Potrzeba nam małych skoczni

ZK
Kazimierz Długopolski trener skoczków w klubie AZS Zakopane Zdjęcia Zdzisław Karaś
Kazimierz Długopolski trener skoczków w klubie AZS Zakopane Zdjęcia Zdzisław Karaś
W czasie, gdy nasi skoczkowie walczyli w Vancouver o olimpijskie laury, ich następcy w Karpaczu rywalizowali o medale w Ogólnopolskiej Olimpiadzie Młodzieży. Wynikiz Vancouver są znane, w Karpaczu triumfy święcili zawodnicy AZS Zakopane.

Kazimierz Długopolski trener skoczków w klubie AZS Zakopane Zdjęcia Zdzisław Karaś

Rozmowa z trenerem AZS Zakopane KAZIMIERZEM DŁUGOPOLSKIM

Sekcja skoków narciarskich w AZS Zakopane powstała na bazie nieistniejącego już Startu/Krokiew Zakopane. O ocenę polskich skoków z perspektywy trenera klubowego poprosiliśmy wybitnego trenera młodzieży, wychowawcę kolejnych pokoleń polskich skoczków narciarskich Kazimierza Długopolskiego.

Panie Trenerze czy to pod szyldem Startu/Krokiew, czy teraz w AZS Zakopane Pana podopieczni dominują na najważniejszych młodzieżowych zawodach w Polsce...

- Piąty rok z rzędu zawodnicy z klubu, w którym pracuję, wygrywają punktację generalną Olimpiady Młodzieży, zdobywają medale, stanowią trzon reprezentacji młodzieżowych na światowe zawody w tych kategoriach wiekowych i odnoszą w nich sukcesy. Myślę, że zawodnicy mojego nowego klubu nadal będą odgrywali czołowe role w kategoriach młodzieżowych a ci, co przejdą do seniorów, w znaczącym procencie będą tworzyli trzon naszej kadry narodowej.

AZS Zakopane to aktualnie najlepszy polski klub w skokach narciarskich, ale czy ta dominacja będzie trwała?

- Myślę, że łatwo pierwszego miejsca w skokach młodzieżowych nie oddamy. Wprawdzie do kategorii seniorów odchodzą zawodnicy z pierwszej fali tzw. małyszomanii, inni niektórzy zdolni skoczkowie jak Stanisław Biela, czy Rafał Polinkiewicz zmienili barwy klubowe, ale mam nadzieję czy wręcz przekonanie, że do nas powrócą i nadal będziemy przodującą siłą w polskich skokach.

Był Pan na OOM, jaki był poziom tych zawodów?

- Jeżeli chodzi o kategorię juniorów starszych, to mamy zawodników na światowym poziomie. To są już nazwiska oczywiście znane: bracia Jakub i Maciej Kotowie, Rafał Kubacki, Andrzej Zapotoczny, Kamil Kowal, Jan Ziobro, czy specjaliści kombinacji norweskiej Paweł Słowiok, Adam Cieślar. Ci zawodnicy prezentują naprawdę wysoką klasę. Natomiast w tej grupie juniorów młodszych zdecydowanie przewodzą Klimek Murańka i Grzegorz Miętus. Dobrym skoczkiem jest też Aleksander Zniszczoł, ale on trochę odstaje od tej dwójki. Na OOM w pierwszym konkursie na "Orlinku" w kategorii juniorów starszych walka była wyrównana, drugi konkurs zdominowali już bracia Kotowie. W juniorach młodszych Grzegorz Miętus i Klimek Murańka w praktyce nie mieli konkurencji. Oni skaczą na poziomie juniorów starszych.

Okazuje się, że dwaj najlepsi skoczkowie Jakub i Maciej Kotowie nie reprezentowali naszego kraju na najważniejszych zawodach dla juniorów na mistrzostwach świata, dlaczego?

- Nie chcę wchodzić w kompetencje trenera kadry, ale wydaje mi się, że dobór personalny na MŚJ nie był w stu procentach trafiony. Zarówno Jakub Kot, a przede wszystkim Maciej Kot powinni w tych zawodach wystartować. Jakub w ogóle na MŚJ nie pojechał, natomiast Maciek pojechał jako przedskoczek. To dla wicemistrza świata ze Szczyrbskiego Plesa sytuacja trochę upokarzająca. Jego późniejsze wyniki wskazują, że miejsce w drużynie mu się należało. Trzeba sobie też jasno powiedzieć, że wyniki na MŚJ nie były takie, na jakie stać naszych skoczków.
Czy poza znaną już grupą skoczków, ktoś Pana zdaniem wyróżnił się w Olimpiadzie Młodzieży?

- Niestety, nie było takiego zawodnika, który nagle olśniłby niezwykłym talentem. To nie taka prosta sprawa, aby w skokach narciarskich zaistnieć niespodziewanie. Tu trzeba wielu lat systematycznej dobrze zorganizowanej pracy no i trzeba mieć trochę szczęścia w pracy trenerskiej, aby trafić na niezwykły talent, co jak wiadomo trafia się rzadko. Mimo wszystko jest kilku skoczków, którzy mają zadatki na zawodników wysokiej klasy.

Adam Małysz jest poza wszelkimi kategoriami w polskich skokach narciarskich, nawet w historii światowych skoków jest niewielu takich, co dorównują mu klasą, czy jest szansa, aby z tych, co byli w Vancouver, lub tych z OOM zrodził się prawdziwy jego następca?

- Skoki narciarskie w Polsce, głównie za sprawą Adama Małysza, stały się pewnego rodzaju zjawiskiem społecznym. Adam Małysz jest zjawiskiem samym w sobie, jako sportowiec i jako człowiek. Znaleźć jego nadepcę będzie niezwykle trudno. Na następcę Józefa Łuszczka w biegach czekaliśmy 30 lat, może się zdarzyć, że następca Małysza pojawi się dopiero w takim czasie. Oby nie. Ci zawodnicy, którzy teraz reprezentują nasz kraj, albo będą go reprezentować w niedalekiej przyszłości, to są dobrzy zdolni zawodnicy. Wierzę, że będą się liczyć w światowych imprezach, być może od czasu do czasu stawać na podium, ale nie czarujmy się, drugiego Adama Małysza długo nie będzie. To jest zdolne pokolenie skoczków i oni powinni osiągać lepsze wyniki. Rezultaty, jakie osiągają w wieku juniorskim, powinny przekładać się na wyniki w sporcie seniorskim.

Jest problem, aby ci bardzo zdolni skoczkowie zrobili wyraźny postęp w kategorii seniorów. Może w ich szkoleniu potrzebny jest trener starszy, z bogatym doświadczeniem zawodniczym. Takim jest właśnie Hannu Lepistoe, który udowodnił, że potrafi wyciągać z tarapatów Adama Małysza, skoczka jak sam Pan mówi zjawiskowego.

- Powiem wprost, marzę o takim trenerze kadry, który tymi młodymi, bardzo zdolnymi chłopakami potrafi pokierować, potrafi dotrzeć do ich psychiki. Ja ze swych fragmentarycznych informacji, (bo kadry to zamknięty hermetyczny krąg) stwierdzam, że coś nie jest tak. Tu musi być taki sztab szkoleniowy, który zagwarantuje progres wyników. Musi być inna bardziej otwarta atmosfera w kadrze zarówno na otoczenie jak i na uwagi doświadczonych szkoleniowców. Z własnego doświadczenia wiem, (bo mój syn Krystian był w kadrze), że takiej otwartości nie było, wręcz zabraniano kontaktów z trenerami klubowymi. Austriaccy skoczkowie i inni mają swobodę w kontaktach z mediami i prywatnymi ludźmi, nasi są izolowani, to mówię wprost - tak być nie powinno.

Po okresie boomu na skoki narciarskie przyszedł pewien regres w zainteresowaniu się tą dyscyplina przez młodych adeptów, czy po kolejnych sukcesach Adama Małysza nastąpi kolejna fala "małyszomanii"?
- Oby tak się stało. Przecież jest zawsze większe prawdopodobieństwo odkrycia niezwykłego talentu z większej a nie małej grupy skoczków. Na początku "małyszomanii" my, trenerzy i dzieci, borykaliśmy się z niedostatkami w sprzęcie. Teraz pod tym względem jest zdecydowanie lepiej. Zajmiemy się wszystkimi chętnymi, którzy trafią do naszych klubów. Każdemu damy szansę spróbowania swoich sił w tym trudnym, ale przecież fascynującym sporcie.

Dawniej kluby miały problemy ze sprzętem, bo nie było sponsora dla skoków narciarskich teraz jest firma Lotos i chyba dzięki niej jest poprawa w bazie materialnej.

- Wejście firmy Lotos do polskich skoków narciarskich stworzyło nową jakość w całej dyscyplinie. Kluby otrzymały wsparcie w sprzęcie, powstał cykl zawodów Lotos Cup i Lotos Grand Prix, są nagrody i stypendia dla najlepszych. Organizacja i oprawa samych zawodów, zainteresowanie nimi mediów to przyciąga dzieci do tego sportu. Czy dalej ta firma będzie partycypowała w rozwoju polskich skoków narciarskich, trudno jednoznacznie powiedzieć. Złożyliśmy zapotrzebowanie na sprzęt i mamy go otrzymać w niewielkiej ilości. Co do dalszej organizacji zawodów, to na razie panuje cisza. Przypomnę, że w tym roku nie było już Lotos Grand Prix. Mam nadzieję, że to tylko nieznaczne okrojenie zaangażowania Lotosu w naszą dyscyplinę.

Mimo tak niezwykłej popularności skoków narciarskich w Polsce nie udaje się stworzyć nowych ośrodków poza Beskidem Śląskim i Zakopanem...?

- Kiedyś w Karpaczu czy w Szklarskiej Porębie były mocne sekcje skoków narciarskich. Teraz tam nic się nie dzieje. Wiąże się to oczywiście z brakiem odpowiednich obiektów. Brak skoczni w Karkonoszach to największa bolączka naszej dyscypliny. Dużych skoczni w Polsce mamy wystarczająco, małych 20-30 metrowych obiektów jest mało, a od nich trzeba zaczynać szkolenie. Musi być dużo małych skoczni, a wtedy pojawią się entuzjaści, którzy zechcą pracować, szkolić na nich dzieci. To warunek niezbędny dla stworzenia nowych klubów, dla poszerzenia piramidy w naszej dyscyplinie.

Panie Trenerze, jaka jest sytuacja w kombinacji norweskiej, konkurencji ściśle powiązanej ze skokami narciarskimi?

- Po latach marazmu, w Polsce w tej niezwykle trudnej konkurenci narciarstwa klasycznego wreszcie coś się w naszym kraju w tej dyscyplinie ruszyło. Nasi juniorzy zaistnieli na arenie międzynarodowej. Drużyna zajęła 5. miejsc w MŚJ, indywidualnie Paweł Słowiok i Adam Cieślar plasowali się w pierwszej dziesiątce. Jeżeli chodzi o zawodników z Podhala, to mamy świetnego Staszka Bielę, który w OOM nie startował, mamy Andrzeja Gąsienicę, Jakuba Przybyłę i Wojtka Marusarza. Odczuwam osobistą satysfakcję, że nasz klub też zaczął liczyć się w tej dyscyplinie. Na OOM zajęliśmy 3. miejsce drużynowo, medal indywidualnie zdobył Wojtek Marusarz, zajęliśmy kilka czołowych lokat. Mam nadzieję, że to dopiero początek odnowy w Polsce kombinacji norweskiej. Ta dyscyplina ze względu na czas, jakiej trzeba jej poświęcić, musi opierać się o szkoły sportowe, ale także o trenerów klubowych. Mam satysfakcję, że z młodzieżą w naszym klubie zdecydował się pracować Staszek Ustupski, niegdyś czołowy zawodnik w kombinacji norweskiej w świecie.
Jak się Panu pracuje w nowym klubie?

- Jeżeli chodzi o samo szkolenie zawodników to nic się w tej materii nie zmieniło. Jest lepiej, jeżeli chodzi o sprawy administracyjne. AZS Zakopane ma swoja siedzibę i niektóre sprawy są załatwiane przez pracowników klubu. Start/Krokiew nie miał swojej siedziby, klub mieścił się w przysłowiowej teczce, a sprawy załatwiało się telefonicznie. Nie narzekałem wtedy, wiedziałem przecież, w jakich warunkach będę pracował. Teraz jest trochę łatwiej organizacyjnie.

Rozmawiał: ZDZISŁAW KARAŚ

Medaliści XVI Olimpiady Młodzieży z klubów zakopiańskich

Skoki

Juniorzy młodsi: Grzegorz Miętus (AZS Zakopane) - 1 złoty, 1 srebrny, Klemens Murańka (Wisła Zakopane) - 1 złoty, 1 srebrny.

Juniorzy starsi: Jakub Kot (AZS Zakopane) - 1 złoty, 1 srebrny, Maciej Kot (AZS Zakopane) - 1 złoty, 1 srebrny, Dawid Kubacki (Wisła Zakopane) - 1 brązowy, Jan Ziobro (WKS Zakopane) - 1 brązowy.

Klasyfikacja klubowa: 1. AZS Zakopane 190, 2. Wisła Ustronianka 152, 3. Wisła Zakopane 116, 4. WKS Zakopane 34, UKS Regle Kościelisko 6.

Kombinacja norweska

Juniorzy młodsi: Andrzej Gąsienica - 1 złoty, 1 srebrny, Wojciech Marusarz - 1 brązowy, Jakub Przybyła - 1 brązowy.

Klasyfikacja klubowa: 1. Wisła Ustronianka 82, 2. Sokół Szczyrk 70, 3. AZS Zakopane 52, 4. Wisła Zakopane 31, 5. Poroniec Poronin 29, 6. UKS Regle Kościelisko 11. (ZK)

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie