Polskie korzenie Wiktora Janukowycza?

Polskie korzenie Wiktora Janukowycza?

Zdjęcie autora materiału

Dziennik Polski 24

 Polskie korzenie Wiktora Janukowycza?
Po zakończeniu kampanii wyborczej na Ukrainie, Hanna Herman – dziś zastępczyni szefa Administracji Prezydenta Ukrainy, odpowiadając na pytanie jednego z polskich dziennikarzy o stosunek Wiktora Janukowycza do Polaków, którzy tak mocno wspierali jego adwersarzy podczas pomarańczowej rewolucji odpowiedziała: nie może być zły. Przecież on ma polskie korzenie.
 Polskie korzenie Wiktora Janukowycza?

Marianna Hajduczyk

Korzenie rodziny Wiktora Janukowycza sięgają dzisiejszej Białorusi. W osadzie Januki w powiecie dokszyckim (obwód witebski) zachowało się pięć budynków, obecnie tylko w dwu z nich mieszkają ludzie. Liczba mieszkańców tego zapomnianego przez innych odludzia – to jedynie pięć osób. Wszyscy wierzyli w zwycięstwo w wyborach swego „ukraińskiego krewniaka”. Mówią, że Janukowycz – to niemalże jak ich Łukaszenko, toteż Ukraińcy będą mieli teraz dobrobyt.


 Od wsi Wałkałaty do osady Januki jest sześć kilometrów. Drogi są oczyszczone ze śniegu, wyrąbano też krzewy, którymi pozarastały pola. Pierwsze, co przychodzi na myśl: „Może naprawdę Janukowycz wybuduje tu mleczarnię?” Na zapominanym przez wszystkich skrawku ziemi jest widoczna ręka gospodarza. Niestety, jak tylko mijamy napis „Januki”, mleczarnia znika z oczu, jak zły sen. Wokół jest ruina. Widać jedyne stare wykrzywione domki, pozostałości po chlewach oraz długie pasma starych sadów.


Gdzież są ludzie? Nie widać żadnej wydeptanej ścieżki, z kominów nie bucha dym, nie szczekają psy. „Czy jest tu kto żywy?” W odpowiedzi – cisza głucha. Słyszę echo własnych słów, aż tu nagle z-za jednego z okien wyłania się postać starszej kobiety. Nie mogę uwierzyć, że w tym domu ktoś mieszka. Chata jest wykrzywiona, sczerniała i poszarzała ze starości. Ślady po farbie nie zachowały się nawet na ramach okiennych.


„Kto tam? – z lękiem zapytuje babuleńka. – Czego pani tu szuka?” Nie dziwię się temu, wszak najczęstszym gościem na chutorze jest listonosz. Usłyszawszy, że jestem dziennikarką z Ukrainy, gościnnie zaprasza do domu. W sieniach, urządzonych jak kuchnia, brak podłogi, jednak garnki, talerze i kubki, poustawiane na ławkach, lśnią czystością.


„Mamy wszystko, - mówi Akwilina Janukowicz. – Ukraińcy też będą mieli, jak prezydentem Janukowycz zostanie. Ja zrozumiałam to, gdy zobaczyłam go w Janukach. Jest dobrą, serdeczną osobą, będzie się troszczył o swój naród. Teraz dopiero będziecie żyli dostatnio!  Janukowycz – to niemalże nasz Łukaszenko”.


Patrząc na ubóstwo staruszki, chcę wierzyć jej słowom. Jednocześnie proszę Boga, ażeby Ukraina nie doczekała takiego „dobrobytu”. Nie można jednak powiedzieć, że tych emerytów państwo nie potrzebuje i porzuciło na pastwę losu. Tu regularnie porządkują drogi, dwa razy w tygodniu przywożone są artykuły spożywcze, ludzie otrzymują emeryturę. Brakuje jedynie połączenia  osady ze wsią.


„Do wsi chodzimy piechotą, - kontynuuje kobieta. – Prosto, ścieżkami, jest o wiele krócej. Niestety, lata robią swoje – nie pobiegnę przez śniegi. Gdyby natomiast tu komuś stało się coś złego, sąsiadka ma telefon”.


Gospodarstwo Janukowiczów jest niewielkie. Mają krowę, dwie kury, kota i psa. Paszę dla krowy przygotowują sami. Mówią, że tu raj na ziemi, dlatego też nie ma żadnych problemów z nakarmieniem trzody. Z drwami też nie – wyszedłeś z domu i rąb, ile chcesz.


„W czasie trzydziestostopniowych mrozów nie marzliśmy, - opowiada Piotr Janukowicz. Chata może i jest stara, ale doprowadziliśmy ją do porządku – zrobiliśmy strop, załataliśmy, Nigdzie nie ma ani szczelinki. Czegoż chcieć więcej, gdy jest ciepło i mamy co jeść?”


Akwilina Janukowicz zapala w piecu, żeby poczęstować mnie herbatą. Gdy proszę, aby tego nie robiła, nie reaguje. Mówi, że nawet najgorszy gospodarz nie wypuszcza gościa z domu, nie poczęstowawszy go herbatą.
1 »

Najnowsze wiadomości

Zobacz więcej

Najczęściej czytane

Polecamy

Wideo