Polsat Boxing Night. Dariusz Michalczewski: Krzysztof Głowacki ma jaja

Łukasz Żaguń
Łukasz Żaguń
Lukasz Capar Polska Press
O sobotniej gali Polsat Boxing Night w Ergo Arenie, mówi nam gdańszczanim, były mistrz świata w zawodowym boksie Dariusz Michalczewski.

Polsat Boxing Night. Głowacki - Usyk. [GDZIE OGLĄDAĆ, TRANSMISJA, ONLINE, STREAM]

Wybiera się Pan na sobotnią galę (początek o godz. 19)?
Tak, oczywiście.

W głównej walce wieczoru zobaczymy Krzysztofa Głowackiego i Ołeksandra Usyka. Jak ten pojedynek może się potoczyć?
Mocno wierzę w to, że Głowacki wygra, ale będzie o to bardzo ciężko. Usyk to mistrz olimpijski, świata i Europy, ale z drugiej strony brakuje mu doświadczenia na zawodowym ringu. Trochę się w tym boksie pozmieniało, bo moim zdaniem, niektórzy za szybko teraz startują do walki o mistrzostwo świata. Z drugiej strony, Usyk już pokazał, że jest mocny fizycznie, dobrze boksuje technicznie, jego atutem jest też wzrost. A Głowacki? Na pewno udowodnił, że ma jaja i charakter. Jest coraz lepszy. Szanse oceniłbym 50 na 50, choć oczywiście trzymam kciuki za Głowackiego.

Niektórzy Głowackiego nie doceniają, traktując go jako „przejściowego mistrza”. On rzeczywiście nie ma szans, żeby być w posiadaniu pasów na dłużej?
Nie zgadzam się z tym, bo przecież już w walce z Marco Huckiem Głowacki pokazał, że ma jaja, potrafi boksować i ma tak zwany „killer instynkt”. Potem pokonał Steve’a Cunninghama, tyle tylko, że Amerykanin jest już spadającą gwiazdą. Ale do nauki to była świetna walka. Zresztą, Głowacki w dobrym stylu pierwszy raz obronił tytuł. Usyk to jest jednak pięściarz innego kalibru. On tu przyjechał po pas. To nie jest byle jaki zawodnik, który stoi i czeka gdzieś na rogu. To jest dla mnie pretendent numer jeden.

Czyli przewiduje Pan, że to będzie najcięższa walka w karierze Głowackiego?
Na pewno. Ale z drugiej strony, z Huckiem, którego też w zasadzie zaliczam już do spadających gwiazd, również nie było łatwo Głowackiemu. Niemiec za szybko się wystrzelał, a że nasz pięściarz miał dobrą kondycję i charakter, to dobrze to wykorzystał. Prawdę mówiąc, Huck przegrał z Głowackim na własne życzenie. Wiem z własnego przykładu - też miałem podobne walki w karierze. Rywale lądowali na deskach i gdybym wtedy ich nie wykończył, to też bym przegrał. Do tego potrzeba doświadczenia. Tu nie wystarczy tylko celnie bić. Boks to też taktyka, technika. To wszystko zebrać w całość potrafią tylko czempioni. Bo mistrzów świata jest wielu, ale czempionów już nie. Może kilku.

Porozmawiajmy o Albercie Sosnowskim, który kilka razy zapowiadał już zakończenie kariery. Pan go jeszcze w ringu widzi?
On to robi chyba tylko dla kasy. Z Andrzejem Wawrzykiem, który dla mnie w tym momencie jest najlepszym polskim ciężkim, ma małe szanse.

Czyli uważa Pan, że Wawrzyk tę walkę powinien spokojnie wygrać?
Tak myślę, ale to jest waga ciężka. Rządzi się swoimi prawami. Czasami jeden cios decyduje o wszystkim. Z drugiej strony, nie wiem, czy Sosnowski ma jeszcze czym uderzyć. Mało prawdopodobne, że wyjdzie mu przypadkowy cios. Wydaje mi się, że to będzie walka jednostronna.

Pana zdaniem, jeszcze na jakąś walkę kibice powinni zwrócić uwagę?
Szczerze mówiąc, tę kartę walk się trochę „upycha”, a tak naprawdę czekamy przede wszystkim na pojedynek wieczoru Głowackiego z Usykiem. Bardzo mi przykro, że się tak krytycznie wypowiadam, ale dziś, niestety, poziom boksu mocno spadł. Kiedyś ktoś mógł mnie obudzić w nocy i bym wymienił jednym tchem pierwszą dziesiątkę w wadze ciężkiej i to tak „z rękawa”, a dziś to miałbym chyba problem z wymienieniem dziesięciu dobrych zawodników z wszystkich wag. Przecież kiedyś byli tacy bokserzy jak Roy Jones, Mike Tyson, Evander Holyfield, Riddick Bowe, Lennox Lewis, bracia Kliczko, George Foreman czy nawet Andrzej Gołota. Dziś, niestety, rywalizacja jest bardzo słaba.

Czyli rozumiem, że poza walką wieczoru, fajerwerków się Pan nie spodziewa?
Ja nie chcę nikogo zniechęcać. Wierzę w to, że niektóre walki będą spektakularne. Mówię tylko, że adrenalina skoczy przede wszystkim przy okazji pojedynku wieczoru. Innych pewnie będziemy po prostu oglądali, a walką Głowackiego emocjonowali się. Niestety, prawda jest taka, że my jesteśmy teraz mistrzami świata w robieniu konferencji prasowych, ceremonii ważenia, różnego rodzaju przebieranek. Jeżeli to wszystko przewyższa poziom sportowy, to jest to po prostu kicz. Przez to serce mi się kraje i robię się czerwony.

Porozmawiajmy jeszcze o Izu Ugonohu, który miał walczyć w listopadzie na gali Polsat Boxing Night z Mariuszem Wachem. Wszystko było już dogadane, ale w ostatniej chwili Izu zrezygnował z pojedynku. Źle postąpił?
Dlaczego źle?

No miał przecież szansę wypromować się na dużej gali.
Ale co to za promocja dla Ugonoha, kiedy walczy z bokserem takim jak Mariusz Wach, który wcześniej miał wpadki dopingowe? To dla polskiego boksu, z punktu widzenia sportowego, nie byłaby atrakcyjna walka. Poza tym, nie uważam, że zwycięstwo nad Wachem bardzo zmieniłoby karierę Izu. Myślę, że ten chłopak wie, co robi.

A może po prostu jego promotorzy wywierają na niego ogromną presję, a on im bezgranicznie ufa.
Ale tak to powinno wyglądać. To promotorzy prowadzą karierę zawodnika. Pięściarze nie powinni decydować. Wiem to z własnego doświadczenia. Nie wybierałem sobie tego czy tamtego boksera. Mówiłem tylko, za jaką kasę chcę walczyć.

Czyli rozumiem, że Pana zdaniem kariera Izu się dobrze rozwija?
A on przegrał już jakąś walkę?

Nie, jest niepokonany na zawodowym ringu.
No to znaczy, że dobrze się rozwija. Ale nie chcę się tutaj szeroko wypowiadać, bo nie znam dobrze tematu. Jestem w stanie natomiast zrozumieć to, że Polsat jest wkurzony na Izu, bo taka walka z Wachem pewnie dobrze by się sprzedała.

Tradycyjnie zapytam, czy nikt nie składał Panu jakiejś lukratywnej oferty powrotu na ring?
(śmiech) Nie, nie ma takiej możliwości.

Czyli już nawet 10 milionów euro Pana nie przekona?
Myślę, że nawet za tyle bym się nie zdecydował. Mam już prawie 50 lat na karku, znam też swoje możliwości. Poza tym, wiem, ile miałem przerwy. W ostatnich 11 latach rękawice ubierałem tylko do zdjęć. Jestem już jak śnieg sprzed kilku lat.

Ale formę nadal Pan trzyma?
Tak, staram się trzymać. Biegam, czasami sobie pójdę na siłownię. Ale to wszystko. Powiedzmy sobie wprost - jestem człowiekiem zamożnym, po co mam wychodzić do ringu? To by mi przecież tylko zdrowie odebrało. Odszedłem w odpowiednim momencie i nie zamierzam wracać.

CZYTAJ TAKŻE:
Polsat Boxing Night. Głowacki - Usyk: Szczegóły pay-per-view. Gdzie zamówić dostęp?
Polsat Boxing Night w Ergo Arenie. Nie tylko Głowacki i Usyk. Karta walk

Usyk chce odebrać Głowackiemu pas mistrza świata. "Dużo zależy od tego, kto kogo pierwszy złamie"

Agencja TVN/x-news


Kliknij i czytaj na następnej stronie >>>

Wideo

Materiał oryginalny: Polsat Boxing Night. Dariusz Michalczewski: Krzysztof Głowacki ma jaja - Dziennik Bałtycki

Komentarze 3

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

t
trans

polsatboxingnight.eeu.pl

K
KRIS

Jaja jak berety. Michalczewski gada, ze jak Izu dotad nie przegrał żadnej walki, to znaczy że jego kariera jest dobrze prowadzona. Oczywiście dla Dareczka nie ma żadnego znaczenia, ze Ugonoh obija samych kelnerów. Dareczek uważa, że właśnie obijanie samych słabeuszy czyni boksera lepszym pięściarsko. Dareczek jest pewny, ze Izu wygrałby z Wachem? A promotor Izu jest troche innego zdania i dlatego walka z Wachem nie dojdzie do skutku. Obóz Ugonoha zdaje sobie dobrze sprawe, ze walka z Wachem to ryzyko porażki, która zahamowałaby droge Izu do walki o jakiś ważniejsz bokserski pasek.

K
Kura

Ale czy z wolnego wybiegu?

Dodaj ogłoszenie