Polskie firmy tygrysami Europy [DEBATA, VIDEO 360]

Polskie firmy tygrysami Europy [DEBATA, VIDEO 360]

red. Zbigniew Bartuś

Dziennik Polski 24

Aktualizacja:

Dziennik Polski 24

Polskie firmy tygrysami Europy [DEBATA, VIDEO 360]
1/7
przejdź do galerii
By polska gospodarka odniosła sukces, większość przedsiębiorców musi robić to, co od zawsze robi Oknoplast.
Kilka urywków z redakcyjnej debaty nakręciliśmy dla Was kamerą sferyczną w formacie 360 stopni - w poniżej zamieszczonych materiałach za pomocą myszki możecie obracać obraz i oglądać wszystko, co dzieje się wokoło. W ustawieniach filmu można też zmienić jakość obrazu.



Większość znanych dziś polskich firm powstało w latach 90., zakładali je ludzie przeważnie bez jakichkolwiek doświadczeń w zarządzaniu, a nawet jeśli wcześniej kierowali czymkolwiek – to w warunkach księżycowej gospodarki realnego socjalizmu.

Jak zauważa Mikołaj Placek, prezes krakowskiej firmy OKNOPLAST, w okresie transformacji do zbudowania silnej pozycji na rynku wystarczyły: pomysł, zapał, spryt, odrobina kapitału na rozruch i mnóstwo ciężkiej pracy przedsiębiorcy. Całkiem inne były warunki, przepisy, a przede wszystkim inaczej wyglądał rynek. - Polski klient kupował wszystko. Ale już wtedy widać było duże różnice w podejściu do biznesu. Przedsiębiorcy odmiennie odpowiadali na pytanie: po co ja ten biznes prowadzę - wspomina Mikołaj Placek.

Większość przedsiębiorców wybrała wtedy drogę na skróty: konkurowanie niską ceną, nie bacząc na jakość, innowacyjność. - Myśmy konsekwentnie stawialiśmy na jakość produktu i zaawansowanie techniczne. Postanowiliśmy zostać liderem, za którym będą podążać inni i którego wszyscy będą naśladować - opowiada prezes firmy OKNOPLAST.

Wydawało się to wówczas fanaberią, a nawet szaleństwem, ale... Ziściło się na naszych oczach. W branży okiennej Polacy prześcignęli wszystkich i rozpychają sie w Europie. - Robimy najlepsze jakościowo, najbardziej zaawansowane technicznie produkty w Europie. Mamy silną znaną markę. Inni nas naśladują - podkreśla Mikołaj Placek.



Plan wielkiego skoku
Grzegorz Piątkowski z PiS przekonuje, że członkowie rządu odpowiedzialni za gospodarkę wyciągają wnioski z doświadczeń polskich i zagranicznych, by stworzyć możliwie najlepsze warunki i impulsy do rozwoju polskiej gospodarki. Cel jest taki, jaki przed laty postawił sobie OKNOPLAST: by nie konkurować niską ceną, lecz jakością, innowacyjnością, technologią produktów. Trzeba w tym celu wspierać już istniejące silne polskie marki - i tworzyć nowe.

Jak mówi Grzegorz Filipek, szef .Nowoczesnej w Małopolsce, postęp musi nastąpić we wszystkich dziedzinach, nie tylko w produkcji, ale i organizacji firm. Wzorem czempionów, jak Oknoplast, większość przedsiębiorców musi sięgnąć po wiedzę, nowoczesne narzędzia pomagające prowadzić firmę, kontrolować finanse, w tym koszty, ale też komunikować się wewnątrz i na zewnątrz, a przede wszystkim - obsługiwać klientów na najwyższym poziomie. Postęp technologiczny niezwykle ów poziom wywindował.

W przypadku krakowskiej firmy BIURO PLUS kluczem do sukcesu okazało się zorganizowanie biznesu od podstaw pod kątem zaspokojenia zmieniających sie potrzeb klienta. - Konkurencyjne dzisiaj są właśnie takie biznesy, gdzie absolutnym priorytetem jest nastawienie na klienta, na aktywne podążanie za zmianami, które po jego stronie zachodzą i dostosowanie struktury organizacyjnej do tych zmian - mówi szef BIURO PLUS Włodzimierz Leszczyński. Podkreśla, że właściciele firm, chcąc podejmować trafne decyzje biznesowe, muszą cały czas śledzić zmiany i próbować je zrozumieć, a kiedy jest z tym problem - szukać wiedzy, ustawicznie się dokształcać. Muszą być też świadomi, że nawet w tradycyjnych branżach nie ma dziś ucieczki przed technologią i nowymi mediami.

- Prowadzenie przedsiębiorstwa to jest zarządzanie zmianą - kwituje Mikołaj Placek.
- Polska gospodarka opiera się na małych i średnich firmach. Znaczną część właścicieli takich firm stanowią ludzie, którzy zakładali biznesy w latach 90. Wielu z nich nie potrafi się zaadaptować do ciągłych zmian na rynku, nie doszło u nich do przemiany mentalnej. Dotyczy to także części dużych firm, zarządzanych przez swych twórców po staremu, ręcznie. To powoduje marnowanie potencjału, te firmy mogłyby funkcjonować lepiej i osiągnąć więcej. Nad mentalnością trzeba popracować, tworząc mechanizmy wspierające pożądane zmiany - uważa Grzegorz Filipek.
Grzegorz Piątkowski zapewnia, że uwolnieniu tkwiącego w polskich przedsiębiorcach olbrzymiego potencjału służyć będzie rządowy plan na rzecz odpowiedzialnego rozwoju, zwany planem Morawieckiego.

Wykorzystajmy szansę
Plan przewiduje wsparcie dla tych, którzy zakładali firmy ćwierć wieku temu i mają dziś po 60 lat i więcej - rząd wierzy, że potrafią się uczyć i przestawić. Liczy też na drugie pokolenie, zainteresowane przejęciem biznesów - PiS chce to zasadniczo ułatwić, a służą temu nowe regulacje dotyczące sukcesji.
- W 1989 r. dzięki ustawie Wilczka doszło do eksplozji przedsiębiorczości. Chcemy to powtórzyć. Niektórzy mówią o tym okresie: dziki kapitalizm. A niech będzie dziki kapitalizm. Niech przedsiębiorca się nie boi, że jak uruchomi biznes, to mu go państwo zje; że dopiero posadził i podlewa drzewko, a za nim stoi urzędnik z siekierą, żeby je ściąć - wyjaśnia Grzegorz Piątkowski.

Andrzej Zdebski, prezydent Izby Przemysłowo-Handlowej w Krakowie, przyznaje, że rządowy plan budzi wśród biznesu spore nadzieje. - Ale pozytywny przekaz do środowiska gospodarczego budowany przez premiera Morawieckiego jest zaraz niszczony przez innych członków rządu, w tym przez ministra Zbigniewa Ziobro, który mówi ostro, by osiągnąć cele polityczne. Jeśli polityka weźmie górę, to plan Morawieckiego nie zostanie wcielony w życie i czekają nas kolejne stracone lata - ostrzega Andrzej Zdebski.
Obawia się, że mając tysiąc dobrych pomysłów PiS nie zrealizuje żadnego. I to w sytuacji, gdy ma coś, czego nie miały poprzednie rządy po 1989 r.: pełnię władzy w kraju, w tym samodzielną większość w parlamencie.

Mikołaj Placek, prezes firmy OKNOPLAST: - Naszym celem od początku było stworzenie silnej marki. Dzięki silnym markom Niemcy cieszą się w świecie renomą jako producenci dóbr solidnych i zaawansowanych technologicznie. Polska musi iść tą samą drogą. W branży okiennej prześcignęliśmy wszystkich, robimy najlepsze jakościowo, najbardziej zaawansowane technicznie produkty w Europie. Inni nas naśladują, podrabiają.



Andrzej Zdebski, prezydent Izby Przemysłowo-Handlowej w Krakowie, były wiceminister pracy i gospodarki: - Presja modernizacyjna na małych wywierana jest także przez reklamę. Teraz to towar, dzięki wiedzy zgromadzonej o klientach, szuka swego nabywcy. Przedsiębiorcy, którzy nie rozumieją, w którym kierunku zmierza świat i zignorują te zmiany, przegrają. Ich towar - dosłownie! - się nie sprzeda.



Włodzimierz Leszczyński, szef Biuro Plus Kraków: - W turbokapitaliźmie tempo zmian wywiera silną presję na przedsiębiorców. Ci, którzy tej presji nie wytrzymują, tracą przewagi konkurencyjne i ich los jest przesądzony.Można to odnieść do całych gospodarek, więc zadaniem polityków jest stworzenie takich warunków i impulsów, by większość polskich przedsiębiorców potrafiła i chciała odpowiednio szybko reagować na zmiany.



Grzegorz Piątkowski, PiS, rzecznik praw absolwenta: - Mamy w rządzie jastrzębie, i mamy ludzi skupiających się na gospodarce. Jestem pewien, że ostra retoryka pierwszych nie zatrzyma dobrych zmian, służacych przedsiębiorcom, wprowadzanych przez drugich. Premier Szydło, wicepremier Morawiecki, wicepremier Gowin, minister Streżyńska są gwarantami tego, ze uczciwym przedsiębiorcom nie stanie się krzywda.



Grzegorz Filipek, .Nowoczesna, przewodniczący regionu małopolskiego: - Niezależnie od warunków, czołowe polskie firmy sobie poradzą. Są nowocześnie zarządzane, korzystają z najnowszych narzędzi. Ale wiele firm, także dużych, nie zdążyło się przestawić - głównie dlatego, że u właścicieli nie doszło do przemiany mentalnej. To powoduje marnowanie potencjału, te firmy mogłyby funkcjonować lepiej i osiągnąć więcej.

Konkurencja się zmienia, firma wchodzi na nowe rynki i musi się do nich dostosować, w coraz krótszych odstępach czasu pojawiają się nowe technologie i dotyczy to nie tylko produkcji, ale obsługi klienta.

- Na początku lat 90. prowadzenie firmy wyglądało inaczej niż dziś?

Mikołaj Placek: - Inne były warunki, przepisy, a przede wszystkim inaczej wyglądał rynek. Polski wchłaniał wszystko. Ale już wtedy widać było duże różnice w podejściu do biznesu. Przedsiębiorcy odmiennie odpowiadali na pytanie: po co ja ten biznes prowadzę.

Andrzej Zdebski: - Klasyczna odpowiedź brzmi: dla zysku. Jak się spyta przedsiębiorców, to większość tak odpowie. I to jest prawda: firma musi zarabiać. Ale diabeł tkwi w szczegółach. Bo zysk może być w firmie bogiem, albo też zysk może być czymś, do czego się dąży długodystansowo.

Mikołaj Placek: - Wieloletnie doświadczenie –moje i mojego ojca, który zakładał i rozkręcał firmę – jest takie, że większość przedsiębiorców wybrała na początku lat 90. drogę na skróty. Ona była łatwiejsza, ale - jak sama nazwa wskazuje - tylko na krótką metę. Myśmy wybrali drogę inną: konsekwentnie stawialiśmy na jakość produktu i zaawansowanie techniczne, na innowacyjność. Postanowiliśmy zostać liderem, za którym będą podążać inni. Którego wszyscy będą naśladować.

- Ambitny cel w kraju, gdzie szczytem techniki był „polonez”...
Mikołaj Placek: - To był nie tylko cel ambitny, ale i dla wielu niezrozumiały. Nawet nasi zachodni partnerzy pytali, po co my to robimy, skoro w Polsce i szerzej - na wschodzie Europy - da się sprzedać wszystko.

- Nawet badziewie.
Mikołaj Placek: - Właśnie. Ale myśmy nigdy nie chcieli sprzedawać byle czego. Celem było stworzenie silnej marki. Dzięki silnym markom Niemcy cieszą się w świecie renomą jako producenci dóbr solidnych i zaawansowanych technologicznie. Doszliśmy do wniosku, że Polska musi podążyć tą samą drogą, a najlepiej, żeby nasze marki prześcignęły renomą ich marki.

- Sceptycy stukali sie w głowy.
Mikołaj Placek: - Ale to się dzieje na naszych oczach! W branży okiennej myśmy prześcignęli wszystkich, robimy najlepsze jakościowo, najbardziej zaawansowane technicznie produkty w Europie. Inni nas naśladują, podrabiają. A my już wtedy znów jesteśmy kilka kroków przed konkurencją.

- Skąd czerpaliście wzorce?
Mikołaj Placek: - Na początku głównie od naszych dostawców, były to firmy przeważnie niemieckie, korporacje międzynarodowe, o rozbudowanej strukturze, z nowoczesnymi systemami zarządzania. To bardzo ważne: myśmy się starali uczyć nie tylko technologii, ale i korzystać z wzorców nowoczesnego zarządzania, bo to porządkuje firmę, zdecydowanie usprawnia jej działanie, poprawiając komunikację i cały proces podejmowania decyzji.

- Niemieckie firmy są dobrze poukładane, zarządzane?
Mikołaj Placek: - Generalnie tak. Myśmy w Polsce w dużej mierze przyjęli ich model prowadzenia biznesu, bardziej rodzinny, ze sceptycznym podejściem do rynków kapitałowych. Z drugiej strony jednak zdajemy sobie sprawę, że absolutnymi liderami w teorii i praktyce zarządzania pozostają Amerykanie Polscy menedżerowie sięgają po wiedzę stworzoną przez amerykańskich guru zarządzania, młode pokolenie ma za sobą studia MBA, liczne kursy, praktyki, zaliczoną literaturę i stara się nadążać za rozwojem wiedzy. Widać to w efektach osiąganych przez firmy. Ale trzeba pamiętać, że samo wykształcenie nie wystarczy. Decyduje, jak wszędzie, zdolność wykorzystania wiedzy w konkretnych warunkach, na konkretnym rynku.

- Niemcy w branży okiennej budowali firmy trzydzieści i więcej lat temu. Nadążają za zmianami?
Mikołaj Placek: - Ich firmy są często zarządzane przez 70-latków, nie posiadających sukcesorów. Są przez to bardziej statyczne, zachowawcze. To nam, Polakom, daje przewagę. W naszej branży trzeba być wsłuchanym w potrzeby klienta, a te szybko się zmieniają. Zapokajamy te potrzeby lepiej niż starsze firmy w Europie, nie tylko niemieckie, ale też włoskie czy francuskie, i to jest nasz potężny atut. Polskie firmy potrafią się rozpychać na kontynencie, jest ich w branży kilkadziesiąt i ta ich świeżość, dynamika, jest czymś wyjątkowym na tle raczej dryfujących firm zachodnich. To jest w sporej mierze kwestia pokoleniowa.

- Z drugiej strony słyszę od specjalistów od zarządzania, że wiele firm w Polsce, zwłaszcza tych, w których nie doszło jeszcze do zmiany pokoleniowej, to są takie małe folwarki zarządzane ręcznie przez pana na włościach.
Mikołaj Placek: - U nas nigdy nie było zarządzania ręcznego, zawsze był management zajmujący się kierowaniem firmą, z dużym zakresem kompetencji i odpowiedzialności. Natomiast właściciel zawsze tworzy strategię, nadaje kierunek - i pilnuje biznesu. U nas celem firmy było zbudowanie silnej europejskiej marki. A żadna silna europejska marka nie bazuje na niskiej cenie. Konkurowanie ceną zawsze kończy sie tym, że znajdzie się ktoś tańszy. I co wtedy?

- Czy wasza firma jest już zorganizowana tak dobrze, że niczego nie trzeba zmieniać?
Mikołaj Placek: - Ależ nie ma na świecie takiej firmy! Możemy mówić o osiągnięciu pewnego optymalnego stanu na dany moment. Ale świat się szybko zmienia, rynek się zmienia, klient się zmienia... Przedsiębiorca musi na to reagować, dostosowując nie tylko swój produkt, ale i strukturę firmy, metody zarządzania do nowych okoliczności. Mówię o reagowaniu na bieżąco. Do tego co kilka lat trzeba spojrzeć na całą firmę z lotu ptaka , kompleksowo: w którym miejscu jest, dokąd zmierza, czy jest gotowa do podjęcia aktualnych wyzwań i realizacji nowych celów.


Tu podaj tekst alternatywny


Włodzimierz Leszczyński: - Rynek zmienia się dziś w szalonym tempie, bo świat przyspieszył i nadal przyspiesza.

- Czyli nie ma czegoś takiego jak stałe, świetne rozwiązanie organizacyjne, które można skopiować i mieć spokój na zawsze?

Mikołaj Placek, Włodzimierz Leszczyński (chórem): - Nie ma!
Mikołaj Placek: - Konkurencja się zmienia, firma wchodzi na nowe rynki i musi się do nich dostosować, w coraz krótszych odstępach czasu pojawiają się nowe technologie i dotyczy to nie tylko samej produkcji, ale i księgowości czy obsługi klienta - nowe systemy informatyczne są znakomitym narzędziem, trzeba umieć je wykorzystać, a to często wymaga reorganizacji. Prowadzenie przedsiębiorstwa to jest zarządzanie zmianą.

- Dałoby się zarządzać waszą firmą po staremu?
Mikołaj Placek: - Sprzedajemy ok. 1,2 mln jednostek okiennych rocznie. Tradycyjne, „analogowe”, zarządzanie logistyką i sprzedażą tak dużej ilości produktów w wielu krajach byłoby niezwykle trudne, a może i niemożliwe, tym bardziej, że oczekiwania klientów są dziś o wiele wyższe niż kilkanaście lat temu. Okna muszą dojechać w ściśle określonym czasie na budowę. System informatyczny pozwala skierować konkretny produkt np. o 7 rano w poniedziałek na szóste piętro budynku w Palermo. W tym samym realizujemy tysiące takich dostaw w różnych miejscach kontynentu. Piętnaście lat temu nie było systemów umożliwiających prowadzenie takiego biznesu tego na tak wysokim poziomie obsługi klienta, na taką skalę.

Włodzimierz Leszczyński: - W firmie jak moja, która od blisko 25 lat zajmuje się procesem zaopatrzenia wielkiego grona klientów w szeroko pojęte artykuły biurowe, nadążanie za ciągłymi zmianami, a najlepiej lekkie wyprzedzanie zmian, stało się warunkiem prowadzenia działalności. Z jednej strony oferowany przez nas asortyment musi być ściśle dostosowany do zmieniających się potrzeb klientów - produkty jeszcze wczoraj bardzo istotne stają się mniej ważne, za to pojawiają się nowe. Z drugiej strony klient, dokładnie tak, jak to opisał Mikołaj Placek, oczekuje dziś dostawy określonych produktów w określonym czasie w określone miejsce, czyli - jak my to nazywamy - pod biurko.

- I on je tam gromadzi?
Włodzimierz Leszczyński: - Nie. To brzemienna w skutki zmiana: klient niczego nie magazynuje, tylko oczekuje od nas dostawy on-line - jakieś artykuły mu się kończą, zamawia je i za moment otrzymuje. Musieliśmy zorganizować całą firmę pod realizację tej potrzeby klienta. Tu szersze spostrzeżenie: konkurencyjne dzisiaj są wyłącznie takie biznesy, w których absolutnym priorytetem jest jak u nas nastawienie na klienta, na aktywne podążanie za zmianami, które po jego stronie zachodzą i dostosowanie struktury organizacyjnej do tych zmian.

- Rozwój technologii wam sprzyja.
Włodzimierz Leszczyński: - Oczywiście, systemy informatyczne nieprawdopodobnie usprawniły prowadzenie biznesu, bez nich jest on właściwie niemożliwy. Ale proces zmian nigdy się nie kończy. Ledwie przeżyliśmy jedną rewolucję, a już trwa kolejna, normą staje się funkcjonowanie firmowych systemów w tzw. chmurze, upowszechniły się aplikacje mobilne - myśmy już trzy lata temu stworzyli pierwszą na rynku aplikację biuroserwisową, Biuro Link, zapewniającą przez okrągłą dobę dostęp do naszego asortymentu, historii zakupów, a przede wszystkim składanie zamówień, edycję, zatwierdzanie i anulowanie z dowolnego miejsca globu, bez konieczności uruchamiana laptopa.


- Co to daje?

Włodzimierz Leszczyński: - Klientom - nieograniczone możliwości składania i analizowania zamówień. A nam przewagę nad konkurencją. Istotą działalności gospodarczej jest bowiem taka adaptacja do zmiany, by uzyskać przewagę konkurencyjną. Nie wszyscy polscy przedsiębiorcy nadążają.

Andrzej Zdebski: - To, jaki jest stopień zaawansowania i nowoczesności narządzi używanych w zarządzaniu daną firmą zależy z jednej strony od wielkości tej firmy, a z drugiej - od świadomości właściciela. My mamy w Polsce stosunkowo wiele firm małych, które często, jakby z natury rzeczy, nie potrzebują skomplikowanych narządzi i systemów informatycznych; mały i prosty biznes da się nadzorować przy pomocy małych i prostych narządzi.

- Czy to jest efektywne? Czy przedsiębiorcy przez to nie tracą czasu? Nie utrudniają sobie życia?
Andrzej Zdebski: - Pewnie tak. Każdy, kto zdecydował się używać smartfona wie, że daje on bardzo wiele możliwości, których nie ma zwykły telefon. Ale jednocześnie - trzeba się nauczyć owych nowych funkcji, dochodzi do tego wiele niedogodności i zagrożeń, bo za wygodę oddaje się część wolności, prywatności. Nie wszystkim to pasuje, nie wszyscy umieją, nie wszystkim się chce. Nie wszystkich stać.

- Mogą działać po staremu...
Andrzej Zdebski: - Właśnie - mogą. Część firm, zwłaszcza tych najdrobniejszych, działających w tradycyjnych branżach, nie przeżyła dotąd czegoś takiego, że one muszą się przestawić i używać nowoczesnych narzędzi, bo inaczej padną.

- Ale ten przymus coraz częściej się pojawia: ze strony ustawodawcy, ze strony klientów i ze strony kooperantów. Nowe przepisy wymagają raportowania przedsiębiorców do ZUS i skarbówki w formie elektronicznej - nie da sie tego zrobić bez sprzętu i oprogramowania. Duże firmy też nakłaniają swych mniejszych kooperantów i kontrahentów do modernizacji systemów produkcji, logistyki, zarządzania. Oknoplast nakłania?

Mikołaj Placek: - Owszem, staramy się podciągać mniejsze firmy, bo to - z jednej strony - ułatwia nam współpracę, z drugiej - po prostu mniejszym firmom służy. Fakt, że przy małej skali działalności, można funkcjonować po staremu. Ale jeśli firma chce się rozwijać - a kto się nie rozwija, ten ginie - musi nadążać. My współpracujemy z tymi, którzy nadążają.

Andrzej Zdebski: - Ta presja modernizacyjna na małych wywierana jest także poprzez reklamę, która rewolucyjnie się zmieniła. Reklamy w tradycyjnym rozumieniu służyły dotarciu z produktem do potencjalnego klienta. Dzisiaj jest to proces w dużej mierze zautomatyzowany, skomplikowane algorytmy badają zachowania użytkowników internetu, telefonii komórkowej, a docelowo - poprzez czujniki w towarach podpięte do internetu, mowa tu o internecie rzeczy, będą analizować zachowania i upodobania klientów także w realnym świecie, np. w sklepie, bo te dwa światy - wirtualny i realny - coraz bardziej się integrują. I to towar niejako sam będzie szukał klienta, w oparciu o zgromadzoną o danym człowieku wiedzę. Przedsiębiorcy, którzy nie rozumieją, w którym kierunku zmierza świat i zignorują te zmiany, przegrają. Bo ich towar - dosłownie! - się nie sprzeda.


Tu podaj tekst alternatywny

- A czy wystarczy wprowadzić w firmie nowoczesne narzędzia i systemy zarządzania i wszystko będzie chodzić jak w zegarku.
Andrzej Zdebski: - Oczywiście, że nie. Zawsze aktualna pozostanie stara prawda, że kluczowy jest nadzór właściciela. Jak on firmy nie przypilnuje, to ona zacznie dryfować. Dlatego mamy taki problem z przedsiębiorstwami publicznymi - tam ciągle nie ma właściciela, tam są lepsi lub gorsi menedżerowie, a nad nimi politycy, którzy z nadzorem właścicielskim nie mają nic wspólnego.


- Z diagnozy polskiej gospodarki, zawartej w planie Morawieckiego, wynika, że większość naszych firm konkuruje ceną i to nas wepchnęło w pułapkę średniego rozwoju. Z której się nie uwolnimy, jeśli przedsiębiorcy nie przestawią biznesów na nowe tory: jakości, innowacyjności, budowania marki. Oknoplast mógłby służyć za wzór w planie Morawieckiego ...

Mikołaj Placek: - Też mi to teraz przyszło do głowy i dziwię się, że tworząc zręby planu oraz obecnie konkretne rozwiązania nikt nie zapytał nas, jak myśmy uniknęli pułapki średniego wzrostu, jak weszliśmy na ów pożądany przez wszystkich wyższy poziom. Powtarzam: w naszej firmie nigdy punktem wyjścia do biznesu nie była cena. Ona jest ważna, więc trzeba uważnie przyglądać się kosztom, ale to nie może być element budowania przewagi konkurencyjnej. Największą wartość dodaną pozwala osiągnąć produkt wysokiej jakości, innowacyjny, sygnowany logo cenionej marki, oferowany przez firmę nastawioną na klienta. Klienci tak chętnie kupują nasze produkty nie dlatego, że są tanie - bo nie są! - tylko dlatego, że spełniają wysokie współczesne oczekiwania, i to z wielu aspektach: od niezawodności i rozwiązań technologicznych, zapewniających komfort energetyczny i wygodę użytkowania, poprzez unikatowy design, po perfekcyjną obsługę. Na niektórych rynkach nasze wyroby należą do najdroższych, a mimo to wszędzie jesteśmy na podium, pod względem wielkości sprzedaży.

Włodzimierz Leszczyński: - Potwierdzam, że takie podejście do biznesu popłaca. Nasza firma od samego początku opiera się na identycznych założeniach - i właśnie to stanowi jej przewagę konkurencyjną, pozwala się rozwijać, skutecznie zarządzać rynkowymi zmianami. Trzeba jednak pamiętać, że tylko 20 proc. przedsiębiorców to jednostki wybitne, które radzą sobie w niemal każdej sytuacji, sprawnie zarządzając zmianą, 60 proc. to osoby podążające za zmianami, a ich skuteczność zależy od warunków, jakie się im tworzy, reszta to ludzie, którzy sobie nie radzą ...

- Większość przedsiębiorców ma jednak bardzo rozwinięty instynkt samozachowawczy.
Włodzimierz Leszczyński: Tak. On każe im zadawać samemu sobie pytanie: czy ja rozumiem otaczający świat, to, dokąd nas prowadzą zmiany? Bo jak nie rozumiem, to nie będę umiał zarządzać. Ja w pewnym momencie zapytałem siebie, czy rozumiem, co do mnie mówi informatyk. I czy rozumiem, jakie powinienem w swej firmie wprowadzić zmiany. W efekcie po prostu zapisałem się do szkoły - nie po to, by być dobrym informatykiem, ale by mieć wiedzę pozwalającą podejmować racjonalne decyzje na przyszłość. To jest kluczowe dla większości firm w sytuacji, gdy szybka zmiana stała się stałą cechą rynku. W dzisiejszym turbokapitaliźmie tempo zmian wywiera silną presję na przedsiębiorców. Ci, którzy tej presji nie wytrzymują, tracą przewagi konkurencyjne i ich los jest przesądzony.

- Można to odnieść do całych gospodarek.
Włodzimierz Leszczyński: -Tak. Więc zadaniem polityków jest stworzenie takich warunków i impulsów, by większość polskich przedsiębiorców potrafiła i chciała odpowiednio szybko reagować na zmiany. Tylko wtedy nasza gospodarka wzniesie się na ów postulowany wyższy poziom. Problem w tym, że nasi politycy nie potrafia nawet docenić dorobku tych, którzy budują w świecie silna markę Polska, tworząc nowy wizerunek naszego kraju, co przekłada się przecież na korzyści wszystkich obywateli.

Współorganizatorem debaty jest Fundacja „Aktywna Małopolska”


Komentarze

Dodajesz komentarz jako: Gość

Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

Liczba znaków do wpisania:

zaloguj się

Najnowsze wiadomości

Zobacz więcej

Najczęściej czytane

Polecamy

Wideo