Poszerzyć!

Redakcja
BRUNO MIECUGOW

 LUSTRACYJNIE SZANOWNY PANIE REDAKTORZE!
Jak Pan zapewne zauważył - bo trudno tego nie dostrzec - w związku z kampanią prezydencką nasiliły się dyskusje na temat ustawy lustracyjnej. Coraz częściej mówi się i pisze, że ustawa ta, chociaż konieczna, jest jednak niedoskonała i przydałaby się jej nowelizacja. Sądzę, że prędzej czy później do takiej nowelizacji dojdzie, z góry więc chciałbym w tej materii zgłosić pewną - moim zdaniem bardzo istotną - propozycję. Nie chciałbym się wywyższać nad członków naszych ciał ustawodawczych, ale mają one tyle różnych prac na głowie - z dostosowaniem naszego prawa do norm UE na czele - że łacno mogą to i owo pominąć, na to czy tamto nie zwrócić uwagi. Proponuję więc, by ustawę lustracyjną poszerzyć o jeszcze jeden element, a mianowicie o korupcję.
 Ustawę lustracyjną uchwalono z myślą o interesie publicznym, czego dowodzi choćby sam tytuł rzecznika interesu publicznego, nadany jednemu z głównych realizatorów tej ustawy. Chyba najczęściej powtarzanym argumentem przy jej uchwalaniu było niebezpieczeństwo szantażu. Jeśli osoba pełniąca ważne funkcje publiczne była kiedyś uwikłana we współpracę ze służbami specjalnymi PRL i fakt ten zataiła, może być szantażowana przez ludzi znających jej tajemnicę i pod ich naciskiem, w obawie przed kompromitacją, podejmować działania szkodliwe dla interesu publicznego. Jeśli tak, to w oświadczeniu lustracyjnym, obok stwierdzenia o istnieniu lub nieistnieniu takiej współpracy, powinno się znaleźć również oświadczenie, że podlegający lustracji nigdy nie miał nic wspólnego z korupcją, nie tylko nie brał i nie dawał w żadnej formie łapówek, ale w ogóle nie otarł się o żadną aferę korupcyjną, nie znalazł się nawet w jakiejś dwuznacznej sytuacji, która mogłaby na coś takiego wskazywać.
 Jeśli mówimy o szantażu, to przecież o wiele łatwiej jest go uprawiać wobec osoby mającej na sumieniu jakieś niezbyt czyste korupcyjne machinacje niż w stosunku do byłego współpracownika służb specjalnych. Fakt, że ktoś tam kiedyś z nimi współpracował nie zawsze i niecałkowicie musi go kompromitować w oczach opinii publicznej. Najlepszym tego dowodem jest jeden z kandydatów do prezydentury, który przyznał się, iż współpracował z wywiadem peerelowskim, a mimo to ma stosunkowo wysokie notowania w badaniach opinii społecznej. Nie ulega natomiast wątpliwości, że gdyby ktoś przyznał się nawet nie do tego, że sam przyjmował łapówki, ale chociażby, że w takich korupcyjnych interesach pośredniczył, lub wiedząc o nich - nie przeciwdziałał, wówczas nie mógłby liczyć nawet na cień jakiegokolwiek poparcia. Korupcja jest - zdaniem zarówno krajowych, jak i zagranicznych ekspertów - jednym z najgroźniejszych schorzeń naszego współczesnego życia, na obecność tego wirusa jesteśmy więc szczególnie negatywnie nastawieni.
 Może mi ktoś zarzucić, że pomysł mój jest praktycznie niewykonalny, a więc nieżyciowy. Z tego, co napisałem, jasno wynika, że żaden człowiek w oświadczeniu lustracyjno-korupcyjnym nie przyzna się, iż jest - lub kiedykolwiek był - zarażony wirusem korupcji. A jaka jest w tym przypadku szansa na udowodnienie kłamstwa korupcyjnego? Jeśli chodzi o współpracę z byłymi służbami specjalnymi, to są różne materiały archiwalne, którymi dysponuje UOP i MSW, a odnalezione tam dokumenty można udostępnić rzecznikowi lub Sądowi Lustracyjnemu, który na ich podstawie feruje swoje wyroki. W przypadku korupcji żadnych dokumentów - stwierdzających czarno na białym jej istnienie - być raczej nie może. Ani przekupujący, ani przekupywani żadnych umów na piśmie nie sporządzają, nikt nikomu nie podpisuje pokwitowania odbioru łapówki itp. W dokumentach wyczytać można jedynie, kto z ubiegających się otrzymał koncesję, wygrał przetarg, został zwolniony z cła, dostał takie czy inne zezwolenie, ale formalnie wszystko będzie w zgodzie z prawem, o co zadbają już radcy prawni czy adwokaci. A ponieważ karane jest i branie, i dawanie łapówek, nikt się do niczego nie przyzna.
 Jest to prawda, ale mimo to twierdzę, że korupcyjne kłamstwo lustracyjne także może zostać przez sąd orzeczone. Są specjaliści, którzy potrafią wykryć niejasne punkty w poprawnych na oko dokumentach, są okoliczności wyraźnie wskazujące na korupcyjny charakter takiej czy innej decyzji itd. Mieliśmy niejedną aferę korupcyjną, która wprawdzie nie została zakończona sądowymi wyrokami, ale proces karny różni się przecież od procesów lustracyjnych. W przypadku gdy autor oświadczenia zamieszany był w jakąkolwiek aferę, da się powiedzieć, iż nie można wykluczyć, że coś tam na tych interesach zarobił. No, i uznać go za "kłamcę korupcyjnego".

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie