Powrót na właściwe tory

Redakcja
Przebój Wolbrom pokonał na własnym boisku Lubania Maniowy 3-0 (2-0), poprawiając swoją pozycję w tabeli, bo awansował na najniższy stopień podium.

Tak trzymać! Pokazuje Andrzej Kondziołka, prezes Przeboju. Fot. Paweł Filus

III LIGA PIŁKARSKA. Przebój Wolbrom pokonał na własnym boisku Lubania Maniowy 3-0 (2-0)

Jeszcze nie tak dawno w Wolbromiu odliczali liczbę minut bez strzelonego gola. Fatalny okres skończył się po 294 minutach. Tym razem wolbromianie odliczają liczbę minut bez straty gola. Uzbierało się tego już 260 minut. - Nasz "wolbromski pociąg" cały czas jedzie tym samym torem - podkreśla Mirosław Hajdo, trener wolbromian. - Nie było momentu, że zjechał na bocznicę, kiedy zdarzyło nam się przegrać dwa mecze z rzędu i jeden bezbramkowo zremisować na własnym boisku z tarnowską Unią. Może nieco zwolniliśmy, ale to głównie dlatego, że chłopcom brakowało szczęścia. Mógłbym się martwić, gdybyśmy przegrywali po słabej grze, mając kłopoty z wypracowaniem pozycji bramkowych. Jednak te sytuacje były, więc dla mnie kwestią czasu było odblokowanie. Tak też się stało.

Wolbromianie uważnie prezentują się w tyłach. - Nie chciałbym bawić się w żadne wyliczanki odnośnie minut bez straty gola, bo jeśli zacznie się myśleć o jakimś śrubowaniu rekordu, to wtedy może się to odwrócić przeciwko nam - przestrzega Mirosław Hajdo. - Zawsze jakiś błąd może się zdarzyć, ale trzeba zrobić wszystko, żeby w każdym meczu zachować czyste konto strat.

Wolbromianie szybko otworzyli wynik, bo już w 19 minucie do siatki trafił Sławomir Duda. - Nie rozpracowywaliśmy jakoś szczególnie przeciwnika. Wychodzę z założenia, żeby mój zespół przede wszystkim dobrze się prezentował - podkreśla Mirosław Hajdo. - Uczuliłem tylko swoich zawodników na kilku wartościowych piłkarzy, występujących w zespole górali. Wydaje mi się, że przeciwnicy walczyli dopóty, dopóki mieli siły. Druga bramka w doliczonym czasie pierwszej połowy całkowicie ustawiła dalszy przebieg gry. Mogę powiedzieć, że druga odsłona toczyła się pod nasze dyktando, zwłaszcza, że od 60 minuty graliśmy z przewagą jednego zawodnika, bo sędzia usunął jednego z maniowian.

Po raz kolejny godny podkreślenia jest fakt, że pod nieobecność lidera Rafała Kmaka skuteczność rozłożyła się na zespół, a dwa gole zdobył przywrócony do ataku Tomasz Jarosz. Tym razem zaliczył dublet. Na pewno nie jest aż tak sławny jak Rafał Kmak, ale to dobrze dla tego chłopca, bo rywale jakoś nie będą mu się szczególnie przyglądać, a on powinien robić swoje. Trzy gole w dwóch meczach to całkiem dobry wynik, więc być może wkrótce stanie się o nim głośno na trzecioligowym podwórku.

Jerzy Zaborski

[email protected]

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie