Powodziowa gmina?

Redakcja
- Jak pamiętam, z początkiem lat 90. lokalne powodzie u nas występowały, ale były mniej zauważalne. Nie jest więc prawdą, że wszystko zaczęło się w roku 1996, jednak od tego czasu zjawiska te występują z większym nasileniem. Zaobserwowaliśmy, że powstają one nagle i równie nagle znikają. Uważam, że można wskazać konkretne ich przyczyny. Po pierwsze, poza Kętami w zlewni Bulówki powstaje coraz więcej budynków. Każdy z nich ma dach, z którego woda jest odprowadzana do przydrożnego rowu, a stamtąd prosto do potoku. A jeżeli deszcz jest ulewny, to mnożąc powierzchnię tych dachów przez wielkość opadów, okaże się, że są to znaczące ilości wody. Po drugie, wielu z nas dba o estetykę swojej posesji, często są one brukowane. Ale prawie nikt nie rozwiązuje problemu wody, która z reguły spływa znowu do przydrożnego rowu. Po trzecie, asfaltowanych jest coraz więcej dróg, zastępując drogi tłuczniowe, co również powoduje, że woda spływa szybciej niż miało to kiedyś miejsce. Pomagają jej w tym zresztą udrożnione fosy. Po czwarte, w końcu ma w tym również swój udział przerzedzenie lasów w okolicach gór, które przez to nie są w stanie zatrzymać wody. Jeżeli więc nie będzie przemyślanej gospodarki w tej dziedzinie i to nie w skali gminy, lecz całego regionu, to w przyszłości, podobnie jak to ma miejsce obecnie, rozwiązywać będziemy tylko skutki problemu. Na jakiś czas może to nawet pomóc, ale jeżeli będziemy się rozwijać infrastrukturalnie, to samo usuwanie skutków może się okazać niewystarczające.

Rozmowa z burmistrzem Kęt Romanem Olejarzem

 - Począwszy od 1996 r. miejscowości gminy Kęty są corocznie, z wyjątkiem roku 1999, nawiedzane przez powodzie. Doszło do tego, że po każdej większej burzy media najpierw w Kętach pytają o straty. Jakie są, Pana zdaniem, tego przyczyny?
 - Ale prowadzono przecież prace przy modernizacji zabezpieczeń powodziowych na wylewających potokach...
 - Podniesienie wałów, zwiększenie prześwitu w międzywalu na Macosze i na Bulówce daje efekty, jednak zabezpieczenia te obliczone były na przepływ mniejszy niż ten, z którym mieliśmy do czynienia w czerwcu tego roku. Jestem absolutnie pewien, że takiego przepływu w ciągu ostatnich dziesięciu lat nie było, chociaż w tej dekadzie odnotowaliśmy już powódź 100-lecia w 1996 r. i 500-lecia w 1997. A zatem jest to zjawisko nowe.
 - Jednak tak często wylewające potoki to nie jedyne zagrożenie powodziowe w gminie. W 1997 r. wał przerwała Soła, zalewając m.in. jedno z osiedli. Stało się tak, chociaż rok wcześniej poziom wody w Sole był wyższy, a mimo to rzeka nie wystąpiła z brzegów. Mówiono wtedy, że przyczyną podmycia wału były jego uszkodzenia, które spowodowała rwąca woda rok wcześniej...
 - Sprawa podmycia wału w roku 1996 jest dyskusyjna. Nikt wtedy nie zgłaszał uszkodzeń. Przyczyną było raczej przesuwanie się Soły w kierunku Kęt. A Soła, co wie każdy, kto nad nią bywa, zachowuje się nieracjonalnie i nikt nie jest w stanie przewidzieć, kiedy i gdzie się skieruje. Obecnie wydaje się, że Soła może się kiedyś skierować na Bielany; informuje o tym zarządcę rzeki starostwo i gmina Kęty, ale bez efektu. Widać więc, że zauważenie potencjalnego niebezpieczeństwa nie jest jeszcze gwarancją, że ktoś te przewidywania uzna i skieruje na zabezpieczenia odpowiednie środki.
 - Co stanowi obecnie większe zagrożenie: gwałtownie występujące z brzegów potoki, jak Bulówka, czy też Soła?
 - Z całą pewnością większe zagrożenie stanowi Soła ze względu na skutki, jakie może spowodować. Tej rzeki nie można bagatelizować, jest wielka i groźna, natomiast jest mniej dokuczliwa, a to tylko dlatego, że istnieją zapory. Bez nich i trzech zbiorników retencyjnych, moim zdaniem, Kęty nie mogłyby być tak zagospodarowane, jak są obecnie. Istniejące wały są obliczone na utrzymanie w korycie połowy maksymalnego przepływu Soły. Minimalny przepływ wody w rzece określa się na 5 m sześc. na sekundę, co ma miejsce w okresie długotrwałej suszy, natomiast maksymalny do 1,5 tys. m sześc. na sekundę. A zabezpieczenie powodziowe Kęt obliczone jest maksymalnie na przepływ 900 m sześc. Gdyby nie było zbiorników retencyjnych, to przy przepływie maksymalnym wały nie miałyby żadnego znaczenia. W przypadku tego zagrożenia niewiele jesteśmy w stanie sami zrobić. Możemy przygotować ewakuację, możemy też, chociaż to nie my jesteśmy do tego powołani, monitorować stan wałów, jak to miało miejsce w 1997 r. Zarządcą koryta Soły jest Okręgowa Dyrekcja Gospodarki Wodnej w Krakowie, wałów natomiast Małopolski Zarząd Melioracji i Urządzeń Wodnych.
 - A jeśli chodzi o potoki?
 - W tym przypadku sytuacja jest podobna. Też nie zarządza nimi gmina, ale przewidywalność zachowań jest tu dużo większa. Od tej strony nie grozi nam aż taka katastrofa. Można powiedzieć, że jest to poważna uciążliwość. W tym przypadku łatwiej podejmować decyzje i asygnować środki, chociaż wolelibyśmy, żeby czyniły to instytucje, które są do tego powołane. Jednak chcemy pomóc Kęckiej Spółce Wodnej, która zdana jest tylko na siebie, czerpiąc dochody jedynie od użytkowników prawa wodnego.
 - Czyli zarówno konserwacja urządzeń, jak i dostosowanie ich do zmieniających się warunków, jak chociażby urbanizacja terenów, leży w gestii administratorów rzek i potoków. Jednak począwszy od powodzi w 1996 r., poszkodowani ludzie swoje niezadowolenie zawsze kierowali w stronę władz samorządowych. Czy to się zmienia?
 - Nie zmienia się. Samorząd traktuje się jako gospodarza terenu. Stąd wnioski, czy pretensje pozostające w gestii innych niż urząd instytucji, najczęściej ze swą siedzibą poza gminą, są kierowane właśnie do nas. Przyjmujemy to ze zrozumieniem. Staramy się poprzez różne działania pobudzić te instytucje do aktywności na rzecz naszego bezpieczeństwa i są tego widoczne efekty. I tak na przykład odbudowa wału na Sole miała miejsce jeszcze w 1997 r., tuż po powodzi. Na Bulówce i Macosze odbudowano z obu stron wiele kilometrów obwałowań. Zabiegamy o ukończenie pozostałej części tych wałów, a także o poprawę stanu niektórych urządzeń wodnych na Potoku Czanieckim. Sami też udrożniliśmy wiele lokalnych cieków, które wcześniej były przyczyną podtapiania budynków. W przyszłorocznym budżecie przewiduję środki na poprawę stanu znacznego odcinka Potoku Czanieckiego, aby poprawić bezpieczeństwo posesji znajdujących się w jego zlewni. Kęcka Spółka Wodna, jako administrator potoku, będzie wzmocniona naszymi nakładami. Rozeznaliśmy sytuację finansową tej instytucji; nie jest ona najlepsza.
 - Czy jest szansa całkowitego zabezpieczenie gminy Kęty przed powodzią?
 - Według mnie jest. Od strony Soły przez właściwą gospodarkę wodną na jej kaskadzie i utrzymywanie odpowiedniego zapasu w zbiornikach retencyjnych. Natomiast od strony pozostałych cieków poprzez dokończenie budowy obwałowań i utrzymywanie urządzeń wodnych w pełnej sprawności. Oczywiście przy założeniu, że odnotowane dotychczas stany wód były tymi maksymalnymi.

Rozmawiał: ZBIGNIEW MATEJKO

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie