Polka potrafi. Równość kobiet i mężczyzn staje się normą w...

Polka potrafi. Równość kobiet i mężczyzn staje się normą w domu, pracy, życiu publicznym. W równości płac pobiliśmy Niemcy, a nawet Szwecję!

Zbigniew Bartuś

Aktualizacja:

Dziennik Polski 24

Panie górują nad panami ambicją, chęcią rozwoju i ciekawością świata

Panie górują nad panami ambicją, chęcią rozwoju i ciekawością świata ©fot. 123rf

Ona ogarnia zakupy, dzieci, kuchnię i cały dom, on odpoczywa po ubiciu karpia - taki przedświąteczny stereotyp utrwalał się przez lata w głowach Polaków. - Ale właśnie odchodzi do lamusa wraz z tradycyjnym modelem rodziny. Zaczęło się na Zachodzie, a dziś dotarło do konserwatywnych regionów: Małopolski, Świętokrzyskiego, Podkarpacia. Miast i wsi - mówi prof. Piotr Szukalski, znany demograf i socjolog.
Panie górują nad panami ambicją, chęcią rozwoju i ciekawością świata

Panie górują nad panami ambicją, chęcią rozwoju i ciekawością świata ©fot. 123rf

Głównym efektem jest coraz większa, realna, równość kobiet i mężczyzn. I w domu, i w pracy, i w życiu publicznym. Z analiz Eurostatu wynika, że różnica pomiędzy zarobkami mężczyzn i kobiet na identycznych stanowiskach wynosi dziś w Polsce 7 proc., gdy np. w Czechach, Niemczech i Wielkiej Brytanii - ponad 20, a w rzekomej ikonie równości, Szwecji - 13,3. W jakimś stopniu ma to związek z tym, że Polki świętują właśnie 100-lecie swych praw wyborczych. Francuzki dobijały się o to ponad ćwierć wieku dłużej, zaś Szwajcarki do roku... 1971.

Swoje dołożyła też peerelowska „urawniłowka”. - Głównym powodem głębokich zmian jest jednak to, że Polki są aktywniejsze i ambitniejsze od Polaków. Dotyczy to zarówno młodych, jak i emerytów. Panie są też bardziej solidarne i konsekwentne w dążeniu do celu. A naczelnym celem jest równość - wyjaśnia dr Małgorzata Stefanowicz, ekspertka Centrum Analiz Klubu Jagiellońskiego.

Dziewczęta górują liczebnie w małopolskich ogólniakach, stanowią prawie 70 proc. studiujących na uniwersytetach, 75 proc. absolwentów uczelni medycznych i pedagogicznych, dwie trzecie absolwentów szkół ekonomicznych i artystycznych, ponad połowę absolwentów akademii wychowania fizycznego. Dynamicznie przybywa ich też na uczelniach technicznych, gdzie stanowią już ok. 40 proc.

- Motywacja Polek, by się uczyć, jest dużo silniejsza niż Polaków - przyznaje prof. Piotr Szukalski, demograf i socjolog. I wyjaśnia, że przeciętna kobieta wie, iż bez wykształcenia ma na rynku pracy o wiele mniejsze możliwości znalezienia przyzwoitego zajęcia niż niewykształcony mężczyzna.

- Dysponujący z natury większą siłą fizyczną facet może dobrze zarabiać np. jako robotnik na budowie, a kobieta raczej nie podejmie się takiej pracy ani o niej nie marzy. Woli się uczyć, zdobyć dyplom, dobrą pracę. To zaspokaja jej aspiracje, a zarazem daje coś superważnego: niezależność - tłumaczy naukowiec. Zwraca przy tym uwagę, że ów silny w Polsce trend wywołuje efekt domina w większości sfer życia społecznego i gospodarczego: od rynku pracy po rodzinę. Model tej ostatniej zmienia się.

Ambitne migrują



Młode Polki dwa, a nawet trzy razy częściej od swych męskich rówieśników migrują ze wsi i mniejszych miejscowości do większych miast. W metropoliach, takich jak Kraków, Warszawa, Poznań, Gdańsk, przypada już 115, a nawet ponad 120 kobiet na 100 mężczyzn. A na oddalonych od nich terenach wiejskich proporcje są odwrotne.

Młode Małopolanki podkreślają przy tym, że opuszczając rodzinne strony, chcą się nie tylko uczyć, ale i wyrwać z tradycyjnych struktur społecznych, czyli - w uproszczeniu - spod władzy i kurateli mężczyzn. Analizy migracji w ostatnich latach potwierdzają, że im więcej rządzący mówią o „potrzebie umacniania tradycyjnego modelu rodziny”, tym więcej Polek głosuje nogami - przeciw temu stereotypowi.

Syndrom H?



Dr Małgorzata Stefanowicz, ekspertka Klubu Jagiellońskiego, zwraca uwagę, że lepiej wykształcone Polki mają trudności ze znalezieniem odpowiednich partnerów.

- W tradycji utrwaliło się, że kobieta nie powinna się wiązać z kimś o niższym statusie społecznym, a mężczyzn spełniających wymóg tego statusu nie jest wielu - wyjaśnia dr Stefanowicz.

Sama, pochodząc z mocno tradycjonalistycznego Wilna, żyje w rodzinie, w której utrwalany przez wieki podział ról został odwrócony. Ona pokonuje szczeble kariery naukowej na renomowanych uczelniach, a „przy mamie” został jej brat.

- Jeszcze pokolenie temu wywoływałoby to opór, środowiskową presję i szereg komentarzy, ale dzisiaj już nikogo nie dziwi, a w miastach stało się normą, że kobieta może być, kim chce. Pokolenie takich kobiet wychowa następne generacje, co oznacza trwałą zmianę - przewiduje ekspertka.

Prof. Szukalski dodaje, że jeszcze niedawno wielu naukowcom wydawało się, że Polkom grozi tzw. syndrom H (od Harvardu). - Badania prowadzone wśród wykształconych osób na Zachodzie pokazywały, że kobieta po renomowanej uczelni, zarabiająca ponad 200 tys. dolarów rocznie, raczej na pewno pozostanie singielką. Nie dlatego, że tyle pracuje i nie ma czasu na związek. Ale dlatego, że po prostu nie ma dla niej odpowiednich mężczyzn - opisuje naukowiec. Dodaje, że podobne badania wśród niemieckich prawniczek wykazały, że mają one nikłe, sięgające góra 20 proc., szanse na macierzyństwo.

- Ale to się zmienia i to widać w Polsce. Akceptacja dla związków dobrze sytuowanych kobiet z mężczyznami o wyraźnie niższym statusie szybko rośnie. Zmienia się też model funkcjonowania związków na bardziej elastyczne, w których jest czas na bycie razem, ale też na realizację własnych pasji oraz spotkania w gronie osób na podobnym poziomie - opisuje dr Stefanowicz.

Dodaje, że zmieniły się również strategie poszukiwania partnerów: to, że np. w Krakowie na 100 mężczyzn przypada 115 kobiet nie oznacza wcale, że owe 15 „nadwyżkowych” pań pozostanie przez całe życie bez „drugiej połówki”.

- Mnóstwo związków rozpada się po kilku, kilkunastu latach, więc „na rynku” pojawiają się tzw. panowie z odzysku, wchodzący chętnie w związki z atrakcyjnymi, ustawionymi życiowo kobietami po trzydziestce - opisuje naukowiec. Dodaje, że z góry wymusza to bardziej partnerskie relacje.

Zanikająca luka płacowa



Nie bez znaczenie jest tutaj fakt, że tzw. luka płacowa, czyli różnica w zarobkach mężczyzn i kobiet na podobnych stanowiskach, jest w Polsce relatywnie niewielka. To w coraz większym stopniu zasługa, wspomnianego na wstępie, dobrego wykształcenia kobiet. Polki (w tym Małopolanki) znacznie częściej od większości Europejek zakładają też własne firmy, przy czym robią to nie dlatego, że zmusza je do tego sytuacja materialna, ale dlatego że są ambitne i przedsiębiorcze.

W efekcie zarabiają już tylko 7 proc. mniej od Polaków na podobnym stanowisku (średnia europejska jest dwa razy wyższa) - i luka ta maleje. W pokoleniu wchodzącym na rynek pracy różnicowanie zarobków w zależności od płci nie zyskuje już akceptacji. Pod tym względem lepiej jest tylko w Belgii, Włoszech i Luksemburgu.

Komentarze (2)

Dodajesz komentarz jako: Gość

Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

Liczba znaków do wpisania:

zaloguj się

Autor komentarza nie dodał zdjęcia
co

za bzdury (gość)

Zgłoś naruszenie treści / 1

To niech jeszcze równość zapanuje odnośnie wieku emerytalnego i w sądach rodzinnych. Oraz może przy l4 na ciążę wystawianym trzy dni po ruchaniu.

Autor komentarza nie dodał zdjęcia
No to...

Tk (gość)

Zgłoś naruszenie treści

kod cos musi z tym zrobic.

Najnowsze wiadomości

Zobacz więcej

Najczęściej czytane

Polecamy

Wideo