Postać Janowicza maluje się w coraz jaśniejszych barwach

Redakcja
TENIS. Jak tak dalej pójdzie, artyści na Montmartrze będą malować jego portrety - napisał dziennikarz portalu Tennis.com o Jerzym Janowiczu.

Skojarzenie ze słynną paryską dzielnicą nie jest przypadkowe. Wszak to w stolicy Francji łodzianin zachwycił po raz pierwszy, ogrywając jesienią ubiegłego roku m.in. miejscowego tenisistę Gillesa Simona i przegrywając dopiero w finale świetnie obsadzonego halowego turnieju Masters z Hiszpanem Davidem Ferrerem. A teraz w Rzymie, gdzie wczoraj walczył o półfinał z genialnym szwajcarskim zawodnikiem Rogerem Federerem (mecz zakończył się po zamknięciu tego wydania gazety), znów zapadł Francuzom głęboko w pamięć, tym razem eliminując dwóch najlepszych graczy znad Sekwany: Jo-Wilfrieda Tsongę i Richarda Gasqueta.

Do piątku 24. na liście Janowicz miał więc na rozkładzie całkiem sporą grupę wyśmienitych graczy z pierwszej "20" rankingu ATP. Poza wspomnianymi, są to Szkot Andy Murray (nr 2, pokonany w Paryżu), Serb Janko Tipsarević (nr 11, tamże) i Amerykanin Sam Querrey (nr 19, w Londynie). Oczywiście, te sukcesy w dużych europejskich stolicach, które upodobał sobie Polak, zostały przedzielone długą, może nawet zbyt długą przerwą na występy kiepskie albo wręcz beznadziejne. Ale nie zmienia to faktu, że jego wyniki zostały zauważone przez fachowców i o Janowiczu jest w tenisowym światku coraz głośniej.

Są tacy, którzy uważają, że spośród pięciu najmłodszych zawodników w pierwszej trzydziestce rankingu ATP, właśnie 22-letni łodzianin rokuje najlepiej. Niektórzy zagalopowali się tak bardzo, że widzą go w nieodległej przyszłości numerem 1 na świecie. Czego przecież nie mówi się ot tak, o każdym ze światowej czołówki.

Co równie istotne, Janowicz ma ogromny potencjał marketingowy - mierzący 203 cm wzrostu olbrzym, niewybaczający sędziom pomyłek i umiejący prezentować radość z niesamowitą ekspresją, jest kimś, kogo się szybko nie zapomina.

Czy trzeba dodawać, że dla nas, Polaków, jest postacią nie do przecenienia? Wreszcie mamy wśród mężczyzn kogoś, kto wie, jak przecierać ścieżki przysypane po wyczynach Wojciecha Fibaka grubą warstwą niespełnionych nadziei kolejnych pokoleń talentów znad Wisły.

Krzysztof Kawa

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie