Policja szybko łapie, a sąd wypuszcza

MARCIN BANASIK
FOT. CZYTELNIK PIOTR
FOT. CZYTELNIK PIOTR
Udostępnij:
Zaledwie 3,5 godziny zajęło krakowskim policjantom zatrzymanie sprawcy wczorajszego fałszywego alarmu bombowego. O godzinie 11 mężczyzna zadzwonił na nr 997 i poinformował, że ładunki wybuchowe zostały podłożone na krakowskim dworcu PKP oraz w siedzibach prokuratury i sądu. Z dworca ewakuowano 400 osób.

FOT. CZYTELNIK PIOTR

BEZPIECZEŃSTWO. Małopolscy policjanci doskonale radzą sobie z wyłapywaniem sprawców fałszywych alarmów bombowych. Praca ta idzie jednak na marne, bo sądy nie potrafią ich surowo ukarać. Bomberzy dostają wyroki w zawieszeniu i niskie grzywny.

O godzinie 14.30 33-letni mężczyzna był już w rękach policji. Okazało się, że dzwonił z budki telefonicznej na terenie Krakowa.

Katarzyna Cisło z małopolskiej policji zapewnia, że szybkie schwytanie fałszywego bombera nie jest przypadkiem odosobnionym.

- Zatrzymanie podejrzanego to zazwyczaj kwestia kilku godzin. Mamy ponad 90-procentową skuteczność. Nowoczesna aparatura pozwala namierzyć osobę, która dzwoni nawet z obcego telefonu i innego miasta - zapewnia Cisło.

Gorzej jednak wygląda statystyka wyroków dla fałszywych bomberów. Mimo że autorom alarmów grozi nawet 8 lat więzienia, to dla większości z nich narażanie setek, a czasem tysięcy ludzi na niebezpieczeństwo kończy się zazwyczaj wyrokiem w zawieszeniu i grzywną do dwóch tysięcy złotych.

Niskie kary

Trzy lata temu za zawiadomienie o podłożeniu bomby w krakowskim centrum handlowym Plaza 33-letni Mirosław J. został ukarany rokiem więzienia w zawieszeniu na trzy lata i 500 zł grzywny.

Rok temu autor fałszywego alarmu bombowego omal nie doprowadził do przerwania inauguracji rozgrywanych w Polsce mistrzostw Europy w piłce nożnej. Sąd ukarał go tylko dwoma latami więzienia w zawieszeniu na pięć lat.

- Przy wymierzaniu kary musimy brać pod uwagę finansowe możliwości oskarżonego. Jeśli nie jest majętny, kara bywa proporcjonalna do jego zarobków - tłumaczy Beata Górszczyk, rzecznik sądu okręgowego w Krakowie.

Zbigniew Ćwiąkalski, były minister sprawiedliwości, uważa, że tak niskie kary to porażka wymiaru sprawiedliwości. - Jeśli sądy nie potrafią wydać odpowiednio surowego wyroku, rolą prokuratury jest odwoływanie się od takich decyzji - twierdzi Zbigniew Ćwiąkalski.

Profesor Andrzej Zoll, były prezes Trybunału Konstytucyjnego, potwierdza, że wyroki w zawieszeniu zapadają często z powodu przepełnionych więzień.

- Zmiany w prawie karnym mają wejść w życie w roku 2015. Zamiast tzw. zawiasów ma być więcej grzywien i kar ograniczenia wolności. Wtedy sędziowie być może będą bardziej surowi dla fałszywych bomberów - twierdzi profesor Andrzej Zoll.

Anonimowi sprawcy wywołali w tym roku w Małopolsce 17 fałszywych alarmów bombowych. - Jeden alarm może oznaczać przeszukanie kilku budynków, a wtedy koszty akcji rosną - zauważa funkcjonariuszka. Na miejsce zagrożenia przybywają pirotechnicy, policjanci z psami tropiącymi, strażacy, służby medyczne, pogotowie gazowe itp.

- Koszt przeszukania jednego miejsca może więc wynieść nawet kilka tysięcy złotych - zauważa Katarzyna Cisło.

Fałszywy alarm bombowy to również koszty, jakie ponosi każda z ewakuowanych osób. - Miałem dzisiaj jechać do Warszawy na trzeci, najważniejszy etap rozmowy o pracę. Wyjaśniłem, dlaczego nie mogę przyjechać, ale w odpowiedzi usłyszałem, że nikt nie będzie robił dla mnie wyjątku - mówi rozgoryczony Łukasz z Krakowa, który był wczoraj jedną z 400 ewakuowanych z dworca osób. - Być może straciłem kilka tysięcy złotych, które mógłbym zarobić, gdybym dostał tę pracę - żali się mężczyzna.
Policja przypomina, że każda osoba, która czuje się poszkodowana przez sprawcę fałszywego alarmu, może wnioskować o odszkodowanie na drodze sądowej.

- Nie pamiętam jednak, żeby do krakowskiego sądu wpłynęła taka sprawa - mówi Beata Górszczyk.

Nie zawsze ewakuacja

Leszek Artemiuk, prezes Stowarzyszenia Polskich Specjalistów Bombowych, twierdzi, że koszty akcji związanych z fałszywymi alarmami bombowymi nie zawsze muszą być wysokie. Zwłaszcza jeśli mowa o budynkach urzędowych.

- Według procedur, w przypadku alarmu każdy pracownik powinien przeszukać swoje miejsce pracy. Policja ma wtedy za zadanie sprawdzenie tylko obiektów i rzeczy, które wzbudzają największe zagrożenie, na przykład pozostawionej gdzieś paczki - wyjaśnia Artemiuk.

Dodaje, że takiej akcji nie da się przeprowadzić na dworcach czy w galeriach handlowych, gdzie ciągle pojawiają się nowe osoby i każda z nich ma przy sobie jakiś bagaż. - Wtedy ewakuacja jest konieczna - mówi prezes Stowarzyszenia Polskich Specjalistów Bombowych.

marcin.banasik@dziennik.krakow.pl

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Dołącz do nas na Twitterze!

Codziennie informujemy o ciekawostkach i aktualnych wydarzeniach.

Obserwuj nas na Twiterze!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!

Wideo

Komentarze

Komentowanie zostało tymczasowo wyłączone.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Przejdź na stronę główną Dziennik Polski
Dodaj ogłoszenie