Polonusi: ta impreza jest potrzebna

LK
Fot. LK
Fot. LK
Zdecydowanie krótszą ceremonią niż tydzień wcześniej, z okazji rozpoczęcia, zakończyły się w sobotni wieczór VIII Światowe Igrzyska Polonijne. Pomimo śnieżnej zadymki i tego, że część z uczestników wyjechała już wcześniej z Zakopanego, na trybunach Wielkiej Krokwi zebrała się dość liczna grupa Polonusów, którzy wysłuchali przemówień oficjeli i koncertu zespołu "Krywań".

Fot. LK

ZAKOPANE. Zakończyły się Zimowe Igrzyska Polonijne

Goście z zagranicy byli zachwyceni atmosferą igrzysk i piękną zimową aurą, która przez cały tydzień towarzyszyła zawodom; wzięli też udział w akcjach charytatywnych. Wszyscy podkreślali radość z przyjazdu choć na tak krótki czas do Ojczyzny. Co bardziej wymagający wytykali jednak organizatorom pewne niedociągnięcia.

- VIII Światowe Igrzyska Polonijne uważam za zamknięte - tę, nawiązującą do igrzysk olimpijskich, formułę wygłosił w sobotę pod Krokwią reprezentujący zakopiański Urząd Miasta wiceburmistrz Jan Gąsienica-Walczak. Od strony sportowej trwająca tydzień impreza zakończyła się triumfem reprezentacji Polonii z Czech, która wywiozła z Zakopanego 104 medale, w tym 40 złotych. Drugie miejsce zajęli Polonusi z Litwy, którzy "rzutem na taśmę", w ostatniej konkurencji zawodów, wyprzedzili trzecią w ostatecznej klasyfikacji Kanadę. Choć zawodnicy wszystkich reprezentacji podkreślali, że wszyscy, zwłaszcza ci, którzy kiedyś uprawiali sport zawodowo, podeszli do rywalizacji bardzo poważnie, to jednak nie tylko sport liczył się w czasie pobytu w Zakopanem. - Jest pytanie, czasem stawiane przez mieszkańców miast, które odwiedzamy, czasem przez dziennikarzy - czy te igrzyska są potrzebne? - mówił na poprzedzającej zakończenie igrzysk konferencji prasowej Jacek Maludziński z reprezentacji Polonii z Kanady. - Uważam, że są potrzebne. Świadczy o tym liczba osób, które na nie przyjeżdżają; dla wielu z nich jest to czasem jedyna szansa, żeby przyjechać do Polski. Jak dodawał Maludziński, igrzyska miały takie znaczenie szczególnie dla Polonii ze Wschodu, której Stowarzyszenie "Wspólnota Polska" - jeden z organizatorów igrzysk - dofinansowywało koszty przyjazdu i pobytu pod Giewontem. Dobrze obrazuje to różne losy Polaków rozsianych po całym świecie - podczas gdy dla naszych rodaków z Białorusi, Ukrainy czy Kazachstanu wyjazd do Zakopanego byłby raczej niemożliwy przy samodzielnym pokrywaniu wszystkich kosztów, ta goście z Zachodu nie tylko sami pokrywali swoje wydatki, ale w dodatku postanowili pozostawić po sobie nie tylko wspomnienia.

- Kanadyjska Polonia zorganizowała w czasie igrzysk dwie akcje charytatywne - chwalił reprezentację zza Atlantyku Zdzisław Chmiel, rzecznik prasowy igrzysk. Jedna odbyła się w Nowym Targu - po pokazowym meczu hokeja, druga w Zakopanem.

- Od pierwszej polonijnej olimpiady chcemy zostawić coś po sobie w miejscach, które odwiedzamy - wyjaśniał przesłanki tych akcji Jacek Maludziński z Kanady. - Zawsze przekazujemy jakiejś organizacji zebrane przez nas wpisowe do naszej reprezentacji. Te pieniądze - około 4 tysięcy dolarów - trafiły do zakopiańskiego koła Stowarzyszenia na Rzecz Osób z Upośledzeniem Umysłowym. Z kolei w Nowym Targu Polonusi z Kanady wsparli byłego zawodnika tamtejszego klubu - Roberta Biela, któremu sportową karierę przerwała ciężka choroba. - Przekazaliśmy na aukcję koszulki naszej reprezentacji, a także strój Mariusza Czerkawskiego - mówił Maludziński. - Zostały sprzedane za blisko dwa i pół tysiąca złotych, dodatkowo uzbieraliśmy 500 dolarów, a drużyna amerykańska dołożyła 300.
- Z igrzysk zapamiętamy pozytywne nastawienie wszystkich uczestników i wspaniałą pogodę - zapewniała Małgorzata Rudomino. Polonuska ze Szwecji była jednak także surowym recenzentem organizatorów, którym dostało się na przykład za jakość serwowanych w hotelu posiłków czy brak przemarszu uczestników Krupówkami i przyjęcia ich w Urzędzie Miasta, choć to ostatnie - przy ponad 700 uczestnikach - trudno sobie wyobrazić. Wytykała też brak atrakcji dla najmłodszych: - Dzieci nie miały się gdzie spotkać i bawić, a przecież chodzi o to, by dobrze zapamiętały Zakopane i w przyszłości wolały przyjechać tu, a nie do Chamonix. Skierujemy swoje uwagi, a raczej porady, do organizatorów następnych igrzysk - zapowiadała pani Małgorzata.

- Wiem, że nie wszystko grało. Było trochę niedociągnięć, ale przy jak najmniejszych kosztach chcieliśmy, żeby program igrzysk był jak najpełniejszy - tłumaczył się Kazimierz Dzielski, przewodniczący Komitetu Organizacyjnego. - Było nam trudno, bo dawno tych igrzysk nie organizowaliśmy - wtórował mu wiceburmistrz Jan Gąsienica-Walczak w dość niefortunny (w kontekście starań o mistrzostwa FIS 2015) sposób. Jeżeli na czerwcowym kongresie FIS w Turcji Zakopane tę imprezę dostanie, takich wymagających gości za pięć lat pod Giewontem będzie znacznie więcej i dla nikogo z nich nie będzie istotne to, że Zakopane mistrzostw tych nie organizowało przez blisko 50 lat.

- My sami też nie jesteśmy bez winy, na przykład gdy nagle w saneczkarstwie chce wystartować 300 uczestników zamiast zapisanych 150 - bił się w piersi za wszystkich zawodników Jacek Maludziński. - Igrzyska Polonijne to specyficzna impreza, gdzie startują wciąż aktywni zawodnicy, byli zawodnicy, ale i kompletni amatorzy, bez doświadczenia, niezdyscyplinowani na starcie czy trasie zawodów.

(LK)

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie