„Powiedziane po krakowsku” red. Donata Ochmann i Renata Przybylska, Libron 2017, 360 str.

Włodzimierz Jurasz
Włodzimierz Jurasz
Fot. Archiwum
Z tej książki można nauczyć się, jak poprawnie mówić gwarą krakowską.

Było to jakieś kilkadziesiąt lat temu. Pewien mój kolega, dżentelmen w każdym calu (wywodzący się z Rzeszowa – to ważne) niespodziewanie wtargnął na jezdnię tuż przed przejeżdżającym samochodem. Kierowca zdążył zahamować, ale puścił w kierunku mego przyjaciela długą wiązankę. Ten zachował stoicki spokój. – Idze, idze, bajoku – rzekł z godnością odwiecznego mieszkańca Zwierzyńca i pomaszerował dalej. Wyraz twarzy kierowcy auta na jakichś obcych, niekrakowskich numerach – bezcenne.

Ja z kolei sam, osobiście, zaliczyłem wpadkę. Pojawiwszy się w Krakowie na studiach bezceremonialnie, ze sporą swadą, używałem wobec kolegów pieszczotliwego, moim zdaniem, trzyliterowego słowa zaczynającego się na literę „b”. Używałem, dopóki nie zagroziło to stanowi mojej facjaty – dopiero w dość nieprzyjemnych okolicznościach dowiedziałem się, że w Krakowie to określenie pewnych męskich utensyliów, w stosunku do całości męskiego organizmu, zwłaszcza obdarzonego duszą, mocno obraźliwe.

Te dwa przykłady dowodzą, jak oryginalny, i nie dla wszystkich zrozumiały, jest język rodowitych krakusów. I jak bogaty, co z kolei udowadnia opracowany przez Donatę Ochmann i Renatę Przybylską słownik regionalizmów krakowskich, zatytułowany „Powiedziane po krakowsku”. Lektura obowiązkowa, zwłaszcza dla przybyszów, od jakich roi się Kraków, chcących wtopić się w tutejszy pejzaż i uniknąć miana „słoika”…

Słownik opatrzony jest oczywiście porządnym naukowym wstępem. Autorki zwracają uwagę, że gwara krakowska jest najciekawszą, obok poznańskiej i warszawskiej, polską gwarą miejską. Przypominają, że ów język wywodzi się z mowy, jaką posługiwali się mieszkańcy (zwłaszcza robotnicy i drobnomieszczanie) takich krakowskich dzielnic, jak Grzegórzki czy wspomniany już Zwierzyniec. Nie pomijają też wpływów niemczyzny, sięgających nie tylko czasów CK Monarchii, ale i wieków dawniejszych, kiedy to w Krakowie chętnie osiedlało się mieszczaństwo niemieckie.

Co może najważniejsze – sam fakt powstania tego słownika i badania autorek dowodzą, że gwara krakowska odżywa. „Trzeba pamiętać, że regionalizmy były i przez niektórych nadal są postrzegane jako język gorszy, odbiegający od pożądanej, zgodnej z ogólnopolską normą tzw. polszczyzny literackiej. Z tego względu osoby z aspiracjami świadomie się pewnych regionalizmów wyzbywały, co też przyczyniło się do stopniowego zaniku tych ostatnich. Obecnie jednak obserwuje się tendencję wręcz odwrotną – rosnące zainteresowanie cechami regionalnymi języka połączone z potrzebą ich ocalenia od zapomnienia. Nie ma powodów wstydzić się regionalnych słów i wyrażeń, choć trzeba oczywiście wiedzieć, gdzie i kiedy można się nimi skutecznie posłużyć” – piszą autorki.

Pełna zgoda. Wspomniane „Idze, idze, bajoku” jest w pewnych sytuacjach bezcenne. A i wspomniane wyżej trzyliterowe słowo na „b” może się okazać w niektórych sytuacjach niezbędne.

ZOBACZ KONIECZNIE:

WIDEO: Poważny program: spółka, w której jest więcej polityków niż pracowników

Źródło: Gazeta Krakowska, Dziennik Polski, Nasze Miasto

Wideo

Komentarze 2

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

x
x

Takie stwierdzenie nie jest "wywazone" !. Takie stwierdzenie może kreować świadomość o istnieniu "krakoskiego" regionalizmu, który nie buduje żadnej, tzw. "wartości dodanej". Prezentowane "wyrażenia regionalne" (owszem) są świadectwem wpływów obcych na język używany w mowie codziennej (bieżącej) ludności (w Krakowie), lecz nie ma żadnego znaczenia kulturotwórczego. Podobnie jak tzw. "gwara śląska", czy inne gwary. Znajomość takiego "slangu" krakowskiego daje możliwość extra-polowania do pojęcia (idiomu) "pierdolisz po krakosku", "pierdolisz po śląsku", "pierdolisz po góralsku". etc., etc. Jest (w Krakowie) pewność, że każda osoba, która "otarła się o Szkołę" unikała tzw. "pierdolenia po krakosku", i taka postawa była i jest społecznie akceptowana. N.B.: Autor tego komentarza stykał się z frazowaniem tzw. "płaszowskim" (akcentowanie zmienne i niedbałe, rzaz na dowolną sylabę, kiedy indziej na przedostatnią sylabę), lecz wspomina to (raczej) niemile !!!. Odnosi się wrażenie, że "Kraków" nie lubi "pierdolenia po krakosku".

K
Krakauer

" Z chat kurnych wyszliscie, obor, much i gnoju wstretne i pazerne sloje i nigdy mentalnie z tego nie wyjdziecie, a Krakow zawsze pozostanie domena umyslow subtelnych ".

Dodaj ogłoszenie