Polska zamienia się w step. I będzie gorzej

Włodzimierz Knap
Polska wysycha na naszych oczach. Najgorzej jest w Wielkopolsce i na Kujawach
Polska wysycha na naszych oczach. Najgorzej jest w Wielkopolsce i na Kujawach fot. Sławomir Kowalski
Udostępnij:
Woda. Przez gwałtowne zmiany klimatyczne możemy stracić prąd, wodę pitną, a ceny żywności poszybują. Słodkiej wody mamy dziś tyle co Afryka Północna.

Od dawna znana jest groźba, że trzecia wojna światowa wybuchnie o dostęp do wody pitnej. Przed takim scenariuszem przestrzegają m.in. planiści wojskowi. Eksperci z ONZ prognozują, że w 2025 r. dla około 2 mld ludzi zabraknie wystarczającej ilości wody, co wymusi migrację milionów na północ. Obecnie na jej niedostatek cierpi niemal 700 mln osób.

Zapewne wielu Polaków myśli, że problemy z dostępem do słodkiej wody dotyczą przede wszystkim mieszkańców Azji, zwłaszcza Bliskiego Wschodu, Afryki i niektórych rejonów obu Ameryk. Niewielu z nas ma świadomość, że Polska też cierpi na bardzo poważny deficyt wody. W całej Europie większe problemy z nią mają tylko Malta i Cypr, a porównywalne: Czechy. - Przez lata melioracji, osuszania bagien, wycinania lasów w nieodpowiednich miejscach oraz przy braku zbiorników retencyjnych, polskie zasoby wody pitnej są takie jak w Afryce Północnej - przyznaje Stanisław Gawłowski, były wiceminister środowiska.

Eurostat, czyli unijny odpowiednik naszego GUS, podaje, że na jednego mieszkańca Polski przypada 1600 m sześc. odnawialnej wody słodkiej. To mniej niż w gorącej i często cierpiącej susze Hiszpanii, gdzie zasoby te wynoszą 2500 m sześc. - Na razie ratuje nas stosunkowo małe parowanie, dużo mniejsze niż w Portugalii czy Hiszpanii - twierdzi prof. Zbigniew Kundzewicz, klimatolog i hydrolog z PAN. Przestrzega jednak, że w przyszłości z powodu ocieplenia klimatu parowanie się nasili. Już teraz w niektórych regionach, np. w Wielkopolsce, więcej wody paruje, niż spada. W zasobnej w słodką wodę, niedalekiej Finlandii na jednego mieszkańca przypada niemal 21 tys. m sześc., czyli 13-krotnie więcej niż w Polsce.

Grzegorz Tabasz, przyrodnik z Nowego Sącza, mówi, że kiedy tylko opady nie dopiszą, w wielu podgórskich gminach studnie świecą dnem, a rzeki stają się bardzo płytkie. Środek kraju - Mazowsze, Kujawy i Wielkopolska - mieści się natomiast w hydrologicznych kategoriach suchego stepu, prawie półpustyni! W efekcie to nie powodzie, ale susze najbardziej nam dziś zagrażają. Przez brak wody możemy stracić prąd, wodę pitną, a ceny żywności poszybują. Prof. Kundzewicz rysuje ponurą perspektywę: - Wzrośnie znacznie zagrożenie suszą, ale już dziś problemy z wodą są dla nas najważniejszą konsekwencją zmian klimatu.

Rok temu w Polsce ogłoszony został stan suszy hydrologicznej. Na Wiśle w okolicach Warszawy poziom wody był wtedy najniższy od 600 lat. Jednak niektórzy fachowcy przypominają, że brak wody to zjawisko raz po raz występujące w dziejach naszego kraju. - Nasi przodkowie mieli do czynienia z większymi suszami - uspokaja prof. Andrzej Sadurski z Państwowej Służby Hydrologicznej.

Konsekwencje braku wody odczuć możemy szybciej, niż myślimy. Gdy nastanie susza, wtedy może zabraknąć prądu, a bez niego...

Już w lecie ubiegłego roku Polskie Sieci Energetyczne wprowadzały tzw. 20. poziom zasilania. Ograniczone zostały wtedy dostawy prądu do zakładów przemysłowych. Dlaczego? Nasze elektrownie chłodzone są wodą z rzek i jezior. Przy utrzymujących się wysokich temperaturach, niskim poziomie wody, w dodatku zbyt ciepłej, niektóre bloki w elektrowniach, w których nie ma urządzeń chłodzących, mają problemy ze skutecznym jej schłodzeniem, co jest niezbędne do produkcji energii.

W Polsce 70 proc. wody zużywają elektrownie na węgiel, co jest rekordem w skali światowej, ale też w żadnym innym państwie tego rodzaju elektrownie nie dostarczają prawie 90 proc. zużywanego prądu, a tak jest u nas. Niemniej w Niemczech, które zużywają niewiele mniej węgla niż Polska, licząc w tonach, przemysł węglowy pochłania tylko 18 proc. całkowitego poboru wody w kraju, gdyż jest nowoczesny i energooszczędny.

Natura i materia

Dr Maciej Lenartowicz, hydrolog z UW, zwraca uwagę, że nasze problemy z wodą wiążą się też z tym, że nie mamy wielu dużych jezior jak Szwajcarzy ani wąskich, głębokich dolin rzecznych jak Skandynawowie: - I nie stać nas na konieczne, ale bardzo kosztowne inwestycje w zbiorniki retencyjne, w których można skutecznie magazynować wodę.

Według prof. Andrzeja Sadurskiego, hydrologa, zbiorniki retencyjne pomogłyby w przypadku braku wody nie tylko ludziom, lecz też roślinom i zwierzętom. Prof. Sadurski narzeka przy tym na postawę ekologów, którzy utrudniają budowę zbiorników. - Boją się, że ryby nie będą miały dróg migracji na tarliska w górę rzek. A przecież budowane są dla nich specjalne przepławki - przekonuje hydrolog.

Marnujemy wodę

Brakuje nam wody nie tylko z powodu stosunkowo niewielkich opadów, warunków geograficznych, braku zbiorników retencyjnych, lecz też z własnej winy.

Z badań przeprowadzonych przez firmę Oras, producenta armatury, wynika, że Polacy na potęgę marnują wodę słodką.

W Krakowie rocznie zużywa się 4,3 mld m sześc. wody, zresztą bardzo dobrej jakościowo. W zachodnioeuropejskim mieście o porównywalnej liczbie ludności (ok. 800 tys.) zużywa się jej 3 mld m sześc. W Krakowie mieszkańcy marnują rocznie 1,2 mld m sześc. wody, czyli blisko 30 proc. pobieranej. Nie lepiej jest w innych polskich miastach. W Warszawie marnotrawi się 2,6 mld m sześc. rocznie.

Na marginesie dodajmy, że w Krakowie wodociągi pojawiły się już w średniowieczu; pierwsze wzmianki o ich działaniu pochodzą z XIV w. W XVII stuleciu bogatsi mieszkańcy Krakowa cieszyli się już z ujęcia wody we własnym domu. Dużo gorzej było z kanalizacją. Nieczystości lądowały często na głowach przechodniów.

Kropla po kropli

Już kilkanaście lat temu naukowcy z AGH wyliczyli, że nieszczelny kran, z którego woda ścieka z częstotliwością jednej kropli na sekundę, oznacza straty sięgające blisko 5000 litrów w skali roku. Nieszczelna spłuczka w toalecie, której efektem jest strużka wody o grubości jednego milimetra, to zmarnowanych niemal 800 l rocznie.

Problemem są też ścieki. Nadal nieoczyszczonych jest ok. 40 proc. ścieków w kilkudziesięciu największych polskich miastach. Bardzo dużym obciążeniem jest rolnictwo, zwłaszcza stosowanie znacznych ilości nawozów, szczególnie pestycydów, które z pól trafiają do wód podziemnych. W konsekwencji na ponad 70 proc. długości naszych rzek sytuacja jest zła. Ich wody są czasem określane mianem kanałów ściekowych. W nich oraz w wodach gruntowych znajduje się, co stwierdzili chemicy, przeszło 2 tys. związków chemicznych, które najczęściej niekorzystnie oddziałują na organizm ludzi.

Wystarczy 125 litrów

Generalnie zresztą zużywamy sporo więcej wody niż kraje zachodnie. Średnio w ciągu doby na Polaka przypada ok. 190 l wody, gdy na mieszkańca Europy zachodniej niespełna 140 l. - Bez żadnego spadku komfortu naszego codziennego życia wystarczyłoby nam 125 l wody dziennie - mówi Marta Kałużyńska z Fundacji Nasza Ziemia, powołując się na badania naukowe.

Prof. Kundzewicz wskazuje na przykład Izraela, gdzie na jednego mieszkańca przypada niemal siedem razy mniej wody niż na Polaka, ale tam ludzie potrafią oszczędnie nią gospodarować, bez dużego uszczerbku dla komfortu.

W kraju najwięcej wody zużywamy do celów higienicznych (36 proc.), spłukiwania toalet (30 proc.), prania (15 proc.), mycia naczyń (10 proc.). Na gotowanie i picie idzie 3 proc. zużywanej wody.

***

Woda w liczbach

Zasoby wody słodkiej wynoszą zaledwie 2 proc. całkowitych zasobów wody na świecie. Każdego dnia do wody na całym globie trafia prawie 3 mln ton zanieczyszczeń. Całkowita pojemność zbiorników retencyjnych w Polsce wynosi 4 mld m sześc., co stanowi zaledwie 6 proc. rocznego odpływu. Średnia w UE to 15 proc. W Niemczech w zbiornikach zatrzymywanych jest 30 proc. wody. Mózg człowieka w 75 proc. wypełnia woda, w krwi jest jej 83 proc.

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Dołącz do nas na Twitterze!

Codziennie informujemy o ciekawostkach i aktualnych wydarzeniach.

Obserwuj nas na Twiterze!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!

Komentarze 5

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

t
też ja
Polskojęzyczni szczuje często wynajęci do szczekania nie wypowiadajcie się w sprawach Polski to jest temat dla Polaków .Wy szczury poprostu opuście tenkraj my sobie poradzimy .A jeżeli chcecie jednak zistać w tymkraju to uszanujcie dokonanevo wyboru .My nie tolerujemy antpolakówliżących buty seabom. Albo morda wkubeł slbo wypad szczury
m
mhg
- Prywatyzacja miejskich przedsiębiorstw wodno-kanalizacyjnych jest w Polsce nieuchronna. Samorządy mają dzięki temu dodatkowe środki na innego rodzaju inwestycje- twierdzi Michael Reiss, prezes spółki Eko-Wark z izraelskiej grupy Tahal, która właśnie weszła na polski rynek. Grupa Tahal/Eko-Wark otwarła właśnie swoją siedzibę w Warszawie Zamierza wziąć udział w Projekcie Odra, który ma strategiczne znaczenie dla regionu Europy Środkowej, budżet na poziomie 1,5 mld zł i jest współfinansowany przez rząd Polski i Niemiec.
J
Ja
Sorry, ale ekolodzy o tym trąbią od lat. Można pozyskiwać energię z poszanowaniem środowiska, ale co tam. Wyzywają ich od ekoterrorystów i innych i masz babo placek. Świat podąża ku zagładzie, szkoda mi tylko moich dzieci i pewnie wnuków :( i oczywiście wszelkiej maści zwierząt...
r
rem
Będą wielbłądy chodzić. Przyjezdni beda mieć jak u siebie w Afryce.
K
[email protected]
Pamietam jak chciano sprzedać zagranicznej firmie krakowskie wodociągi! Musimy bacznie pilnować aby do tego nie doszło! Wolność, młodzież mówiąc kolokwialnie olała!
"OTO" co walczyli nasi dziadowie i ojcowie rozmyło się ciagu paru miesięcy! Mamy za to NATO, imprezy pielgrzymkowe, pogrzebowe i "bombarowanie" religią...
Więcej informacji na stronie głównej Dziennik Polski
Dodaj ogłoszenie