Poseł podtrzymuje, co powiedział

Redakcja
(INF. WŁ.) Poseł Jan Rokita (PO) odpowiadał wczoraj przed krakowskim sądem w procesie, który wytoczył mu Aleksander Gudzowaty, szef firmy Bartimpex, jeden z najbogatszych Polaków. Przedsiębiorca twierdzi, że poseł rozpowszechniając w mediach informację o sprzedaniu ustawy o biopaliwach naruszył jego dobre imię, poniżył go w oczach opinii publicznej oraz naraził na utratę zaufania.

Aleksander Gudzowaty kontra Jan Rokita przed krakowską Temidą

    8 lipca ubiegłego roku, podczas konferencji prasowej, Jan Rokita poinformował dziennikarzy, że wraz ze sprzedaniem przez skarb państwa Kompanii Spirytusowej "Wratislavia" firmie Bartimpex sprzedane zostały najważniejsze artykuły ustawy o biopaliwach. Rokita twierdził, że w umowie prywatyzacyjnej wykonanie zobowiązań firmy Gudzowatego wobec skarbu państwa uzależniono od wejścia w życie ustawy z 9 artykułami, które gwarantują interesy firmy Bartimpex. Taką wiedzę poseł czerpał z analizy raportu Najwyższej Izby Kontroli, z którego wynika, że skarb państwa podpisał z Bartimpeksem umowę sprzedaży 85 proc. akcji "Wratislavii" za 64,6 mln zł. Bartimpex miał zainwestować 12 mln zł: 2 mln bezwarunkowo, a 10 mln pod warunkiem wejścia w życie przygotowywanej przez Sejm ustawy o biopaliwach z 9 gwarantowanymi artykułami.
   W związku z podaniem przez Jana Rokitę tych informacji w mediach, Aleksander Gudzowaty pozwał posła do sądu, twierdząc, że naruszył jego dobre imię, poniżył go w oczach opinii publicznej oraz naraził na utratę zaufania. Według pełnomocnika przedsiębiorcy, pomówieniem było poinformowanie mediów o kupieniu najważniejszych przepisów ustawy o biopaliwach oraz o tym, że ma to związek z aferą Rywina i sprzedażą ustawy o radiofonii i telewizji, bo w obydwu przypadkach była uprzywilejowana firma, której w trybie porozumienia z rządem udało się uzyskać precyzyjnie określone ustawowe zapisy. Gudzowaty domaga się opublikowania przeprosin w prasie oraz 20 tys. zł odszkodowania, które miałoby zasilić konto fundacji Crescendum Est-Polonia.
\\\
   Poseł Rokita stwierdził wczoraj przed sądem, że podtrzymuje wszystko, co powiedział podczas konferencji. - Jest to jedyna ze znanych mi umów prywatyzacyjnych, w której expressis verbis wymieniono numery artykułów nieistniejącej ustawy - mówił poseł. - To oznaczało, że musiał istnieć jakiś nieznany opinii publicznej i Sejmowi kształt ustawy, do którego odwoływała się umowa prywatyzacyjna. (...) Ja nigdy nie słyszałem o tym, aby w zawartej umowie było odesłanie do nieistniejącej ustawy. Z punktu widzenia dobrej legislacji uważam tę praktykę za naganną.
   Zdaniem Jana Rokity, były to "najbardziej kontrowersyjne artykuły. Ich istota sprowadzała się do określenia, jakiego rodzaju produkcja będzie zwolniona z akcyzy, a która nie będzie zwolniona. W zasadniczy sposób wpływały więc na pozycję finansową i zobowiązania wobec fiskusa przedsiębiorców zajmujących się produkcją biopaliw".
   Poseł wyjaśniał też, że rano 8 lipca ubiegłego roku prezydium Klubu Poselskiego Platformy Obywatelskiej otrzymało raport Najwyższej Izby Kontroli z zastrzeżeniami co do trybu odwołania się do artykułów ustawy. - Raport NIK dopiero co został przysłany do Sejmu i posłowie nic o tym fakcie nie wiedzieli. Za chwilę natomiast miało odbyć się głosowanie nad ustawą. Podjęliśmy więc decyzję o poinformowaniu opinii publicznej - a przez to posłów - i złożeniu wniosku o przełożenie terminu głosowania nad ustawą. Ten wniosek marszałek uwzględnił - mówił Jan Rokita.
   Poseł tłumaczył, że używając określenia "sprzedaż" (przepisów), użył metafory, co wydaje się oczywiste, bo numery przepisów umieszczono w umowie kupna sprzedaży. - Gdyby to była umowa najmu, powiedziałbym, że wynajęto te przepisy - przekonywał sąd pozwany.
\
\\
   Zapytany przez sąd, czy jego zdaniem, Bartimpex miał układy, które by mu pozwoliły przeprowadzić w Sejmie korzystne dla siebie przepisy ustawy o biopaliwach, poseł oświadczył, że "posiada wiedzę na ten temat i jest to wiedza oparta na różnego rodzaju faktach".
   - Właściciel tej firmy należy do bardzo nielicznego grona ludzi w Polsce, którzy publicznie manifestują się pod rękę z żoną premiera. Widziałem to na własne oczy. Właściciel tej firmy w Teatrze Wielkim w Warszawie ma zapewnione miejsce obok premiera alb prezydenta, co też widziałem na własne oczy. Właściciel tej firmy od lat daje zatrudnienie politykom SLD wtedy, kiedy oni tracą władzę, o czym obszernie w Sejmie mówił Wiesław Kaczmarek. A w 2000 roku byłem uczestnikiem kilku co najmniej debat publicznych z ówczesnym szefem opozycji Leszkiem Millerem, który z determinacją, z narażeniem własnego autorytetu publicznego chronił interesy właściciela tej firmy - powiedział przed sądem Jan Rokita. - To są te fakty podstawowe.
MAGDALENA STRZEBOŃSKA

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie