strzelił w przeciwległy róg, ten sam, w który trafił kilka minut wcześniej Kosowski. Piłka, odbiwszy się jeszcze od słupka, wylądowała w siatce.
 Popis piłkarskiego wyszkolenia i wielkiego sprytu dał w 79 min Tomasz Frankowski. Wręcz ośmieszył swojego "plastra" Zbigniewa Wyciszkiewicza i Macieja Szczęsnego. Trzymany za koszulkę upadł na murawę i właśnie z pozycji leżącej, w sobie tylko wiadomy sposób posłał piłkę pod zupełnie zaskoczonym takim obrotem sprawy Szczęsnym. A Wyciszkiewiczowi ta sytuacja będzie się chyba śniła po nocach.

Gdzie środek?

 W pierwszej połowie poloniści bardzo konsekwentnie realizowali założenia taktyczne. Już w środku pola starali się likwidować akcje krakowian. Tam skupili zresztą największe siły. W przodzie biegał jedynie Emmanuel Olisadebe. Sporadycznie dołączał do niego Tomasz Wieszczycki. Wiślacy ułatwiali zadanie rywalom, bo nastawili się w tej części spotkania bardziej na rozbijanie ataków niż ich konstruowanie. Kilka dalekich wrzutek gospodarzy nie stanowiło poważniejszego zagrożenia. Dość obiecujący był jednak rajd Radosława Kałużnego prawą stroną już w 4 min. Niestety, nie zakończył go celnym strzałem. Spudłował też Ryszard Czerwiec w 8 min. Gorąco na przedpolu Polonii zrobiło się dopiero w 11 min. Po rogu Tomasz Kiełbowicz uratował warszawian przed samobójczym golem. Stał akurat na linii bramkowej, gdy jeden z jego kolegów niedokładnie odbił piłkę. Poloniści niemal natychmiast zrewanżowali się groźną kontrą. Wyciszkiewicz wyłuskał piłkę Frankowskiemu, zagrał dokładnie do Wieszczyckiego. Sarnat nie dał się zaskoczyć. Bardzo składną akcję udało się krakowianom przeprowadzić w 33 min. Po dośrodkowaniu Marka Zająca Moskalewicz podał piłkę głową do Kałużnego, któremu w zdobyciu gola przeszkodził Arkadiusz Bąk. Po tym starciu Kałużny musiał skorzystać z pomocy lekarskiej.

Bezradny Olisadebe

 Zwiastunem ogromnych emocji w drugiej połowie meczu był minimalnie niecelny strzał z tzw. pierwszej piłki Grzegorza Nicińskiego w 46 min. Po utracie bramki z karnego piłkarze Polonii wyraźnie zaostrzyli grę. Atakowali już większą liczbą zawodników. Lecz mało widoczny był ich najgroźniejszy piłkarz Olisadebe. Marcin Baszczyński świetnie wywiązał się z roli "anioła stróża" czarnoskórego napastnika. W każdej chwili mógł także liczyć na pomoc partnerów. "Emsi" ani raz nie zagroził bardzo dobrze dysponowanemu wczoraj Arturowi Sarnatowi. Najwięcej braw otrzymał bramkarz Wisły za obronę "główki" Kaliszana w 57 min, kiedy Bąk uciekł Grzegorzowi Paterowi i dośrodkował sprzed linii końcowej.
 Ale trzeba dodać, że również wiślacy mogli zdobyć jeszcze co najmniej dwa gole. W 58 min Moskalewicz trafił z kilku metrów w poprzeczkę, po dośrodkowaniu z lewej strony niezwykle pracowitego, często włączającego się w poczynania ofensywne Kosowskiego. Bardzo groźny był także strzał Moskalewicza w 63 min, po długim podaniu Arkadiusza Głowackiego. Szczęsny wybił piłkę na róg.
 Wydarzenia po przerwie pozwoliły szybko zapomnieć o niemrawej pierwszej części meczu. W 53 min trener Orest Lenczyk zdecydował się na wprowadzenie Patera za mającego problemy żołądkowe Marka Zająca. Wcześniej opuścił też boisko skarżący się na bóle w nodze Ryszard Czerwiec.
 Postacią numer 1 był wczoraj Tomasz Frankowski. Grzecznie, ale stanowczo odmówił jednak wywiadu Canalowi Plus. To skutek niesympatycznego felietonu szefa działu sportowego tej stacji Janusza Basałaja.

JERZY SASORSKI

Gratulacje trenera Wdowczyka

 Dariusz Wdowczyk (trener Polonii): - Gratuluję Wiśle zwycięstwa. Jest w pełni zasłużone, aczkolwiek jego rozmiary są spore. Myślę jednak, że przez 45 minut byliśmy równorzędnym partnerem, kontrolując to, co się działo na boisku, nie dając możliwości stworzenia Wiśle dogodnych sytuacji strzeleckich. W drugiej połowie, od momentu rzutu karnego - nie chciałbym oceniać pracy sędziego - kolejne bramki były następstwem wielu błędów. Przy drugiej bramce Gołaszewski nie upilnował Kosowskiego, przy trzeciej indywidualny błąd Zvirgżdauskasa, a czwartej - Wyciszkiewicza. Niestety, mecz trwa 90 minut, a nie 45. W drugiej połowie graliśmy o wiele słabiej.
 Orest Lenczyk (trener Wisły): - Po nieudanych meczach, przede wszystkim wynikach, z Widzewem i Pogonią, to było spotkanie, po którym spodziewałem się pewnej oceny tego, co zespół osiągnął przez ostatnie półtora miesiąca. Pierwsze 45 minut graliśmy tak, jak nam pozwoliła Polonia. Preferowana przez tę drużynę gra na całym boisku i waleczność piłkarzy, wykorzystywanie okazji przez napastników sprawiła, że broniliśmy czasami zbyt dużą liczbą zawodników. Miałem pretensje, że oddaliśmy środek boiska przeciwnikowi. Niciński nie miał rozgrywać, a najczęściej to robił, choć tego nie potrafi. Piłka trzymała się zawodnika, którego nie powinna się trzymać. Ale to dowód, że inni nie szukali gry. W przerwie bardzo smutno było w szatni. Zdawali sobie chyba piłkarze sprawę, że nie rozgrywają najlepszej partii. W drugiej połowie dodali mi optymizmu. To, co było najgorsze, już się odbyło wcześniej. Mecz ułożył się korzystnie dla nas. Cała drużyna walczyła. Nie chcę chwalić Frankowskiego, żeby się nie zdziwił, że to akurat ja go chwalę. Jest jednak piłkarzem dla wielu przeciwników za inteligentnym i wie, co zrobić z piłką.
 To nie był wielki mecz, ale w drugiej połowie kilku zawodników zagrało naprawdę bardzo dobrze. Brak Pawlaka w Polonii miał wpływ na postawę obrony. Zasmuciły mnie trochę okrzyki z trybun "ole" przed czwartkowym meczem w Saragossie. Jak uniknąć tam tego "ole"?.

(SAS)

Arkadiusz Kaliszan

Karny z kapelusza

 W ekspresowym tempie opuszczali obiekty Wisły piłkarze Polonii. Parę minut po meczu odjeżdżali już autokarem do Warszawy.
 - Wisła grała dzisiaj dobrze, ale dla mnie kluczową rolę odegrał sędzia, dyktując rzut karny z kapelusza - mówił o przegranej Arkadiusz Kaliszan.
 - W 57 minucie miał Pan znakomitą okazję do wyrównania...
 - Gdybym ją wykorzystał, mogło być różnie. Strzeliłem dobrze, ale Sarnat zachował się znakomicie. Bramka dla nas mogłaby odmienić losy meczu.
 - Nie wydaje się Panu, że w różnicy między grą obronną Wisły i Polonii tkwił klucz do zwycięstwa gospodarzy?
 - To był klucz, ale przecież w pierwszej połowie też pokazaliśmy, że umiemy grać w obronie. Sądzę po prostu, że gdyby nie rzut karny z kapelusza, wynik byłby inny.

(MAS)

Dwaj ochroniarze w szpitalu

 Znów dali o sobie znać pseudokibice. Zaraz po rozpoczęciu meczu grupa chuliganów z wiślackiej bojówki, niezadowolona z tego, że nie została jeszcze wpuszczona na stadion, zaczęła przeskakiwać przez siatkę ogradzającą obiekt Wisły. Do akcji wkroczyli ochroniarze. Pięciu z nich w trakcie starć poważniej ucierpiało, dwóch z obrażeniami trafiło do Szpitala Rydygiera. Po kilkunastu minutach od rozpoczęcia starć do akcji wkroczyła wezwana przez szefa ochrony Wisły policja. Wkrótce sytuacja została opanowana.

(M)

Po meczu Wisła - Polonia

Tomasz Frankowski

Koniec z patentem

 - Polonia długo miała w ligowych meczach patent na Wisłę...
 - Złamaliśmy ten patent w Pucharze Polski, a teraz udowodniliśmy, że Polonia nie może już czuć się tak pewnie w meczach z nami jak kiedyś.
 - Obrona Polonii była w niepełnym składzie (nie grał kontuzjowany Mariusz Pawlak - przyp. red), czy to pomogło Panu w grze, czy też byliście w takiej formie, że każdą obronę moglibyście dzisiaj sforsować?
 - Na początku mieliśmy trochę problemów ze sforsowaniem linii obrony rywali. Graliśmy przecież z mistrzem Polski. Po strzeleniu pierwszej bramki grało nam się swobodniej.
 - Według Arkadiusza Kaliszana, sędzia Mikulski podyktował karnego z kapelusza. Był Pan faulowany?
 - Możecie państwo obejrzeć powtórkę, ja jestem pewien, że karny był. Wyciszkiewicz przez cały mecz trzymał mnie za koszulkę, tym razem nie pozostawało nic innego, jak tylko się przewrócić.
 - Potem sędzia mógł gwizdnąć po raz drugi faul na Panu w polu karnym...
 - Tak, ale wiadomo było, że skoro raz gwizdnął karnego, drugiego będzie się bał podyktować, żeby nie być posądzonym o stronniczość. Olek Moskalewicz też był ciągle przytrzymywany, sędzia nie reagował. Byliśmy trochę szybsi od obrońców Polonii, więc łapali nas za koszulki.
 - Po pierwszej połowie - jak mówił trener Lenczyk - w waszej szatni było smutno...
 - Chcieliśmy szybko strzelić bramkę, mieliśmy dwie, trzy sytuacje w pierwszej połowie, których nie udało się nam zamienić na bramki. Być może zastanawialiśmy się, czy będziemy w stanie pokonać Polonię.
 - Za to po meczu było wesoło...
 - Z czterech strzelonych bramek i żadnej straconej trzeba się cieszyć. To prawdziwy pogrom mistrza Polski.

(MAS)

Kazimierz Moskal

Taki jest los mistrza

 - Bezbłędnie zagrała dzisiaj obrona Wisły...
 - Nie straciliśmy bramki, co mogłoby świadczyć o tym, że zagraliśmy dobrze, ale też zdarzały się nam błędy. Choćby ten, który mógł wykorzystać Kaliszan. Uderzył głową i gdyby nie świetna interwencja Artka Sarnata, mogliśmy stracić bramkę. Przy wygranej 4-0 nie można mieć chyba jednak do obrony większych zastrzeżeń.
 - Defensywa Wisły okazała się lepsza od obrony Ukrainy, która nie mogła sobie poradzić z Olisadebe...
 - Gra w reprezentacji i w lidze znacznie się różnią. Trzeba było zwrócić szczególną uwagę na Olisadebe, bo zwłaszcza w ostatnich dniach pokazał, że jest bardzo groźny.
 - Trener Lenczyk mówił, że w II połowie wstąpił w was nowy duch.
 - Podejrzewam, że ani my, ani kibice nie wierzyliśmy, że można wygrać aż 4-0, ale wierzyliśmy, że można wygrać i strzelić bramki Polonii. Gra tak się ułożyła, że rywale musieli się odkryć, z czego mogliśmy skorzystać. To cenne zwycięstwo, przecież walczyliśmy z mistrzem Polski, zespołem, który wyeliminował z Ligi Mistrzów Dynamo Bukareszt. Mimo iż Polonia gra w tym sezonie nieco słabiej niż w poprzednim, 4-0 to dla nas niezły wynik. To wskazuje, że nie jest łatwo być mistrzem. Myślę, że gdyby mecz z Pogonią podobnie się ułożył, rezultat mógł być taki sam.
 - Czy wygrana z mocnym rywalem może mieć znaczenie przed spotkaniem w Pucharze UEFA z Saragossą?
 - Porównywanie rywali jest nie na miejscu. Saragossa na pewno jest przeciwnikiem o wiele lepszym niż Polonia. Cieszy wynik, cztery strzelone bramki, ale mecz pucharowy będzie zupełnie inny.
 - Myśli Pan, że to 4-0 z mistrzem Polski, ani trochę nie przestraszy Hiszpanów?
 - Myślę, że nie. Liga hiszpańska jest tak mocna, że trudno łudzić się, aby nasi rywale przestraszyli się Wisły, która wygrała z Polonią nawet 4-0.

(MAS)

Marcin Baszczyński

Szybkość i nieustępliwość

 Marcin Baszczyński zachrypniętym głosem dzielił się wrażeniami po meczu z Polonią: - Cieszę się podwójnie, bo nie czułem się najlepiej przed tym meczem i obawiałem się jak sobie poradzę. Kibice na początku meczu mogli mieć do mnie pretensje, że nie włączam się w akcje ofensywne, ale chciałem najpierw wywiązać się z zadań defensywnych, ograniczyć możliwości Olisadebe. Z czasem było już lepiej, w paru akcjach wyszedłem do przodu. Uważam cały występ za udany.
 - Jaka jest więc recepta na Olisadebe?
 - Nieskromnie może powiem, że nie należę do wolnych zawodników. Olisadebe potrafi wykorzystać swoją szybkość, ja swoją także. Szybkość w połączeniu z nieustępliwością dała mi receptę na Olisadebe.
 - Czy mając takiego napastnika jak on obok siebie, ma się ciągłe poczucie, że jeden drobny błąd może się fatalnie skończyć?
 - Uważałem na takie sytuacje. Wiem, że on może stać pół godziny bezrobotnie, a potem zrobi jedną decydującą akcję. Starałem się cały czas na niego uważać, wraz z kolegami z obrony udało się nam wzajemnie dobrze asekurować.
 - Tak samo trzeba zagrać z Saragossą...
 - Na pewno co najmniej tak, jeśli uda się jeszcze coś poprawić, to będzie bardzo dobrze. Cieszy mnie, że coraz lepiej układa się współpraca linii obrony i pomocy. To główna przyczyna dzisiejszego sukcesu.

(MAS)

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie