Potrzeba nam luster

Zdjęcie autora materiału

Dziennik Polski 24

Praca Goshki Macugi, Polki tworzącej w Londynie, to na biennale jedyny - poza pawilonem narodowym - polski akcent Fot. materiały organizatora

Praca Goshki Macugi, Polki tworzącej w Londynie, to na biennale jedyny - poza pawilonem narodowym - polski akcent Fot. materiały organizatora

SZTUKA. Tegoroczne, 53. Biennale w Wenecji, upływa pod znakiem kryzysu. Nie ekonomicznego nawet, ale mentalnego. Dlatego właśnie kurator, Daniel Birnbaum, chce - zgodnie z tytułem wystawy w Arsenale - tworzyć nowe światy.
Praca Goshki Macugi, Polki tworzącej w Londynie, to na biennale jedyny - poza pawilonem narodowym - polski akcent Fot. materiały organizatora

Praca Goshki Macugi, Polki tworzącej w Londynie, to na biennale jedyny - poza pawilonem narodowym - polski akcent Fot. materiały organizatora

Praca Goshki Macugi, Polki tworzącej w Londynie, to na biennale jedyny - poza pawilonem narodowym - polski akcent Fot. materiały organizatora

Za szybami z zadymionego szkła majaczą jakieś sylwetki. Ktoś myje okna, ktoś wchodzi na rusztowania. Robotnicy sezonowi w chwili przerwy dyskutują w grupach. Dzięki słuchawkom możemy zmienić się w świadków ich osobistych historii. Jeden wyjechał, by sprzątać niemieckim emerytom, inny liczył, że z fachem w ręku podbije Wielką Brytanię.
Instalacja "Goście" Krzysztofa Wodiczki, prezentowana w Pawilonie Polskim w ogrodach Giardini, to praca ciekawa i mocna, choć nie w typie biennale. Tu najlepiej sprawdzają się dzieła, które każdy szybko może ogarnąć wzrokiem, i pójść dalej. Za to temat podjęty przez Wodiczkę był w tym roku popularny. Paolo Tamburella zrekonstruował łodzie, którymi przewożono niewolników, Tajwańczycy zaprezentowali filmy o nielegalnych imigrantach, pomieszkujących w kącie amerykańskich Chinatown, a Teresa Margolles wystawiła... mopa. To nie tylko historia latynoskich sprzątaczek, służących w domach od San Diego do Los Angeles, zamknięta w plastikowym kuble. To także opowieść o ofiarach wojny gangów, których krew artystka wymieszała z płynem do posadzki. Brak szacunku? A może mocne wejście w świadomość widzów, którzy stąpają po lśniącej podłodze?
Krążąc przez pawilony narodowe, mam poczucie, że stoimy u progu nowego świata. Może o to chodziło Michelangelo Pistoletto, kiedy podczas performance'u rozbijał młotkiem lustra w złoconej ramie? Na naszych oczach Europa rozszerza się i zmienia, rozpada się, by poskładać się na nowo. Nie geograficznie, ale kulturowo. Dziś obraz Londynu czy Berlina tworzą także mieszkańcy Europy Wschodniej czy Azji, a wśród bogatych krajów Starego Kontynentu rozpychają się Chiny.
I to widać na tegorocznym biennale, które już od kilku edycji jak tylko może rozprawia się ze swoją dawną formułą. Dlatego właśnie biennalowe pokazy rozlały się daleko poza Giardini. W ogrodach, gdzie przez ponad sto lat odbywały się narodowe prezentacje, było już za ciasno, by pomieścić cały świat. W tym roku oglądamy przecież ponad 70 krajów, po raz pierwszy Zjednoczonych Emiratów Arabskich, Gabonu, Monaco, Komorów i Palestyny.
Trudno streścić wszystko, co dzieje się w Wenecji, bo biennale coraz bardziej wymyka się widzom. Wychodząc w miasto, niekoniecznie oglądało się na to, czy publiczność nadąża. Zresztą nie wszystko jest tu godne odnotowania. Ciekawa wydaje się natomiast propozycja Bruce'a Neumana w Pawilonie USA, wyróżniona zresztą Złotym Lwem dla najlepszej prezentacji narodowej. Artysta zmienił wnętrze w przestrzeń gestu: jego "Piętnaście par rąk" to przede wszystkim tęsknota za spotkaniem z drugim człowiekiem. Przekaz jasny i klarowny bez względu na kraj pochodzenia. To jedna z tych prac, które - nawet jeśli nasączone polityką - to mówiące nie wprost.
"Nie potrzeba nam innych światów. Potrzeba nam luster" - mawiał Stanisław Lem. Wystawa "Tworzenie światów", prezentowana w Arsenale, pomyślana jako wizytówka tegorocznego biennale, jest tego potwierdzeniem. Snute przez artystów opowieści to wciąż historie o nas. Tu zobaczymy prace Nathalie Djurberg, Szwedki, która w zabawną, klejoną z plasteliny formę wciska moralne obrzeża. Wszystko wygląda jak sceneria snu, a raczej koszmaru. Ta znakomita praca zniewala i przeraża zarazem.
Plastycznie interesująca wydaje się także instalacja Thomasa Saraceno. Utkany z linek projekt nowej galaktyki to odbicie marzenia, by podbić i oswoić kosmos, rozszerzyć granice ziemi. Tu także zobaczymy pracę Goshki Macugi, Polki tworzącej w Londynie, która zrobiła makatę z wyobrażeniem najpotężniejszych ludzi świata. Obok Obamy widzimy tu jednak także cesarza Karola V, którego symbol - słupy Herkulesa - dały początek znakowi dolara. Tak przeszłość styka się z teraźniejszością, żądza władzy z rządami pieniądza.
Łukasz Gazur, Wenecja

Komentarze

Dodajesz komentarz jako: Gość

Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

Liczba znaków do wpisania:

zaloguj się

Najnowsze wiadomości

Zobacz więcej

Najczęściej czytane

Polecamy

Wideo