Polska przed trybunałem

Redakcja
Korespondencja własna ze Strasburga

Znad Wisły napływa najwięcej skarg

Korespondencja własna ze Strasburga

Znad Wisły napływa najwięcej skarg

   W Europejskim Trybunale Praw Człowieka nie tylko przewodzimy w liczbie nadsyłanych skarg, ale także w naszych sprawach zapadają precedensowe w historii tej instytucji wyroki. Tak stało się w sprawie rekompensat za mienie zabużańskie czy w sprawie dotyczącej przewlekłości postępowania przed krajowymi sądami. Czy Polska niebawem znów znajdzie się w centrum uwagi, z powodów ewentualnych skarg Pruskiego Powiernictwa?
   Ściany siedziby trybunału myje się co dwa tygodnie. Są ze szkła, co ma symbolizować przejrzystość i jawność jego prac oraz powszechną dostępność.
   Rzeczywiście. Każdego dnia z 46 państw członkowskich Rady Europy - sygnatariuszy Europejskiej Konwencji Praw Człowieka - przychodzą listy. Z Polski napływa rekordowa ich liczba - do 2000 miesięcznie.
   Jeżeli chodzi o ilości skarg, plasujemy się na trzecim miejscu, jednak statystyka nie w pełni oddaje prawdę. Bo cóż z tego, że znajdujemy się za Rosją, niewiele jej zresztą w tym rankingu ustępując (w 2003 roku z Rosji napłynęło 5996 skarg, a z Polski 5359), skoro tak bardzo różnimy się od naszego wschodniego sąsiada liczbą mieszkańców! Dla porównania, z Hiszpanii, liczbą ludności zbliżonej do Polski, w tym samym roku wpłynęło 603 skargi.
   Skargi z Polski różnią się też treścią. Specyfiką Turcji, od lat zajmującej pierwsze miejsce, są sprawy dotyczące stosowania tortur, brutalnego przesłuchania, wysiedlania Kurdów, zakazu organizowania demonstracji. Z Rosji napływają skargi w sprawie naruszenie art. 2 konwencji, czyli prawa do życia, a dotyczące egzekucji w Czeczenii, warunków panujących w więzieniach - tłoku w celach, straszliwych warunków sanitarnych.
   - Charakter polskich skarg jest inny. Pierwszym wyróżnikiem jest to, że blisko 85 procent z nich, po rozpatrzeniu, okazuje się niedopuszczalnym. Dzieje się tak dlatego, że wielu Polaków ma tendencję do traktowania trybunału jako czwartej instancji, w przypadku jakiegokolwiek niezadowolenia z wyroku polskiego sądu. Tymczasem, podstawowym wymogiem zwrócenia się do Strasburga, jest naruszenie któregoś z zapisów konwencji. Często też skarżący zapominają o konieczności wyczerpania wszystkich krajowych środków odwoławczych oraz nieprzekraczalności terminu 6 miesięcy od ostatniego wyroku w kraju - mówi szefowa polskiej sekcji w europejskim trybunale.
   Obok gabinetu, w którym siedzimy, znajduje się pomieszczenie dosłownie nabite aktami, od podłogi aż po sufit.
   Od paru lat, w wyniku pogarszających się warunków życia w Polsce, biedy i bezrobocia, zaczęły coraz częściej napływać skargi od zdesperowanych ludzi wegetujących na skraju nędzy, a dotyczące wysokości emerytur i rent, świadczeń społecznych i prawa do pracy. Niestety, ponieważ konwencja nie obejmuje w swoich zapisach praw socjalnych, skargi te, choć tak przejmujące, nie mogą być uznane za dopuszczalne.
   Są jednak takie nieprawidłowości i krzywdy, na naprawienie których można w Strasburgu liczyć. Tak stało się w głośnej sprawie Broniowski przeciwko Polsce, dotyczącej zarzutu niezaspokojenia roszczenia o odszkodowanie za majątek pozostawiony we Lwowie, a w praktyce dotyczącej rekompensat za tzw. mienie zabużańskie. Bo chociaż skarga Broniowskiego, jak każda w trybunale, miała charakter indywidualny, to za nią znajduje się 80 tys. kresowian, którzy utracili swoje majątki na wschodzie. I to właśnie oprócz Broniowskiego, tych 80 tys. osób dotyczy stwierdzone wyrokiem Trybunału naruszenie przez władze polskie artykułu 1 protokołu nr 1 konwencji.
   Wystawiona w Strasburgu diagnoza, wskazująca na wady legislacyjne w polskim prawie, ma tyleż spektakularny co precedensowy charakter. Jeszcze nigdy nie zapadł tu wyrok, który nakazywałby jakiemukolwiek państwu podjęcie środków o tak ogólnym charakterze i równie szerokim zakresie! Jednocześnie przełomowy w orzecznictwie trybunału wyrok w sprawie Broniowskiego, oprócz problemu Zabużan, odbija jeszcze jedna polską kwestię: po 89 roku nie przeprowadzono u nas ani reprywatyzacji ani powszechnego uwłaszczenia. Blokowanie przez postkomunistów ustawy reprywatyzacyjnej, zaowocowało czerwcowym wyrokiem w Strasburgu, a w konsekwencji koniecznością wyjaśnienia przez polskie władze na międzynarodowym forum, jakiego rodzaju środki mają zamiar podjąć, by przywrócić w Polsce stan prawny zgodny z art. 1 konwencji. Trybunał dał rządowi polskiemu 6 miesięcy na przedłożenie stanowiska w tej kwestii. Komitet Ministrów Rady Europy, do którego należy egzekucja wyroków, oczekuje na sprawozdanie z wykonania "wyroku zabużańskiego" w ciągu najbliższych kilku miesięcy. Egzekucyjny zegar tyka. Jego wskazówki zatrzymają się 22 grudnia. W oczekiwaniu na wewnątrzpaństwową regulację prawną wszystkie skargi Zabużan znajdujące się już w trybunale, a jest ich ok. 200, zostały odroczone.
   W sposób generalny Strasburg zareagował też niedawno na inną polską falę skarg, tych dotyczących przewlekłości postępowania cywilnego i karnego. - Dotychczas blisko połowa wyroków, jakie zapadały w trybunale w polskich sprawach, dotyczyła właśnie przewlekłości - wyjaśnia prawnik.
   Wielka liczba tego rodzaju skarg jest efektem otwarcia po 89 roku drogi do sądów w wielu nowych kategoriach spraw, któremu towarzyszy chroniczne niedoinwestowanie polskiego wymiaru sprawiedliwości - etatowe i lokalowe. Jednak przed strasburskim trybunałem państwo nie może tłumaczyć się finansowymi i organizacyjnymi trudnościami, bowiem odpowiedzialność za zorganizowanie sprawnego wymiaru sprawiedliwości spoczywa na państwie.
   Przełomową okazała się sprawa _Kudła przeciwko Polsce, _w której trybunał orzekł, iż brak w prawie krajowym skutecznego środka odwoławczego w przewlekłości postępowania sądowego stanowi naruszenie konwencji. W rezultacie tego wyroku w Polsce we wrześniu tego roku uruchomiono odrębny mechanizm sądowego dochodzenia roszczeń wynikających z przewlekłości postępowania. Wprowadzono nowe środki prawne, dając możliwość złożenia w kraju skargi o stwierdzenie, iż w postępowaniu doszło do naruszenia prawa do rozpatrzenia sprawy bez nieuzasadnionej zwłoki. W razie wygranej skarżący może liczyć na odszkodowanie w wysokości 10 tys. zł.
   I ten wyrok jest pierwszym tego rodzaju w strasburskim orzecznictwie.
   Jakiego wyniku można się spodziewać w razie ewentualnych roszczeń Pruskiego Powiernictwa? To pytanie niepokoi dziś wielu Polaków. Nikt w trybunale nie chce jednak wypowiedzieć się w tej kwestii. Powód? - Do tej pory nie wpłynęła żadna skarga dotycząca tego. A ponieważ nie wpłynęła i zarzuty nie są sprecyzowane, trudno cokolwiek przewidywać - tłumaczy moja rozmówczyni. Przyznaje jednak, że niemieccy obywatele, którzy utracili majątki na terenach Polski, prowadzą korespondencje z trybunałem, a listy tego rodzaju od pewnego czasu zaczęły napływać liczniej. Ich nadawcy proszą o formularz skargi. Chcą wnosić skargi o naruszenie prawa własności.
   W opinii prawnika nie można jednak przeprowadzać analogii między roszczeniami Zabużan a Powiernictwa. - Pozbawienie własności jest aktem jednorazowym. Konwencja nie gwarantuje prawa do nabywania własności i nie działa wstecz. O ile prawa Zabużan do odszkodowania były uznawane zarówno przed, jak i po ratyfikacji konwencji, to tego rodzaju fakt nie miał miejsca w odniesieniu do niemieckich przesiedleńców - ocenia prawnik ze Strasburga.
KATARZYNA ŚLIWA

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie