Poseł na zagrodzie

ET
Rolnikom wreszcie zaczęło się lepiej powodzić. Przynajmniej tym, którzy zasiadają w Sejmie. Ale też nie wszystkim. Najgorzej mają się posłowie gospodarze z Samoobrony, którym nie pomogły nawet unijne dopłaty.

Dochodowość w rolnictwie zależy od barw partyjnych

Rolnikom wreszcie zaczęło się lepiej powodzić. Przynajmniej tym, którzy zasiadają w Sejmie. Ale też nie wszystkim. Najgorzej mają się posłowie gospodarze z Samoobrony, którym nie pomogły nawet unijne dopłaty.

   Już większość posłów złożyła oświadczenia majątkowe za 2004 r. Szczególnie interesująco przedstawiają się zeznania posłów uprawiających rolę. Na ich przykładzie można stwierdzić, jak powodzi się rolnikom po wejściu Polski do Unii. Odpowiedź nie jest jednoznaczna. Analiza oświadczeń majątkowych pokazuje, że dochodowość w rolnictwie w dużym stopniu zależy od barw partyjnych. O ile całkiem nieźle powodzi się posłom rolnikom z PSL, to sytuacja materialna parlamentarzystów z Samoobrony jest nie do pozazdroszczenia. Źle działo im się przed Unią, jeszcze gorzej po 1 maja 2004 r.
   Przewodniczącemu partii Andrzejowi Lepperowi, gospodarzowi na 42,5 ha, ziemia przyniosła w 2003 r. 7 tys. zł przychodu i 3 tys. tys. zł dochodu (całość przeznaczył "na utrzymanie rodziny"). Rok później przychody nie zmieniły się, ale zyski z gospodarstwa spadły do 2,5 tys. zł i to pomimo że szef Samooobrony dostał 18602,43 zł tytułem dopłat bezpośrednich. Wejście do UE pogorszyło też sytuację finansową posła tejże partii Andrzeja Grzesika, właściciela 119-ha gospodarstwa, który 2003 r. zamknął stratą rzędu 10 tys. zł przy dochodach w wysokości 140 tys. zł. W 2004 r. strata nie tylko wzrosła - do 15 200 zł - ale spadła też dochodowość do 13 tys. zł.
   Inny partyjny posiadacz ziemski Alfred Budner (115-ha gospodarstwo) także nie ma się z czego cieszyć - więcej, ma powody do niezadowolenia. "Przychód 42 tys. zł. Bez dochodu pomimo dopłat bezpośrednich, których nie dostałem na dzień 3.04.05" - pisze poseł w oświadczeniu majątkowym.
   Kolega partyjny, Jan Łączny, właściciel 18 ha ziemi, dzierżawca kolejnych 27 ha w rubryce "przychód, dochód" wpisał po prostu "nie dotyczy".
   Jak się okazuje, wystarczy zmienić barwy partyjne, żeby odmienić swój los na lepsze. Poseł Ryszard Bonda, dawniej Samoobrona, obecnie niezrzeszony, przed dwoma laty osiągnął przychód w wysokości 4 mln 658 tys. zł. Rok temu wpływy z gospodarstwa podwoiły się do 10 mln 700 tys. zł. Skok dochodowości nastąpił pomimo spadku areału, na jakim gospodarzy poseł. W 2003 r. jego gospodarstwo liczyło 1690 ha plus 1903 ha dzierżawy. Przed rokiem stan posiadania Ryszarda Bondy skurczył się do 1559,66 ha własnej ziemi i 313,76 ha dzierżawionych.
   Niestety, poseł nic nie pisze o ewentualnych dochodach. Zyskami może się natomiast pochwalić Jarosław Kalinowski z PSL, który przed trzema laty negocjował w Kopenhadze wysokość dopłat dla polskich rolników. O ile przed dwoma laty jego 26-ha gospodarstwo przyniosło mu 60 tys. zł przychodu i prawdopodobnie zerowy zysk (poseł milczy na ten temat), to w 2004 r. przychód wzrósł do 70 tys. zł, ale co ważniejsze, w kieszeni posła Kalinowskiego zostało 20 tys. zł.
   Nic o przychodach ani zyskach nie pisze w najnowszym oświadczeniu obecny szef PSL - Waldemar Pawlak. Wiemy tylko, że w 2003 r. gospodarząc na 27 ha ziemi, poniósł stratę w wysokości 50 tys. zł (wpływy - 80 tys. zł, rozchody - 130 tys. zł).
   Nieznacznie, ale jednak, poprawiła się dola innych posłów PSL: Zbigniewa Deptuły (wzrost dochodów z 14 200 zł do 14 900 zł) i Tadeusza Gajdy (z 2,5 tys. do 3,5 tys. zł).
   Nie wszyscy jednak potrafią pogodzić pracę na roli ze służbą publiczną. "Nie osiągnąłem dochodu, gdyż sprawując mandat poselski poniosłem wyższe koszty niż dochody" - pisze w oświadczeniu Marek Zarzycki. "Poniesione koszty ze względu na obowiązki poselskie były nie mniejsze od przychodów" - notuje Marek Sawicki też z PSL.
   Wymienieni posłowie to drobnica przy koledze z sejmowej ławy - Zbigniewie Komorowskim, gospodarzu na 618 ha. Z całą pewnością może on uznać ub.r. za jeden z lepszych, bo w tym czasie wartość jego gospodarstwa wzrosła o 1 mln zł, do 11,2 mln zł. Zdecydowanie poprawiła się jego kondycja finansowa. Przed dwoma laty ziemia przyniosła mu 3370 553 zł przychodu i 393 024 zł straty. W 2004 r. wpływy posła Komorowskiego wzrosły dwukrotnie - do 6873 756,74 zł, a także udało mu się wypracować 82 403,94 zł zysku.
   Powody do zadowolenia ma inny krezus, Wojciech Mojzesowicz z PiS, którego 225-ha gospodarstwo przyniosło mu w 2004 r. 1 153 000 zł przychodu, wobec 1 005 556 zł rok wcześniej.
   Niemal tyle samo ziemi ma Artur Balazs, szef SKL, gospodarz na 224 ha. Także i jemu przed rokiem powodziło się nieco lepiej niż w poprzednich latach. Przychody zwiększyły się z 609 tys. zł w 2003 r. do 685 tys. zł w ub.r.
   Dwukrotnie wzrosły natomiast wpływy z roli, na której gospodarzy Roman Jagieliński (Stronnictwo Gospodarcze). Nie jest on wprawdzie wielkim posiadaczem ziemskim, ale też nie można go zaliczyć do chudopachołków. W 2003 r. jego 47-ha gospodarstwo dało mu 395 tys. zł przychodu, przed rokiem już 685 tys. zł.
(ET)

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie