Potrzebujemy 5 mln, mamy trzy i pół

Redakcja
- Scenariusz się powtarza. Czy naprawdę musicie zawieszać czy przekazywać ligowe sekcji piłki ręcznej i koszykówki. Piłkarze ręczni, mimo kłopotów finansowych klubu, awansowali do do Serii A, czyli ekstraklasy. A nie szkoda ich wysiłku?

Rozmowa z prezesem Hutnika Kraków JANEM POPIOŁKIEM

- Piłka ręczna to nasz największy problem. Pomimo że jest to dobra drużyna, będziemy zmuszeni podjąć wobec niej drastyczną decyzję o niezgłoszeniu do ligowych rozgrywek. W obecnej sytuacji finansowej klubu innych rozwiązań nie ma. Były próby wyjścia z tej bardzo niezręcznej sytuacji. Niestety, nie przyniosły pożądanych efektów. Nie likwidujemy sekcji, zostawiamy młodzież.
- Ile pieniędzy potrzeba, żeby piłkarze ręczni mogli grać w Serii A?
- Około jednego miliona złotych.
- Czy to aż tak dużo?
- Nie mamy takiej kwoty.
- Jakim majątkiem klub dysponuje?
- W 1990 roku Huta przekazała obiekty sportowe na Suchych Stawach gminie Kraków. Zostały skomunalizowane. W ubiegłym roku miasto podpisało z nami umowę na 30 lat na użytkowanie stadionu i boisk piłkarskich.
- Dlaczego, mając ligowe drużyny piłki ręcznej i koszykówki, nie otrzymaliście do dyspozycji hali sportowej?
- Zaproponowaliśmy miastu, że będziemy halą administrowali, pokryjemy koszty związane z obsługą tego obiektu, jeśli gmina pokryje koszty eksploatacji hali (opłaty za prąd, woda itp. - przyp. red.). Takiej woli władz miasta nie było, stąd decyzja o oddaniu hali w użytkowanie Tomeksowi, który zagwarantował, że będzie ją w pełni utrzymywał.
- Czy to prawda, że zalegacie Tomeksowi z opłatami za wynajem hali?
- Płaciliśmy regularnie. I nagle, 30 marca, wystawiono nam fakturę z wymagalnością natychmiastowej płatności. Przyznaję, że tej faktury za marzec, wystawionej pod koniec miesiąca nie zapłaciliśmy. Wtedy postawiono warunek, że dopiero wtedy, jak zapłacimy tę fakturę, wpuszczą naszych sportowców do hali. Zwykle, według przepisów kodeksu cywilnego, termin płatności wynosi 14 dni. Nie wiem dlaczego w tym przyadku Tomeks żądał natychmiastowej zapłaty za wynajem.
- Czy, Pana zdaniem, była to celowa działalność, żeby się Was w jakiś sposób pozbyć? Może są inni chętni?
- Wydaje mi się, że byliśmy dobrym klientem. Wcześniej nie zalegaliśmy przecież z opłatami. Nie**chcę dochodzić przyczyn takiego potraktowania nas przez Tomex. - Jakie są obecnie źródła dochodów Hutnika?
- Pieniądze przekazują nam sponsorzy związani z Hutą Tadeusza Sendzimira. Są to firmy, które na rzecz HTS wykonują jakieś usługi lub są związani handlowo z Hutą.
- Czy HTS pomaga klubowi też bezpośrednio?
- Tak, ale w znacznie mniejszym zakresie niż dawniej.
- Ile wynosi budżet klubu?
- Na utrzymanie trzech ligowych sekcji potrzebujemy około 5 milionow rocznie. Nie mamy takich pieniędzy. Możemy zdobyć rocznie najwyżej trzy i pół miliona złotych. Na tym definitywnie kończą się obecnie nasze możliwości. A to nam wystarcza tylko na piłkę nożną.
- Ten problem w ostatnich latach spowodował podział klubu - na piłkę nożną i resztę. Piłkarze ręczni, siatkarze, koszykarze uważali, że to właśnie wskutek piłkarskich ambicji działaczy nastąpił poważny regres w pozostałych sekcjach. Nie tylko nie dostawali pieniędzy na działalność, ale zabierano im - na sekcję piłkarską - także wpływy z transferów. Dlaczego nadal hołubicie piłkę nożną? Przecież za trzy i pół miliona złotych można by utrzymać trzy inne sekcje ligowe.
- Z ekonomicznego punktu widzenia, wybór jest jednoznaczny. Mając tylko obiekt piłkarski, musimy stawiać na piłkę nożną. Jest jeszcze jedna sprawa. Hala na Suchych Stawach nadaje się do rozgrywania meczów piłki ręcznej. Widownia na 800 miejsc w zupełności wystarczy, bo nie ma na pewno większego zainteresowania występami piłkarzy ręcznych. Potrzeby koszykówki - mam na myśli taką na wysokim poziomie, pierwszoligową - są znacznie większe. Trybuny powinny mieścić cztery, pięć tysięcy widzów.
- Hutnik wyspecjalizował się w przekazywaniu sekcji do innych klubów, że przywołamy przykład siatkówki, która połączyła się z Wawelem.
- Nie ma innej możliwości niż przekazać koszykarzy do Korony, żeby Kraków miał koszykówkę chociaż na drugoligowym poziomie. Z różnych źródeł słyszę, że kłopoty ma też Wisła. Byłoby wielkim błędem, żeby zawodnicy rozjechali się po Polsce. Korona dysponuje halą, dlatego jedynym rozwiązaniem jest połączenie Hutnika z Koroną.
- Czy to byłaby fuzja, czy tylko przekazanie zawodników?
- Myślimy o dwuczłonowej nazwie. Jaka będzie kolejność, nie ma większego znaczenia.
- Waszym wianem są zawodnicy czy też coś jeszcze?
- Wszystko jest jeszcze na etapie rozmów. Być może sponsorzy, którzy wspierali koszykarzy Hutnika, będą przekazywać pieniądze dla nowo utworzonej drużyny.
- Piłka ręczna nie miała własnych sponsorów?
- Pomagali tylko w niewielkim zakresie. Część pieniędzy pochodziła, może to przykro zabrzmieć, z funduszów przeznaczonych dla futbolistów.
- Jeśli chodzi o piłkarzy ręcznych, nie podejmowaliście prób podobnych rozwiązań finansowo-organizacyjnych jak w przypadku koszykarzy?
- Były takie propozycje. Rozmawialiśmy z rektorem Akademii Wychowania Fizycznego i prezesem krakowskiego AZS-u. Pomysł upadł, mimo przychylności władz uczelni.
- Zaskakuje i denerwuje nieuchronność zawieszenia działalności pierwszoligowego zespołu. Co na to Krakowski Okręgowy Związek Piłki Ręcznej? Nie podjął się roli negocjatora? Jak reagują zawodnicy? Nie warto było uratować Serii A dla województwa małopolskiego? Bo jeśli nie w Krakowie, to może w Chrzanowie albo w Tarnowie.
- Zawodnikom nie będziemy robić przeszkód przy zmianie barw klubowych. W sprawie ratowania pierwszej ligi zwróciłem do okręgowego związku. Nie było żadnego odzewu. Z tego co wiem, związek też ma spore klopoty.
- Czy klub zalega z płatnościami wobec piłkarzy ręcznych i koszykarzy?
- Piłkarzom ręcznym jesteśmy winni 68 tysięcy, koszykarzom - 72 tysiące złotych.
- Jak zamierzacie spłacić te długi?
- Do końca czerwca postaramy się wszystko uregulować. Po wpłatach różnych sponsorów, z pieniędzy za transfery piłkarzy ręcznych.
- Co z młodzieżą w sekcjach piłki ręcznej i koszykówki.
- Podobnie jak kiedyś w sekcji siatkówki, zostaje w Hutniku.__Liczę, że poprawią się nam warunki i odtworzymy, także dzięki naszym wychowankom, drużyny seniorów w halowych grach zespołowych.
- Znacznie większym optymistą był Pan jednak przed rokiem, kiedy został Pan prezesem Hutnika.
- Ale wtedy nie było jeszcze krachu na rynku stali. Zakładałem, że o wiele większa będzie pomoc Huty Tadeusza Sendzimira. Spodziewałem się poważniejszych wpływów z naszej spółki Hutnik, pracującej na rzecz HTS.
- Mówi Pan o spółce założonej przed laty dla prowadzenia działalności gospodarczej?
- Już nie ta sama, bo poważnie zreformowana.
- Czy pracuje w niej były dyrektor klubu Stanisław Łach?
- Tak, ale prezesem jest pan Mieczysław Gil. Ludzie ci są sympatykami sportu, znają się na nim. Spółka świadczy usługi Hucie, a wypracowane zyski przekazuje klubowi. Niestety, są mniejsze niż zakładano, bo problemy ma HTS i firmy z nią związane.
- Kto obecnie jest tak zwanym sponsorem strategicznym Hutnika?
- Nie ma takiego. Nadal pomaga nam HTS. Poza tym Baustal, Centrostal, Metalodlew, część spółek wydzielonych z Huty.
- Zważywszy na kłopoty finansowe, o czym wcześniej wspominaliśmy, przekazują pieniądze?
- Oczywiście. Inaczej musielibyśmy zamknąć działalność. Kwoty, które wpływają, nie pozwalają jednak zaspokoić wszystkich potrzeb.
- Jaką część wpływów stanowią zyski spółki Hutnik?
- Był okres, że nawet trzydzieści procent. Teraz około dziesięć procent.
- Od pewnego czasu, po rezygnacji Zbigniewa Podolskiego, klub nie ma dyrektora. Kto więc na co dzień Hutnikiem zarządza?
- Staram się łączyć obowiązki prezesa i dyrektora. Zajmuje mi to bardzo dużo czasu. Nie mam z tego ani złotówki. Jest to sytuacja przejściowa, do czerwca, do zakończenia drugoligowych rozgrywek piłkarskich.
- Dlaczego odszedł dyrektor Zbigniew Podolski?
- Postawiliśmy przed nim kilka zadań, Nie ze wszystkich się wywiązał. Początkowo skupił się na obowiązkach w klubie, ale kiedy okazało się, że w jego Szkole Podstawowej nr 87, z której był urlopowany, powstanie gimnazjum, musiał zdecydować, czy pracować w Hutniku, czy zostać dyrektorem gimnazjum. Wybrał drugą możliwość.
- W obecnej sytuacji klubu niełatwo będzie znaleźć nowego dyrektora?
- Zdaję sobie z tego sprawę, ale nie ustaję w poszukiwaniach odpowiedniego kandydata.
- Ilu trenerów pracuje jeszcze w Hutniku?
- Z młodzieżą dwunastu - sześciu z pilkarzami, po dwóch z piłkarzami ręcznymi, koszykarzami i siatkarzami. W zespołach ligowych - Aleksander Brożyniak i Andrzej Targosz w piłce nożnej, Zdzisław Kassyk i Andrzej Suda w koszykówce oraz Jan Sowa w piłce ręcznej, sam po odejściu Marka Wiłkowskiego.
- Zakładając, że nie nastąpi szybko boom na stal, gdzie szukać będziecie wsparcia?
- Są symptomy, że koniunktura na rynku stalowym się poprawia. Nie możemy jednak zachować stanu posiadania. Tym bardziej że w czerwcu dojdzie do bardzo poważnych zmian w kierownictwie Huty Sendzimira. Nie wiadomo, jak nowi szefowie HTS potraktują nasz klub.
- Nie obawia się Pan, że zejdziecie w pewnym momencie do poziomu klubu dzielnicowego?
- Nie wykluczam, że będziemy musieli się z tym pogodzić. Popatrzmy, co dzieje się na przykład w Mielcu. Tam też kiedyś był potężny klub sportowy. I z tej potęgi nic praktycznie nie zostało, oprócz stadionu. Mam nadzieję, że nam się uda coś uratować.
- Stawiacie na piłkę nożną, tymczasem na mecze drugiej ligi przychodzi tylko po 300, 400 widzów? Dla kogo grają piłkarze?
- Odczuwam duży niedosyt, jeśli chodzi o kibiców. Powinni przecież być z nią na złe i dobre. A oni często obrażają zawodników. Epitety z trybun sypią się zresztą nie tylko pod ich adresem. Dostaje się także trenerom, działaczom. Za co? Za to, że chcemy uratować piłkę w Hutniku.
- Specjalnością kierowanego przez Pana klubu stały się transfery. Pozbywacie się cenionych graczy, ściągacie bardzo przeciętnych, nierzadko słabszych od utalentowanych wychowanków. Pierwszy z brzegu przyklad. Skórski z powodzeniem broni w Górniku Wieliczka, Matysiak w Karpatach Siepraw, a w drugiej lidze właśnie z bramkarzami Hutnik ma poważne problemy.
- To był na pewno błąd, że nie opierano drużyny na wychowankach. W obecnej sytuacji musimy przyjąć wariant - 70 procent swoich graczy, a tylko reszta z zewnątrz jako niezbędne uzupełnienie. Skórski i Matysiak są tylko wypożyczeni i na pewno do nas wrócą. Nie stać nas na kosztowne zakupy, tak jak Wisłę, która ma Tele-Fonikę. Cieszy mnie, że Hutnik na szczeblu młodzieżowym rywalizuje nadal z powodzeniem z Wisłą.
- Optymistycznie zakładamy, że piłkarze nie spadną z drugiej ligi. Co będzie, jeśli niektórymi zawodnikami zainteresują się inne kluby?
- Nie dopuszczam nawet myśli o spadku z drugiej ligi. Po zakończeniu sezonu musimy dokonać bilansu, zastanowić się z kim przedłużyć kontrakt. Będziemy oczywiście polegać na opinii trenera Aleksandra Brożyniaka. Nie zamierzamy wobec tych, którzy otrzymają propozycje transferowe, stosować cen zaporowych. Coś mógłby o tym powiedzieć Dariusz Romuzga. Nie stawialiśmy mu przeszkód. W końcu dogadaliśmy się z Petrochemią Plock.
- Nie żal Panu, że w zespołach ligowych występuje duża liczba piłkarzy związanych nie tak dawno z Hutnikiem?
- Nie można było ich pozbawić szansy rozwoju kariery sportowej. Taka jest zresztą prawidłowość, że piłkarze zmieniają barwy klubowe.
- Jaką siłą przebicia dysponuje obecny prezes Hutnika? Wielu poprzedników, dyrektorów Huty miało na pewno łatwiejszy dostęp do dużych pieniędzy.
- Muszę często prosić. Wykorzystuję osobiste kontakty. Korzystam z pomocy członków zarządu HTS. Bardzo pomógł nam borykający się ostatnio z poważnymi problemami zdrowotnymi prezes Jerzy Knapik.
- Nie starał się Pan namówić do współpracy prowadzącego działalność biznesową byłego prezesa Hutnika Bolesława Szkutnika?
- Zostawmy na razie tę sprawę. Może z tym związana jest przyszłość klubu.
- Dlaczego na 31 maja wyznaczono termin podjęcia ostatecznej decyzji w sprawie piłkarzy ręcznych i koszykarzy? Czyżby nadzieja na cudowny zwrot?
- Być może rozmowy, które przeprowadzimy w tym tygodniu, zakończą się powodzeniem i kilku sponsorów wyłoży milion złotych na piłkarzy ręcznych.
- Podarują, pożyczą?**
- To jest kwestia ustaleń. Milion wystarczy na to, żeby drużynę zgłosić do rozgrywek. Nie ma mowy o transferach i wielkich ambicjach. Plan maksimum to miejsce w środku tabeli. Jednego żałuję, że Tomex nie odpowiedział pozytywnie na ofertę pomocy piłkarzom ręcznym. Miał niepowtarzalną szansę zaistnienia, pokazania się w sporcie wyczynowym.
Rozmawiał: Jerzy Sasorski

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie